Lepiej niech opozycja nic nie robi

Gdyby były prezydent Komorowski, w czasie kampanii wyborczej, nie odezwał się ani słowem, gdyby nie powołał debilnego sztabu wyborczego, wygrałby wybory. Nie musiał robić nic, ale wybrał najgorszą drogę. Podobną drogę wybiera obecna opozycja. Zabiera głos wtedy, kiedy powinna milczeć, a kiedy już coś wygłosi, to… na swoja zgubę.

Wśród komentatorów naszej sceny politycznej nie brakuje głosów, że nie powinno się krytykować opozycji. Bo to ją osłabia. Chciałoby się zapytać: KOGO? Nawet z wykrzyknikiem. Prawie dwa lata rządów PiS pokazują dobitnie, że tzw. opozycja, totalna opozycja, nie ma żadnego pomysłu na ewentualne przejęcie władzy.

Ostatnia kampania wyborcza do parlamentu dobitnie wykazała, że totalna krytyka przeciwników w wyścigu do władzy nie zdała egzaminu. Zwłaszcza, jeśli nie ma się programu mogącego porwać wyborców. Nikt jednak nie wyciąga wniosków z tej lekcji. Prawie dwa lata rządów PiS i retoryka opozycji nie drgnęła ani o centymetr. Cały czas mamy do czynienia z krytyką wszystkiego, co robi władza.

Brakuje natomiast jednej podstawowej kwestii: EDUKACJI. Edukacji społeczeństwa.

Puste słowa zamiast edukacji:; autor/ka tego transparentu w ogóle wiem, czym jest Trybunał Konstytucyjny?…

Bardzo nośne hasła zamachu na demokrację, czy wręcz jej odebrania, są zwykłym PUSTOSŁOWIEM. Co bowiem zwykły obywatel wie na temat Trybunału Konstytucyjnego? Co wie na ten temat zwykły poseł opozycji?! Zamach na konstytucję, Cios w podwaliny demokracji – tego rodzaju hasła są na porządku dziennym. Ale to za tym idzie? Nikt tego „gorszemu sortowi” nie wyjaśnia. W zwykłych, zrozumiałych na Kowalskiego, słowach.

To samo było w przypadku Krajowej Rady Sądowniczej i Sądu Najwyższego. Władza daje przykłady, że podobnie jest (sędziów wybierają politycy – w dużym uproszczeniu) w wielu innych krajach. Opozycja nie daje kontrargumentów. Znaczy się, że tak jest? Więc może tak być i w Polsce?

Blisko 30 lat tzw. wolności zostało dokumentnie zmarnowanych przez klasę polityczną. Zabrakło podstawowej kwestii: wychowania obywatelskiego. Od poziomu najniższego (nie śmieć na ulicy, bo w domu przecież nie wyrzucasz petów i butelek na podłogę w swoim mieszkaniu) do najwyższego: państwem powinni rządzić obywatele, oczywiście przez swoich przedstawicieli, ale mądrych, nieskażonych przeszłością (każdego rodzaju), wykształconych, bogatych, mądrych.

Przykład z ostatnich dni. Prezydent zaaprobował tzw. kodeks wyborczy. Zgodnie z nim kadencje znakomitych wójtów i prezydentów miast zostają ograniczone do dwóch. Nie pamiętam, aby ktokolwiek zapytał: dlaczego mamy zmieniać dobrego gospodarza, skoro ma doskonałe wyniki i wyborcy są z niego zadowoleni?

Zamiast skupiać się nad kreskami, które mają być przecięte, aby głos był ważny, nikt nie zaproponował: chcesz, aby nikt nie sfałszował Twojego głosu, podrzyj kartę wyborczą. Nikt też nie zaproponował, aby na karcie głosowania znalazło się okienko: nie głosuje na nikogo.

Nikt wtedy nie mógłby głosić bzdur w rodzaju: i teraz żaden głos nie zostanie zmarnowany. Bo politykom, w tym przypadku, zależy tylko na jednym: głosuj na nas.

Pewnie pozostałości po Tusku plują sobie teraz w twarz. Trzeba było, mając przewagę w parlamencie, wprowadzić tego rodzaju zmiany. A tak, prawnie (nawet jeśli owo nowe prawo jest w sprzeczności z konstytucją – ale przecież na zwycięzców nie ma żadnej siły) wszystko jest w porządku.

Bo nikt narodu nie wyedukował, że nie każda ustawa, zwłaszcza stojąca w sprzeczności z ustawą zasadniczą, najważniejszą) stanowi prawo.

Smutne to dla wielu, ale PiS zagwarantowała sobie władze na lata. I to wyłącznie dzięki opozycji, a właściwie jej totalnego braku.

JERZY WERNER