Dostali niepełnosprawnej czkawki

Właściwie pozostało tylko czekać, aż wuc Narodu wrócić z majowych rybek. Siedząc z wędeczką nad jakimś zbiorniczkiem wodnym, do którego usłużni wpuszczają rybki, a płetwonurkowie zaczepiają je na puste haczyki (bo przecież robaczków torturować nie można) zastanawia się nad polewką, którą po raz kolejny naważyli mu jego protegowani. Oby tylko nie zmieniła w czarną.

Rząd nie chce dać kasy niepełnosprawnym. Proponuje jakiś ekwiwalent w pieluchach, cewnikach i rehabilitacji. Kasy dać nie chce, bo podobno, jak stwierdził wysoki urzędnik namaszczony przez premiera, mogłoby dojść do… nadużyć.

Rozdając kasę w ramach rodziny 500+ nikt jakoś takich obiekcji nie miał. Nie interesowało nikogo z rządowych ław i tej najważniejszej, ponad nimi, czy rodzice faktycznie przeznaczają tę kasę na dzieci. A nie np. na realizację swoich zachcianek, czy też swoich nałogów. I nadal ich to nie interesuje.

Dla niektórych marzenie nieosiągalne. A mogłoby być realne…

Ale widać niepełnosprawni i ich opiekunowie na taki przywilej liczyć nie mogą. Nikt nie używa argumentacji podobnej do 500+, że pieniądze te mogłyby być przeznaczone np. na wyjazd w czasie wakacji. Albo na pójście do teatru. Po co więc w takim razie placówki te, i wiele innych tzw. kulturalnych, przystosowuje się dla niepełnosprawnych?

W przypadku 500+ jakoś dziwnym trafem wybrańcy narodu wiedzieli, jaki procent rodzin z dziećmi żyje poniżej poziomu ubóstwa. W odniesieniu do rodzin niepełnosprawnych takich danych jakoś rząd nie jest w stanie zaprezentować. Pewnie byłoby to niewygodne.

Zdaje się, że powoli wyjaśnia się „zagadka” wyciszenia projektu zaostrzającego przepisy antyaborcyjne. Miałyby one zakazywać usuwania płodów z wykrytą wadą. Rząd chciał za urodzenie chorego dziecka płacić 4 tyś. zł. Za jego wychowanie 6 tyś. A jak potem miałoby wyglądać życie takiego dziecka, właśnie to pokazuje.

Niepełnosprawnemu Polakowi nie jest potrzebne kino, ani teatr. Jemu są potrzebne cewniki. Niepełnosprawny nie może pojechać nad morze albo w góry, bo rządzący doskonale wiedzą, że jemu potrzebne są pieluchy. A poznawanie Polski ma sprowadzać się do „podróży” z domu na rehabilitację.

Innymi słowy: rodźcie Polki chore dzieci, wychowujcie je, zajmujcie się nimi przez lata, a my w zamian zgotujemy Wam piekło.

Polska rośnie w siłę. Słyszymy to niemal codziennie. Polacy są coraz bogatsi. To też często wpada nam w uszy. Machina propagandowa robi swoje. Ale widać łatwiej jest wydawać pieniądze na potencjalne zdrowe dzieci, fundować im wyprawki do szkół, niż zadbać o tych, którzy tej pomocy potrzebują najbardziej.

Nie jesteśmy coraz bogatsi, bo nie oddajemy państwu odpowiednio wysokich podatków. Gdyby było inaczej, geniusz polskiej gospodarki nie zaproponowałby daniny solidarnościowej od najbogatszych, którzy mieliby sfinansować zachcianki niepełnosprawnych. Nie od dziś wiadomo, że jak trwoga, to najłatwiej do kieszeni narodu sięgnąć.

Ale gdyby wuc Narodu miał w rodzinie niepełnosprawnego, byłoby pewnie inaczej. A ma kota. Więc wszystko, co ma futerko może być w Polsce bezpieczne.

JAROSŁAW WAREK