Nagrodowa komuna nadal trwa

Właściwie „komuna”. Polska nigdy państwem komunistycznym nie była. Nawet socjalistycznym. Była państwem demokracji ludowej. I kropka. Ale niektóre przepisy wprowadzone za czasów tzw. komuny istnieją i mają się bardzo dobrze. M.in. te o nagrodach dla pracowników całego sektora budżetowego.

Oburzając się niektóre media i uczestnicy portali społecznościowych na wysokość nagród, które premier (na odchodne) przyznała swoim współpracownikom. Nikt jednak nie wie, że ci sami nagrodzeni przyznawali nagrody (o wiele niższe, ale jednak nagrody) swoim podwładnym. Nikt nie zastanawia się, że każdy burmistrz, prezydent miasta, ba nawet dyrektor domu kultury ma prawo takie nagrody swoim podwładnym przyznawać.

– Ile dostałaś? – Nic Ci do tego….

I przyznają. Raz niższe, raz wyższe. Ale i tak jest to znaczący dodatek do pensji. Wymiar nagród nigdy nie jest sztywno ustalony, bo są one tzw. uznaniowe. To kierownik danej jednostki decyduje, komu ją przyznać. Znakomity straszak dla niepokornych, czasem uczciwych i rzetelnych.

Pracownicy całej sfery gospodarki narodowej, budżetowej,  żywią się nagrodami. A to oznacza jedno: jesteś posłuszny, wierny, sumiennie wykonujesz polecenia kierownictwa, to na nagrodę (premię) możesz liczyć. W innym przypadku: wała.

Mało tego. Na szczeblu o wiele niższym niż rządowy, nagrody (premie) te są utajnione. Wiedzą o tym co najwyżej zatrudnieni w księgowości, którzy dokonują przelewów. Jeśli są uczciwi, zatrzymują tę wiedzę dla siebie. Ale znajdź wśród nich uczciwych, kiedy nagrody (premii) nie dostają.

Rządzący za priorytet uznali walkę z tzw. komuną. Ale gdyby uczciwie z nią walczyć, trzeba byłoby również zlikwidować wszelkie nagrody (premie) dla pracowników budżetówki. Bo przecież za swoją prace otrzymujesz wynagrodzenie. W prywatnej firmie nagrody (premie) możliwe są w sytuacji, kiedy firma wypracowuje zysk i jest co dzielić ponad miarę. Ale w tzw. budżetówce?!

Nagrody były dla budżetówki za tzw. komuny. Nic się nie zmieniło po tzw. odzyskaniu wolności. Nic się nie zmieniło po przejęciu władzy przez ugrupowanie, które mieni się… jak się mieni. Jak to krzyczał wicemarszałek Sejmu: a na drzewach zawisną komuniści. Albo coś w tym rodzaju.

Fajnie jest dobierać, albo wybierać, te tzw. komunistyczne ustalenia, skoro one odpowiadają nam samym. Nazwy ulic można zmieniać, bo tzw. komunę przypominają, albo się z nią kojarzą. Ale mam jedno pytanie, czy nazwa ulicy: Żołnierzy Armii Czerwonej – wyzwolicieli nazistowskiego obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu będzie sprzeczna w ustaleniami IPN? Bo w rocznicę tej daty taki tekst wygłosiła stale salutująca spikerka Wiadomości.

Nie trzeba więc o nagrody dla ministrów (i całej armii państwowych urzędników) się oburzać. Ale trzeba walczyć o to, aby ten „komunistyczny” przeżytek został skasowany.

W imię tzw. sprawiedliwości społecznej , o którą tak bardzo walczą rządzący, związki zawodowe podległe rządzącym i cała armia zmanipulowanych członków narodu wierzących rządzącym w ich uczciwe intencje, trzeba chyba z tą komunistyczną tradycją nagród (premii) skończyć.

Chyba że nadal chcemy żyć w tzw, komunie.

JAROSŁAW WERKA