Eksperci wiedzą, ale… nie wiedzą

Po przeszło dziesięciu miesiącach jest wreszcie znana opinia ekspertów, z której niewiele jednak wynika. Bo nie wiadomo ekspertom – czy kolumna trzech aut, a środkowy z premier Szydło, ochroniarzem i kierowcą, jechała na światłach i z włączonymi sygnałami dźwiękowymi czy tylko ze światłami.

To pierwsze twierdzą jadący w tych samochodach, zaś liczni świadkowie, znani z nazwiska, że tylko na światłach. To ogromna różnica w o cenie, kto przyczynił się do zaistniałego wypadku. Kierowca seicento czy jadący w kolumnie.

Ponad miesiąc później, dokładnie 13 marca 2017 r. na tym portalu pisałem, że: „Chyba minie jeszcze kilka miesięcy zanim poznamy kto zawinił. Po miesiącu dochodzeń wiemy tylko, że pojazd wiozący premier Szydło uderzył w drzewo przy szybkości 85 km/h. Tak orzekli eksperci fachowcy z Instytutu Ekspertyz Sadowych w Krakowie na podstawie odczytu przyrządów”.

Śledztwo było tak „skomplikowane”, że jeszcze kilka razy je przedłużano:10 sierpnia o dalsze trzy miesiące, do 10listopada i aż do prawie końca grudnia 2017 r.

Skoro teraz w opinii ekspertów od wypadków drogowych, którzy rekonstruowali to co się stało można przeczytać, że „kolumna nie przekroczyła dozwolonej prędkości”, to pytam się, czy ekspertami byli ci pierwsi badający audi A8 wiozące premier czy następni? Bo różnica w ocenie jest kompromitująca.

Wystarczyło przyjrzeć się jak wyglądał przód opancerzonego samochodu po zderzeniu z drzewem. Ochroniarz  miał złamaną nogę, jakieś obrażenia  premier Szydło, przecież transportowano ją helikopterem do szpitala w Warszawie, aby dojść do wniosku, że samochód musiał uderzyć z prędkością większą niż dozwolona. Chyba że przyjmiemy, iż każda prędkość kolumny rządowej jest dozwolona (tak jeździ minister Antoni Macierewicz i wiemy z jakimi skutkami).

Znałem człowieka, który w nie tak dalekiej przeszłości dorabiał sobie od czasu do czasu rozwalając samochód na drzewie  i brał odszkodowanie od ubezpieczyciela. Przy szybkości 50 km/h. – a według przepisów taka być powinna prędkość kolumny  premier Szydło 10 lutego 2017 r. w Oświęcimiu – zderzenie samochodu i to nie pancernego z drzewem, nie czyniło najmniejszej szkody na jego zdrowiu. Zatem po blisko roku badań zakładanie, że owego feralnego wieczoru w Oświęcimiu samochód uderzył w drzewo jadąc 50 km/h jest w świetle przytoczonych wyżej przykładów, mówiąc bardzo delikatnie, nieprawdziwe. Kiedy więc i komu prokuratura w Krakowie postawi zarzut przyczynienia się do wypadku, nie wiadomo.

A wydawało się wszystko takie proste, przynajmniej ministrowi Mariuszowi Błaszczakowi. Przecież już po kilkunastu godzinach ogłosił w telewizji, że winny wypadku w Oświęcimiu jest kierowca seicento, 20 – letni Sebastian K. Wjechał między pierwszy a drugi samochód, ten z premier Szydło, zaś kolumna jechała na sygnałach świetlnych i dźwiękowych oraz z prędkością 50 km/h. Co do tej oceny okazał się proroczy.

Panie Błaszczak, ponieważ ministrowanie jakoś nie bardzo Panu wychodzi, strzela Pan gafę a gafą, jak np. ta ostatnia, że po podpisaniu przez prezydenta Dudę ustawy w sprawie sądów (wiemy o co chodzi) w telewizji ogłosił Pan triumfalnie, że tego właśnie dnia skończył się w Polsce … komunizm – może zamieniłby Pan stanowisko ministra na eksperta od ruchu drogowego? Przynajmniej winny byłby znany zaraz po wypadku , dzięki nadprzyrodzonej pańskiej przenikliwości. Dzięki Panu szybciej też poznalibyśmy winnych wypadków i sprawy nie ciągnęły by się miesiącami i latami.

Może z czasem (kiedy?) dowiemy się, że miał Pan rację i kto był winny. I sprawiedliwości szybko stawałoby się zadość. Teraz czekamy kogo oskarży prokuratura a potem proces sądowy. A skrócenie procesów, to przecież jeden z postulatów „reformy” sądownictwa i przejaw „dobrej zmiany” . A wiec?

ANDRZEJ MARTYNKIN