Po igrzyskach – jest wiele do zrobienia

Minął tydzień od zakończenia igrzysk zimowych i już rozpoczynają się imprezy zaliczane do Pucharu Świata. Wiemy, się stało w Pjongczangu, sukcesy skoczków, przegrane pozostałych.

Było, minęło. Przez ten tydzień trochę ochłonęliśmy po olimpijskich emocjach, możemy chłodniejszym okiem spojrzeć na to co się stało z polska ekipą. Na pewno zbyt liczną.

Druga połowa sezonu jest dość intensywna. Kamil Stoch na razie prowadzi w punktacji Pucharu Świata i może powtórzyć ubiegłoroczny sukces czyli zdobycie Kryształowej Kuli i miano najlepszego skoczka sezonu. Łatwo jednak nie będzie.

W Pjngczangu wystąpiło 62 sportowców. W ostatniej chwili poważna kontuzja Karoliny Remen-Żerebeckiej startującej w narciarskim crossie zatrzymała ją w kraju. Skoczkowie zaliczają się do ścisłej czołówki światowej, mają wszystko co potrzeba, , a nawet więcej. Lot klasą biznes, żeby było wygodniej, dodatkowe, kupione na miejscu materace, bo te w wiosce olimpijskiej były zbyt twarde. Nie piszą tego z wyrzutem. Może im pomogły w odniesieniu sukcesu.

Uprawiający w Polsce wszystkie inne dyscypliny zimowe mogą o takich warunkach tylko pomarzyć. Ale też pomarzyć o sukcesach, co igrzyska pokazały dobitnie.

Zaledwie 31 punktów, to dorobek mizerny. Odejmijmy punkty za skoki i jaki otrzymamy wynik? Zaledwie 7 pkt!!!! Średnio wypada na 57 uczestników (nie liczę pięciu skoczków), śmieszna liczba 0,123 pkt na olimpijczyka!!! A oczekiwania były niemałe.

Jeśli nie zmienimy podejścia do sportów zimowych, za 4 lata w Pekinie będzie jeszcze gorzej. Zawiodły biatlonistki, 6 miejsce Moniki Hojnisz i 3 pkt. to tyle co nic. Biatlonu męskiego właściwie nie ma, Grzegorz Guzik i Andrzej Nedza – Kubiniec, znacznie poniżej olimpijskiego poziomu. Zawiedli łyżwiarze szybcy (14 startujących!) oraz  w short-tracku i w snow-boardzie.

Narciarstwa alpejskiego i biegowego nawet na średnim poziomie europejskim w Polsce nie ma. Toczył się bój przed wyjazdem, który z alpejczyków powinien pojechać. Michał Jasiczek czy Michał Kłusek? Pojechali obaj. Nie chce użyć zbyt dosadnego słowa napiszę, że pojechali na wycieczkę. W gigancie mężczyzn pierwsza dziesiątka zmiesiła się w 0,8 sekundy! Nasi jak dojadą to 4-5 sekund wolniej, i to już „sukces”…

W trzydziestce zmieściła się jedyna alpejka Maryna Gasienica –Daniel 27 w gigancie i 16 w kombinacji alpejskiej. Biegacze i kombinatorzy norwescy daleko za czołówką, choć u tych ostatnich jakiś, minimalny, postęp widać.

Biegi kobiet właściwie nie istnieją. Słaba Justyna Kowalczyk, po poważnych kontuzjach Sylwia Jaśkowiec, wciąż w kraju bez konkurencji lecz już bez szans na sukces. Nie można za to winić Kowalczyk, swoje osiągnęła, wiek 35 lat, w lepszej formie nie będzie. Q biegu na 30 km stylem klasycznym zajęła 14 miejsce, straciła do Marit Bjoergen aż 5:04,2 minuty! A zaplecza nie ma, poza pechową Jaśkowiec.

Jakieś 3 lata temu następczynią Kowalczyk miała być Urszula Łętocha. Tak mówili trenerzy. Co się z nią dzieje? Żadnych postępów, żadnej nadziei. Obecnie nadziejami są młode Eliza Rucka i Monika Skinder. Ta ostatnia niespełna 17-ltka została tegoroczną mistrzynią Polski seniorek! Wybitny talent czy katastrofalny poziom seniorek?

Justyna Kowalczyk mówi, że Polski Związek Narciarski powinien nazywać się Polski Związek Skoków Narciarskich. Jeśli inne narciarskie konkurencje będą miały nadal taką „opiekę”, PZN o sukcesach za 4 lata w Pekinie może tylko pomarzyć.

Podobno ma powstać nowoczesny ośrodek narciarstwa biegowego na Polanie Jakuszyckiej. A dlaczego nie zrobiono tego kilkanaście lat temu po pierwszych sukcesach Justyny Kowalczyk? Dlaczego biegacze narciarscy musieli przez tyle lat trenować latem na nartorolkach na ruchliwych drogach publicznych?   Nie można było wybudować ok. dwukilometrowej pętli wyłącznie dla nich jak np . wiele lat temu w estońskiej Otepaa? Nie byłoby ciężkiego wypadku Sylwii Jaśkowiec.

O jakim narciarstwie biegowym i alpejskim, napływie talentów, szkoleniu, można mówić, jeśli w mistrzostwach Polski młodzików i juniorów startuje najwyżej po kilkanaścioro w poszczególnych kategoriach wiekowych?  W seniorach niewiele więcej.

Czy Polska ma gorsze warunki do narciarstwa alpejskiego niż Czechy, Słowacja czy Węgry? Na pewno nie. A jednak to zawodnicy z tych państw odnoszą sukcesy, zwłaszcza kobiety w Pucharach Świata, stają nawet na podium. Dwa lata temu Węgierka wygrała jeden ze… zjazdów i kilka razy stawała na podium.

Gdy w 1956 r. w Cortina d Ampezzo Franciszek Gąsienica – Groń zdobywał w kombinacji norweskiej pierwszy dla Polski medal zimowych igrzysk (brązowy), w Austrii, Francji, NRF konkurencje te i biegi były znane tylko z nazwy. Od lat Austriacy i Niemcy są nawet lepsi od Skandynawów. Związki Narciarskie tych krajów potrafiły stworzyć takie warunki i system szkolenia, więc jest się od kogo uczyć.

Przed PZN bardzo trudne zadanie. Cały czas „jechać” na skoczkach się nie da. Trzeba rozwijać i inne, zimowe dyscypliny.

ANDRZEJ MARTYNKIN

PS. W miniony weekend podczas mistrzostw świata juniorów w biatlonie Kamila Żuk (ur.18.11.1997r.) olimpijka w Pjongczang (startowa tylko w sztafecie mieszanej), zdobyła dwa tytuły. Talent. Jak go nie zmarnować? W przeszłości mistrzem i wicemistrzem świata juniorów był Łukasz Szczurek. Został tylko miernym seniorem.