Bohater narodowej telewizji

Nie jedyny zresztą. Ale ten zdaje się ekspertem od wszystkiego. Oficjalnie korespondent TVP chyba z Niemiec. Piszę „chyba”, bo w Niemczech to on bywa tak często, jak ja w Korei Północnej. A zdaje się, że mnie udaje się nawet częściej. Ale o stanowisko korespondenta w tym kraju z ramienia medium narodowego nie zamierzam się ubiegać.

Była jakaś impreza. Tak po prawdzie to nawet nieważne jaka. Występował na niej premier. Nie wiem, jako kto, ale premier ma tę przewagę, że nieważne z jakiej okazji i nieważne na jakiej imprezie, ale jak się wprosi, to nikt mu nie odmówi. A jak już się wprosi, to nieważne z jakiej okazji, ale zawsze gada o VAT, ściągalności podatków, nieistnienia państwa, w którym się urodził i pobierał edukację.

Swoją drogą na imieniny cioci Zosi do domu bym go nie wpuścił. Po co ma jej przypominać, że urodziła się w kraju, którego nie było, i tak po prawdzie, za Polkę nie może się uważać.

Nie ma nawet siły, aby samy mikrofon utrzymać w ręku… Przepraszam, tak wybitny korespondent zagraniczny ma na swoje usługi specjalnego pomocnika, który za niego mikrofon trzyma… Ciekawe ile wynosi jego pensja w narodowej telewizji…

Na tej imprezie było sporo nawet ludzi, ale tylko jeden wpadł w oko temu wybitnemu ekspertowi od Niemiec, który tak rzadko w Niemczech bywa. Na jego miejscu też bym tak robił. Nie ma nic zabawniejszego niż komentować wydarzenia zagraniczne z kraju. A co tam; przynajmniej koszty się zetnie. A jak wiadomo koszty narodowej telewizji są bardzo ważne, skoro jeden odcinek jakiegoś tam serialu ma kosztować 2 mln zł.

Impreza, na której był premier i coś tam mówił, musiała być chyba ważna, bo było na niej paru weteranów. Weteranów tzw. Marca’68. Na dodatek jeden z nich medal jakiś miał z rąk wszechwiedzące premiera odebrać. Okazało się jednak, że ów weteran, podobno walki o naszą, polską niepodległość, tę prawdziwą, poczuł się lekko obrażony słowami premiera i wyszedł. Wyszedł bez medalu, bez uścisku ręki premiera od propagandy.

Przepraszam. Wyszedł jakiś tam zapluty staruszek, który przyszedł poskrzeczeć. Wybitny korespondent zagraniczny telewizji narodowej we Wrocławiu (bo to w tym niezwykle szanownym mieście odbywał się odczyt premiera) nie był, ale ślinotok 93-letniego profesora, bardzo zasłużonego w walce o obecną rzeczywistość, widział z bardzo daleka.

Można by powiedzieć, że prawie za każdym razem, kiedy wybitny korespondent telewizji narodowej w Niemczech, dorywa się do mikrofonu, aby coś o naszych zachodnich sąsiadach powiedzieć, jest totalnie napruty. Nie ma nawet siły mikrofonu w dłoni utrzymać. I staje przed kamerą, aby nie poskrzeczeć, ale powarczeć, właściwie poszczekać, przeciwko tym, którzy dla jego idola (tym razem premiera) są jak najbardziej wiernymi i wartymi zachodu partnerami.

Na szczęście czasy cenzury dawno już minęły. Niestety, nie minęły czasy autocenzury, czyli obecnego lizodupstwa i włazidupstwa. Komu tzw. korespondent zagraniczny telewizji narodowej chciał się przysłużyć? W swojej głupocie chyba nawet nie wie…

JAKUB WYRWAŁ