Porządku i czystości można im pozazdrościć

KORESPONDENCJA Z PYONGYANGU

Na obrzeżu wielkiej polityki, zapowiedzianych spotkań przywódców państw podzielonego Półwyspu Koreańskiego i być może Kim Jong Una z Donaldem Trumpem, amerykańskiej inspekcji w ośrodkach jądrowych, toczy się normalne życie. Przynajmniej w Pyongyangu. Od rana gwar na ulicach, szum rzecznych pogłębiarek, odgłos patriotycznych pieśni dochodzący z oddali.

O szóstej rano dzieci są już na placach zabaw. W okolicach większych skrzyżowań grupy ćwiczących bez względu na wiek. Skrajami jezdni truchtają biegacze, nieliczni o tej porze rowerzyści podążają do pracy (lub z pracy) po wyrysowanych na chodnikach ścieżkach rowerowych. Ruch samochodowy prawie żaden.

Jedynym wyjątkiem są kobiety, które rozpoczynają pracę chyba bladym świtem. W ciągu dnia ich przybywa i można je spotkać praktycznie w każdym miejscu stolicy KRL-D. Później dołączają do nich całe klasy uczniów szkół podstawowych. A ranki nie są jeszcze tak ciepłe.

Permanentna zielona szkoła…

Z mozołem, w kucki, głównie samymi rękoma grupy te skrupulatnie oczyszczają centymetr po centymetrze stołecznych trawników. W efekcie nie znajdzie się na nich ani jednego źdźbła jakiegokolwiek chwastu. Nie znajdzie się też skrawka papieru, czy nawet uschniętej gałązki, która mogła spaść z drzewa. Nie mówiąc już o petach. Uwierzycie? ANI JEDNEGO! Nie tylko na trawnikach. Na chodnikach, jezdniach również. Tym jest to dziwniejsze, że Koreańczycy kopcą jak lokomotywy.

Pogłębiarki nie tylko wyrównują dno stołecznej rzeki Tedong, ale dostarczają również materiału budowlanego…

Koreańczycy. Koreanki nie. Może w zaciszu domowym, może gdzieś na uboczu, ale z pewnością nie w miejscach publicznych. I to nie tylko w stolicy.

Tak samo jak nie spotka się kobiety, której spódnica jest krótsza niż ta dochodząca do kolan. Nie spotka się również Koreańczyka w krótkich spodenkach. Nawet w największe upały. Dzieci owszem, ale nie dorośli. A skoro już o strojach i modzie, to może i nie jest to ostatnich jej krzyk, ale nie można odmówić kobietom staranności w doborze kolorystycznym poszczególnych elementów oraz dodatków. Po ulicach paradują tłumy schludnie ubranych i czystych Koreańczyków.

To co od razy rzuca się w oczy na ulicach tamtejszej stolicy, to prawie całkowity brak reklam. Te nieliczne dotyczą głównie samochodów: osobowych i vanów. Niby miejscowej produkcji. Tak przynajmniej jest to przedstawiane.

Genaralissimo Kim Il Sung i Generalissimo Kim Jong Il na zawsze są z nami

Nie dziwi więc duży ruch pojazdów na ulicach. Znacznie większy niż przed paru laty. Dominuje komunikacja miejska (trolejbusy i autobusy), sporo ciężarówek oraz busów i zaskakująca ilość taksówek. Wręcz ich zatrzęsienie. Wśród nadal wielu rowerów często można zobaczyć motorowery – hit ostatnich lat.

Reklam nie ma ale zastępują jej propagandowe murale. Obowiązkowo w każdej dzielnicy są te wielkie z postaciami Kim Il Sunga i Kim Jong Ila. Ale nie uświadczy się tych z wizerunkiem obecnego przywódcy. A wśród wielkich neonów na co dziesiątym budynku znajdziemy wszędzie ten sam slogan: Genaralissimo Kim Il Sung i Generalissimo Kim Jong Il na zawsze są z nami. Taki lokalny koloryt. Napisy te stoją nawet w szczerych polach już poza miastem.

Pomimo ładnej, słonecznej pogody nad miastem wisi widocznym gołym okiem smog. W pierwszej chwili widok zaskakujący, ale przecież do wszystkiego można się przyzwyczaić.

JACEK WASILEWSKI

fot.: autor

2 komentarze