Takiego konkursu nikt nie mógł przewidzieć

Gdyby ktoś napisał scenariusz i nakręcił film, że w konkursie o bardzo ważną nagrodę stało się to co w ostatni weekend w Zakopanem, jak zaskakujące padły wyniki, nikt by nie uwierzył.

Oto skoczkowie jednego państwa chcą za wszelką cenę wygrać zespołowo, bo choć zdobyli mistrzostwo świata i stawali na podium, to nigdy nie wygrali w swoim kraju. Trener zamiast etatowego reprezentanta, który w dodatku tydzień wcześniej z drużyną po raz pierwszy zdobył trzecie miejsce w mistrzostwach świata w lotach, włącza do drużyny skoczka, który od początku sezonu nie jest w tak dobrej formie jak w poprzednich.

Wreszcie się udało. I Polacy – bo to o nich chodzi – wygrywają po raz pierwszy u siebie drużynowy konkurs Pucharu Świata! Najlepszy zaś ustanawia nowy rekord skoczni aż 141,5 metra!

Zaś początkowo najsłabszy skaczący, w konkursie drużynowym jest drugim najlepszym skoczkiem. Dzień później w pierwszej serii konkursu indywidualnego, skokiem na 136 metrów, niespodziewanie prowadził. I w końcu, jako ostatni na rozbiegu staje najlepszy w drużynie. 25 tysięcy kibiców pod skocznią, miliony w telewizjach kilku krajów czekają na jego najlepszego. Skacze…. 108,5 metra. Niewiarygodne, lecz prawdziwe. Zajmuje 38 miejsce, nie kwalifikuje się do drugiej serii.

Niespodziewany lider po pierwszej serii skacze jako ostatni i zajmuje 4. miejsce. Do podium zabrakło 0,3 pkt!!!

Chyba w taki film nikt by nie uwierzył. Za dużo niespodzianek. Jednak sport jest najlepszym reżyserem zaskakujących zdarzeń. Niejednokrotnie w sporcie dochodziło do wyników tak nieoczekiwanych, że aż niewyobrażalnych. Stało się tak i w Zakopanem.

Podstawmy pod to co wyżej napisane. Piotr Żyła, którego w Zakopanem zastąpił z powodzeniem Maciej Kot. Ten co piał się w górą, aż stał się drugim po Kamilu Stochu, to Stefan Hula. A najlepszy z tytułami mistrza olimpijskiego i świata, to przecież Kamil Stoch. Po raz pierwszy od 11 lat nie zakwalifikował się do drugiej serii!

To nie jedyne niespodzianki Pucharu Świata w Zakopanem. Wygrał po raz pierwszy Słoweniec Anże Semenić, który w konkursie drużynowym miał dopiero 25 wynik(!), przed Niemcem Andreasem Wellingerem i Słoweńcem Peterem Prevcem. Polacy: 4. Stefan Hula, 7. David Kubacki, 17. Maciej Kot, 28. Piotr Żyła , 30. 17 –letni Tomasz Pilch (w pierwsze serii miejsce 23).

Wypada wspomnieć, że w konkursie drużynowym była następująca kolejność: 1 Polska, 2. Niemcy, 3. Norwegia, 4. Austria, 5. Japonia, 6. Słowenia.

Niespodzianki w skokach zdarzały się zawsze. Przypomnijmy dla nas największą, zwycięstwo na igrzyskach w Sapporo w 1972 r. na dużej skoczni Wojciecha Fortuny zaledwie o 0,1 pkt. przed Szwajcarem Walterem Steinerem. Albo 3. miejsce w 1956 r. w Cortina d’Ampezzo w kombinacji norweskiej Franciszka Gronai-Gasienicy. W skokach wystarczy niespodziewany powiew z tyłu, z boku lub brak noszenia w którymś momencie w locie, aby skrócić odległość.

Kami Stoch i pozostali skoczkowie okazję do wykazania formy będą mieli już w nadchodzący weekend. Ostatni przed igrzyskami w Pjongczang Puchar Świata w Willingen (Niemcy)

ANDRZEJ MARTYNKIN