Członek przechodni i destrukcja premiera

Obatel, to – chyba nikt nie ma wątpliwości – Ryszard Henryk Czarnecki. Człowiek o specyficznym sposobie mówienia, gubiący nie tylko samogłoski i spółgłoski lecz czasem nawet połowę wyrazów. Przykładem słowo obywatel, który wymawia jako obatel. Nie przeszkadza mu to zabierać głos w wielu sprawach.

Wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, tylko nigdy nie dodaje, że jeden z czternastu czyli niewiele znaczący’ czego najlepszym dowodem fakt, że więcej czasu spędza w Warszawie niż w Strassburgu. A pieniądze, niemałe, bierze w całości….

Polityk, historyk, dziennikarz, poseł ma Sejm, były wiceminister kultury, były przewodniczący Komitetu Integracji Europejskiej, ministrował w rządzie Jerzego Buska, wiceministrował w rządzie Hanny Suchockiej, były prezes ZChN ,były członek Unii Polityki Realnej, wyrzucony z Samoobrony Andrzeja Leppera, kandydat na prezydenta Wrocławia, były przewodniczący Komisji Łączności z Polakami za Granicą. O tym ile razy, kiedy i z jakim skutkiem starał się o różne stanowiska, ani co i gdzie publikował, już nie wspomnę. W Gruzji otrzymał prezydencki Order Zasługi, na Ukrainie Order Zasługi III stopnia, a w Armenii, w pierwszym państwie chrześcijańskim na świecie, medal Mechitaru Goza i doktorat Honoris Causa jakiegoś uniwersytetu.

Tak „uzdolniony” i „wykształcony” , że może objąć każde stanowisko w kraju. Nawet te najwyższe.

Od kilku lat zakotwiczył w PiS i jakoś się trzyma Co więcej, poza prezesem chyba najbardziej rozpoznawalny, bo „ma ciąg” do kamery i mikrofonu, odpowie i skomentuje każde wydarzenie, oczywiście zgodnie z ideologią PiS. Natomiast w Parlamencie Europejskim jest cichy jak mysz pod miotłą. Z racji członkostwa w czterech partiach mówi się o obatelu, że to członek przechodni, bo w sporcie istnieją puchary przechodnie, jeśli jest taki regulamin imprezy. Dopiero po trzykrotnym zwycięstwie przechodzi na własność.

A skoro padło słowo sport, to obatel też „maczał palce” w tej dziedzinie tak odległej od polityki. Był wiceprzewodniczącym klubu żużlowego WTS Atlas Wrocław, członkiem Rady Nadzorczej   WKS Śląsk Wrocław, a także wiceprzewodniczącym działu zagranicznego PZPN. Przyszło mu nawet do głowy starać się o przywództwo w PKOL. i o fotel prezesa… PZPN! W ostatniej chwili się wycofywał, gdy konstatował, że nie ma żadnych szans.

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Bo dziwi mnie już dość długie, kilkudniowe milczenie obatela po wystąpieniu premiera Mateusza Morawieckiego, najpierw na łamach amerykańskiego tygodnika „Washington Examiner”, w którym opublikował artykuł pt. „Dlaczego mój rząd reformuje polskie sądownictwo”? A w Brukseli rozdawał dziennikarzom dość długi tekst, w którym donosił, żeby streścić to w jednym zdaniu, to brzmiałoby tak:

„W Sądzie Najwyższym zasiadają komunistyczni agenci i sędziowie stanu wojennego, sądy nie zmieniły się od czasów PRL, zaś wyroki wydaje się za łapówki”.

Toż to klasyczny donos na własny kraj! Wszyscy posłowie opozycji w parlamencie europejskim razem wzięci nie wypowiedzieli się przeciw Polsce tak dobitnie jak zrobił to premier Morawiecki. Szkoda, że nie podał ani jednego przykładu, ani statystyk.

PiS, pisowskie media i obatel Czarnecki nabrali wody w usta i nie skomentowali tego kłamstwa ani jednym zdaniem. Warto przypomnieć, że gdy tylko jakiś poseł z partii opozycyjnych wypowiedział się negatywnie o tym, co dzieje się dzięki „dobrej zmianie”, pisuary interpretowały jako donos i wypowiedzi szkalujące Polskę. Natychmiast w ich mediach następował atak na „totalną opozycję”. Tak było m.in. wówczas, gdy niedawno sześcioro posłów PO zagłosowało w europarlamencie inaczej niż pisowczycy. Podniósł się niesamowity tumult, Czarnecki nazwał Różę Thun szmalcownikiem, za co grozi mu usunięcie z funkcji wiceprzewodniczącego parlamentu europejskiego. I oby tak się stało.

Panie premierze, to nie jest krytyka, to destrukcja”, „Premier i kłamstwa o sędziach”, „Donos premiera na Polskę”, „Usta głupiego są jego zgubą”, takie i podobne tytuły ukazały się po donosie premiera. Z jego strony żadnej reakcji.

ANDRZEJ MARTYNKIN