Polityka sinusoidy i wiara w słowo zbója

PiS znowu łagodnieje. Wycofuje się rakiem z paru paskudnych ustaw, nie chce już ścigać Piątka za książkę o Macierewiczu, mizdrzy się do Angeli Merkel… Co jest grane?

Grane jest cały czas to samo, czyli polityka wznoszącej sinusoidy. PiS poczuł, że doszedł do ściany i trzeba zrobić unik. A nuż uda się oszukać Komisję Europejską i polską opozycję. Tak już było wiele razy. Oleksy już nie był wstrętnym komuchem, tylko „politykiem o lewicowych poglądach”, Kaczyński gadał „do przyjaciół Rosjan”, Duda wetował ustawy o sądach, a potem wnosił jeszcze gorsze, i tak dalej, i tak dalej. A później wracali do ostrego planu i szli jeszcze dalej, niż przedtem.

Doświadczenie z historii jest takie, że wszystkie reżimy stosują tę taktykę i ona działa, bo świat demokratyczny niezmiennie od lat, po raz nie wiadomo który, gotów jest uwierzyć zbójom na słowo, że teraz będą już dobrzy. Nie będą i pora to zrozumieć. To kit, blaga, pic na wodę i fotomontaż.

PiS wcale tej taktyki nie wymyślił. Jest stara jak świat.

W 1938 roku, świat demokratyczny zgodził się na aneksję Czechosłowacji w zamian za obietnicę Hitlera, że na tym już koniec. Brytyjski premier Chamberlain, wysiadając z samolotu w Londynie, wymachiwał umową z Monachium głosząc: „Przywożę wam pokój”. Rok później Hitler zaatakował Polskę mając w d… wszystkie swoje obiecanki, a Anglia i Francja były kompletnie nie przygotowane do wojny.

Później w Jałcie, alianci zgodzili się na włączenie Polski do sowieckiej strefy wpływów, a Stalin zgodził się, że w Polsce odbędą się wolne wybory. Co się odbyło, sami wiemy.

W 1945 roku, po kapitulacji Japonii, wojska Kuomintangu w Chinach zaczęły spychać komunistyczne armie Mao do Mandżurii. Komuniści przez całą wojnę z Japonią unikali walki z okupantem, licząc na to, że po wojnie bez trudu pokonają wykrwawione w walkach wojska Republiki. Ale się przeliczyli. Świetnie wyszkolony, zaprawiony w walkach żołnierz Kuomintangu miał nad nimi wyraźną przewagę. Komuniści zaczęli być spychani pod granicę z ZSRR i jeszcze chwila, zostali by całkiem wygonieni z Chin.

Ale w tym momencie znalazł się dobrotliwy amerykański generał Marshall (ten od planu Marshalla) i zagroził Czang Kai-Szekowi wstrzymaniem wszelkiej pomocy, jeśli nie zgodzi się na rozejm. Taki był pokojowy. W rezultacie, po dwóch latach rozejmu, wojska komunistyczne, przeszkolone przez sowieckich instruktorów i uzbrojone po zęby w sowiecką broń, przeszły do ofensywy i zajęły niemal całe Chiny.

Tak się kończy nieodmiennie wiara w dobrotliwego zbója.

Ale świat się niczego nie nauczył. W 1950 roku Korea Północna bez ostrzeżenia zaatakowała Południową. Zaskoczeni byli wszyscy, łącznie ze Stalinem i Mao, bo Kim Ir Sen ich też oszukał. Przypadkowo w Radzie Bezpieczeństwa ONZ nie było przedstawiciela ZSRR (bo sowieci się właśnie obrazili) i dzięki temu na pomoc napadniętemu ruszyły wojska ONZ, głównie amerykańskie, ale także mniej liczne australijskie i brytyjskie. Zanim alianci zdążyli przerzucić wojska na Półwysep Koreański, komuniści z Północy doszli już prawie do końca półwyspu. Nastąpiła kontrofensywa, Amerykanie i sojusznicy przekroczyli dość szybko 38 równoleżnik (czyli granicę) i wkroczyli do Korei Północnej. Wówczas na pomoc Północy ruszył „milion ochotników”, czyli dwa miliony trzysta tysięcy żołnierzy Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej pod dowództwem marszałka Peng Dehuaia.

