Sylwestrowy bój

Od lat uczestniczymy z nietypowym, niespotykanym w innych krajach wyścigu telewizji narodowej z innymi stacjami. Wyścigu właściwie do jednej bramki, bo o liczbę widzów, którzy oglądają koncerty ostatniego dnia w roku. Oglądają, czyli siedzą przed telewizorem.

Prezes Kurski ogłasza wielki sukces. Jeszcze przed północą. Podobno jakieś wykonawcę ściągniętego za spora kasę z Portugalii oglądało ponad 7 mln widzów!

Biedacy. Zamiast bawić się w gronie znajomych, lub nawet rodzinnym, siedzieli przed telewizorem i czekali na piosenkę puszczoną (podobno) z taśmy. Część z tych ponad 7 milionów rodaków mogła oczywiście „bawić się” przed telewizorem. Tzn. siedzieć, gadać ze znajomymi (lub z rodziną), zajadać się, popijać, przegryzać, pić i znowu gadać. A w międzyczasie spoglądać jednym okiem na szklany ekran i wyczekiwać tej wielkiej „gwiazdy”.

Takie to teraz telewizja narodowa zwyczaje promuje.

Z tego wynika, że podziw wielki należy się tym dziesiątkom tysięcy, którzy zdecydowali się pojechać do Zakopanego, przyjść na stołeczny Plac Bankowy lub wspólnie ze znajomymi (lub w gronie rodzinnym) bawić się na powietrzu w Katowicach. Oni, wbrew namowom stacji telewizyjnych, woleli bawić się bez telewizora.

Telewizja narodowa odtrąbiła wielki sukces. Pobiła na głowę stacje komercyjne. Telewizja narodowa zafundowała kilku milionom ludzi sylwestrową zabawę za ich własne pieniądze. I te z abonamentu, i te z rządowych pożyczek, czyli pieniędzy wszystkich płacących sumiennie podatki.

Nie wiem, czy transmisję z Zakopanego oglądał Naczelnik Państwa. Żadnemu z tabloidów nie udało się go podejrzeć. Jeśli nawet, to zastanawiam się, czy zacierał ręce z radości po komunikacie prezesa. Być może ktoś mu wmówił, że te ponad 7 mln to właśnie jego elektorat. Ciekawe, czy w to uwierzył…

Gdybym spędzał Sylwestra w domu, to pewnie wolałbym obejrzeć jakiś dobry film. Znajomi zrobili sobie noc z serialem Z biegiem lat, z biegiem dni… Gdybym był na ich miejscu pewnie wybrałbym Najdłuższą wojnę nowoczesnej Europy. Ale to kwestia zainteresowań. Z pewnością natomiast nie siedziałbym przez telewizorem i oglądał którejś z koncertowych transmisji. A na pewno już nie zmieniałbym co chwila kanałów i porównywał.

W Rosji od dziesiątków lat w Nowy rok pokazują niezmiennie jeden film: Szczęśliwego Nowego Roku (w oryginale: Ironija sud’byIronia losu) z naszą Barbarą Brylską w roli głównej. Zabawna komedyjka na noworoczną zabawę. U nas jedna stacja od lat pokazuje w Boże Narodzenie Kevina, który święta spędza sam w domu. I co roku jest to świąteczny hit.

Za znienawidzonego PRL-u (tak opowiadał mi dziadek) telewizja w Sylwestra pokazywała filmy. A w Nowy Rok relacje z balów i prywatek. Teraz stacje pokazuje swoje koncerty oraz, jak to zaserwowała narodowa obrazki z powitania Nowego Roku od Nowego Jorku po Sydney.

Z początku myślałem, że komuś kierunki się pomyliły, bo przecież czasowo zwykle jest to na odwrót. Ale potem w migawkach pokazano: najpierw Nowy Jork, potem Europę, Sydney i … Chiny. Oczywiście od pracowników telewizji narodowej można by wymagać choć elementarnej wiedzy geografii, ale nie przesadzajmy. Za tzw. komuny najpierw pokazywano Moskwę. Teraz zamieniono ją na Nowy Jork…

Wiemy już, gdzie świat dla Polski się zaczyna.

JAKUB WYRWAŁ