Premier ukradł wykształcenie

Po ostatnim kryzysie polsko-izraelskim, nasz rząd ma powołać specjalny zespół, którego głównym zadaniem będzie szybka reakcja na sytuacje mogące negatywnie odbić się na reputacji Polski. Tak głoszą media. Gdzie oni (członkowie rządu) nauki pobierali?! Nie reaguje się na sytuacje, ale opracowuje się cały plan zapobiegania takim (i innym) sytuacjom kryzysowym! Wie o tym każdy, kto o tzw. PR (public relations) choćby się otarł.

Według premiera naszego kraju Polacy nie mogą odpowiadać za wydarzenia z roku 1968 (wydalenie z Polski obywateli pochodzenia żydowskiego) bo państwo polskie wtedy nie istniało. Był komunistyczny reżim.

Skoro nie istniało, to matura pana premiera nie ma mocy prawnej. A skoro więc nie ma matury, to nie mógł podjąć studiów wyższych i uzyskać wykształcenia, którym się szczyci. I nie mógł podjąć pracy zgodnej z wykształceniem.

Powinien więc, kontynuując logikę jego wypowiedzi, zdać ponownie maturę, już w istniejącym państwie.. I ponownie starać się o przyjęcie na studia już w istniejącym państwie itd.

Komuś wydawać się może to śmieszne, ale właśnie na tym polega zapobieganie zawczasu wszelkim sytuacjom kryzysowym. A rodzą się one, zwłaszcza w polityce, wyłącznie dzięki, przepraszam, debilnym wypowiedziom.

Jakiś tam europoseł Czarnecki oskarżył swoją rodaczkę o zachowanie  szmalcownika. Określenie to, znane do tej pory w Polsce i Izraelu, zrobiło międzynarodową karierę. Cała Europa (i część świata) dowiedziało się, że w czasie wojny wśród obywateli polskich, którzy byli pozbawieni swojej państwowości, pojawili się tzw. szmalcownicy; wydający na śmierć Żydów w zamian za różne korzyści, najczęściej finansowe. Jedno chlapnięte dla poklasku zdanie spowodowało, że Europejczycy odkryli nową historię Polski.

Niejaki wiceminister Jaki twierdzi, że przez dwa lata pracy nad zmianą zapisów ustawy o IPN współpracowali z ambasadą Izraela i była ona informowana o wszystkich poprawkach. Były już minister spraw zagranicznych publicznie stwierdza jednak, że wielokrotnie informował resort sprawiedliwości, że wprowadzane zmiany w ustawie mogą wywołać kryzys dyplomatyczny. Jeśli to prawda, to ówczesna premier, obecny premier, Sejm i Senat dali po prostu dupy. Przepraszam. Chyba że chodziło o zaognienie stosunków z Izraelem.

Premier złożył kwiaty na grobach członków Brygady Świętokrzyskiej Narodowych Sił Zbrojnych, którzy pod koniec wojny zdecydowali się na współpracę z Niemcami. Nie jest to moja opinia.

W Brygadzie istotną rolę odgrywał Hubert Jura „Tom”, którego działalność to jedna z czarnych kart Brygady Świętokrzyskiej. Jura kolaborował z Niemcami, za co Armia Krajowa wydała na niego wyrok śmierci; jego ludzie mordowali m.in. Żydów zbiegłych z gett. Oddział ten wycofał się na Zachód u boku Wehrmachtu, otrzymując od niemieckiego wojska wsparcie żywnościowe i ekwipunkowe.

Premier oczywiście o tym nie wiedział. Jego doradcy od wizerunku i sytuacji kryzysowych wtedy po prostu spali. Albo trzeźwieli.

Premier, który uzyskał podstawowe wykształcenie za czasów nieistniejącego państwa, mógł o tym nie wiedzieć. Ale jego współpracownicy mogli chyba cos zasugerować. Bo kryzysowi zapobiega się wcześniej, a nie kiedy już jest.

I chyba najważniejsze. Oczywiście wizerunkowo dla Polski. Wizerunkowo w Izraelu, z którym to państwem jesteśmy od miesiąca w totalnym kryzysie. Premier stwierdził, że w czasie Holocaustu byli polscy sprawcy, tak samo jak byli sprawcy żydowscy, sprawcy rosyjscy czy ukraińscy. Teraz dopiero się zacznie.

Zespół ds. szybkiego reagowania na wizerunkowe kryzysy mają tworzyć urzędnicy kilku resortów, m.in. obrony narodowe, spraw wewnętrznych, kultury i paru jeszcze innych. Podobno mają do niego dołączyć też dziennikarze. Być może również i ta, która zupełnie nie poradziła sobie z kryzysem firmy, kiedy miała przejść z telewizji narodowej do spółki Orlen. Ewidentnie widać było, że o tzw. crisis management (zarządzaniu kryzysowym) nie ma zielonego pojęcia.

Po chlapnięciu premiera w Monachium ewidentnie widać, że niwelowanie kryzysów wizerunkowych Polski ma polegać na tłumaczeniu, co premier naszego kraju powiedział, i jak Europa i świat powinni to rozumieć.

Skąd już to niektórzy, zwłaszcza starsi czytelnicy znają.

JAROSŁAW WERKA