Ale Amerykanie mając potężne lotnictwo i superfortece B-29 czynili spustoszenie w szeregach wojsk chińskich (wojska Kim Ir Sena już nie istniały). I nagle na niebie pojawiają się sowieckie MIG-15, odrzutowe myśliwce o pułapie 15 kilometrów i prędkości ponad 1100 km/godz. Lotnictwo USA (i mniej liczne brytyjskie) zaczyna ponosić potężne straty.

I tu pytanie: skąd nagle Rosjanie zaczęli mieć tak nowoczesne samoloty. Ano stąd, że wcześniej brytyjski premier, chcąc nieco załagodzić zimnowojenne stosunki z ZSRR, podarował Stalinowi silniki odrzutowe rolls royce i technologię ich produkcji, dzięki czemu Rosjanie udający Koreańczyków zaczęli zestrzeliwać pilotów jego własnego lotnictwa i ich sojuszników.

Ale świat demokratyczny nadal się niczego nie nauczył. Mimo otwartego niemal wejścia do wojny wojsk chińskich i rosyjskiego lotnictwa, ofensywa Amerykanów i ich sojuszników parła naprzód. Chińczycy stosowali taktykę „ludzkiej fali”. Kolejne tyraliery atakowały licząc, że przeciwnikom skończy się amunicja. W rezultacie Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza straciła ponad 700 tysięcy zabitych i 1.200 tys. rannych, czyli blisko 70 procent ówczesnego stanu osobowego. Mao i Stalin zgodzili się na rozejm, bo zrozumieli, że jak tak dalej pójdzie, to za pół roku będą mieli Mac Artura w Pekinie. Wojska ONZ potulnie wycofały się na linię 38 równoleżnika. Dzięki temu Kim Ir Sen odbudował swój reżim, który dziś, pod wodzą Kim Dżong Una straszy świat bronią atomową. Mao rozwinął swą dyktaturę i przez 30 lat rządów wymordował ok. 200 milionów ludzi we własnym kraju.

Korea Północna prowadziła przez następne lata właśnie politykę wznoszącej sinusoidy. Rozwijała program zbrojeń i prowokacji zbrojnych, a gdy doszła do ściany, do groźby wybuchu kolejnej wojny, nagle łagodniała, godziła się na „słoneczną politykę”, odwiedziny rodzin, spotkanie z przywódcą Południa (za potężną łapówkę – 500 mln. USD), wysyłała drużynę na olimpiadę i proponowała Południu wspólny start… Ale za każdym razem wracała do rozbudowy arsenału i agresji. Po każdym złagodnieniu budowała jeszcze większy potencjał militarny, na który bez tego złagodnienia sojusznicy Południa dawno by zareagowali.

Dokładnie tę samą taktykę stosuje PiS. Łagodnieje, gdy dojdzie do ściany, ale później wraca do dalszego niszczenia praworządności i demokracji, do dalszej budowy dyktatury. Tak jest i teraz. Niby nowe otwarcie, niby bardziej światowy premier, nowy minister spraw zagranicznych, schowany Macierewicz, ale do czasu. Do czasu, gdy Komisja Europejska się cofnie i zrezygnuje z uruchamiania art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej.

Mógłbym tak dalej (dwie wojny w zatoce, bo po pierwszej zostawiono Saddama u władzy i trzeba było robić drugą, i tak dalej, i tak dalej). Świat demokratyczny nie uczy się niczego. Demokrata nie jest mądry po szkodzie. Niestety jest przed szkodą i po szkodzie głupi, a potwierdzi to dobitnie, gdy dziś Kaczyńskiemu uwierzy.

Demokrata musi w końcu zrozumieć, że rozmawia z bandytą, który ma w d… prawo własne, prawo międzynarodowe, Traktat o UE, Traktat Akcesyjny, podpisane konwencje, rezolucje Rady Bezpieczeństwa, mandaty ONZ… Bandyta rozumie tylko siłę, czy jest to bandyta sowiecki, koreański, iracki, czy nasz krajowy. Wiara w to, że bandyta się poprawi, jest głęboko naiwna.

Szanowna Unio Europejska, szanowna Komisjo Europejska, bądź pierwszą demokracją, która się czegoś nauczyła. Nie daj Kaczyńskiemu zrobić się w trąbę.

KRZYSZTOF ŁOZIŃSKI

Studio Opinii