Nagroda mi się należała…

Tyrałem dzień i noc. Znaczy się, słuchałem, co Pani Premier mówi, swoimi ustami przekazując wytyczne Naczelnika Państwa. Słuchałem i realizowałem, wypełniałem. I za to nagrodę dostałem. Bez mojego wkładu w to tyranie i wszystkich innych ministrów nie byłoby tego wielkiego sukcesu.

Oczywiście zazdrościłem Pani Premier, że nie mogę, jak ona, wracać do domu wojskowym samolotem, że muszę stać w kolejce i rezerwować darmowy bilet na pociąg, ewentualnie na samolot. W sumie, co za różnica i tak zapłaci za to suweren.

W sumie jestem bardzo zadowolony. Kilku tzw. sekretarzy stanu, czyli kumpli, którzy zgodzili się przyjąć stanowisko mojego zaplecza politycznego, zarabiali mniej ode mnie, ale i tak byli szczęśliwi. Nic nie robić, a zarabiać kokosy. Mało tego, jak coś pójdzie nie tak, to oni bekną…

I „beknęli”. Będą teraz urzędnikami państwowymi i będą zarabiać o wiele więcej plus nagrody, które im się z tego komunistycznego układu należą.

Mogą nam naskoczyć; nasza kasa i miedzy nas będzie dzielona…

Krzyczy ta totalna opozycja, że brałem dodatkowe pieniądze za nic. Jak to za nic?! A siedzenie na Nowogrodzkiej po godzinach i czekanie na wskazówki, dzięki którym można w ogóle funkcjonować to nic?! A realizowanie wskazówek, wytycznych tej gościówy, która premierką się mieniła, co nic?!

Zresztą nawet ona przyznała sobie nagrodę. Znaczy się potraktowała naszą Ojczyznę jak bank, który wypłaca jej pieniądze za latanie do domu służbowym samolotem. Znaczy się, że powinna z tej premii zapłacić za te przeloty. Problem tylko w tym, że naliczając nagrody machnęła się o kilka zer. Bo jej przeloty do domku kosztowały kilka mln złotych…

Oczywiście Pani Premier nagroda się należała. Tak samo, jak jej wszystkim przydupasom. Tylko że podobno w czasie wyborów jej szef, guru, mediator i Bóg wskazywał, ze idą po władzą, ale nie dla kasy. Bez tej przyznawanej sobie i bez tej przyznawanej mężowi, siostrom, braciom, kuzynom, znajomym, itd…

Oczywiście ministrowie i premierka harowali jak mało nikt. Wrobili min. seniorów w tzw. darmowe leki. Czyli muszą teraz płacić za nie więcej niż wcześniej. Ale to przecież normalka. Bo każdy rząd obiecuje, a potem g…no z tego wychodzi. Najważniejsze jednak, że kilku tych seniorów uwierzyło, że leki mają za darmo. Nawet nie. To naród nieseniorski uwierzył, że kilkaset tysięcy ich rodaków robionych jest w jajo. I wcale nie wielkanocne…

Kiedy ja poszedłem do pracy, miałem podpisaną umowę za odpowiedniej wysokości pensję. Pracowałem, harowałem nawet po kilkanaście godzin na dobę. O premii nie było mowy. Znaczy się, w umowie nie było. Ale oczywiście, jak był sukces, to na coś tam można było liczyć. Tylko, że premia ta, nawet jeśli była, była wypłacana w pieniędzy wypracowanych przez firmę.

A nie z podatków innych ludzi, z pieniędzy, które wypracował ktoś inny.

Łatwo jest rozdawać pieniądze przyjaciołom, politycznym przyjaciołom, jeśli nie ma się ŻADNEGO wkładu w ich wypracowanie. Najłatwiej jest rozdawać cudze, ale to komuna już od lat wiedziała…

JEREMI WRATOŁ