Propaganda sukcesu

Wiele lat temu, ale znowu nie aż tak dawno, wielkie sukcesy sportowe święcił polski pięściarz z niemieckim paszportem. Brakowało nam sukcesów na prawie każdym polu, więc nawet z uciekiniera musieliśmy być dumni.

Nieważne, że przed każdą walką o mistrzowski tytuł kibice w hali (pojedynków „naszego” mistrza nie transmitowały polskie telewizje) musieli słuchać niemieckiego hymnu. Nieważne, że w światowych statystykach tytuły mistrza świata i Europy przypisane są Niemcom. Ważne, że ten zawodnik pochodził z Polski, Czym trzeba było przecież się pochwalić.

Tyczkarz Kozakiewicz wybrał podobną drogą, tzn. też uciekł z kraju. I też przez lata reprezentował na różnego rodzaju zawodach Niemcy. Był mistrzem i rekordzistą tego kraju. Ale nim nie można było się chwalić. Bo złotym medalistą olimpijskim był, więc i wstyd większy, że uciekł.

Przypisywanie cudzych sukcesów Polsce było elementem najzwyklejszej propagandy sukcesu doprowadzonej do perfekcji za czasów tzw. komuny (choć nigdy jej w naszym kraju nie proklamowano). I kontynuowanej po roku 1989. Myślałem, a właściwie mój tata myślał, że okres ten mamy już za sobą.

Oglądam telewizję narodową (chyba już trzeba zacząć ją tak nazywać) i słyszę: Grzegorz Krychowiak zdobył puchar ligii europejskiej. Zdaje się, że chodziło o Puchar Ligii Europy, ale to już drobiazg. Nazwisko gościa nic mi nie mówi (uwierzcie, są tacy Polacy), więc zastanawiam się, w jakiej to dyscyplinie Polak tak zaszalał.

W następnym zdaniu trochę, ale tylko trochę, wyjaśnia się: Jego zespół, hiszpańska Sevilla, wygrał wczoraj trzeci raz z rzędu, a Polak od początku sezonu imponuje nie tylko piłkarską formą... Właściciel zespołu? Nie, skoro mowa o formie, to chyba zawodnik, ale jakiej piłki? Musiałem sprawdzić w Internecie.

Po usunięciu tego odtrąbionego sukcesu propagandowego pozostaje informacja, że hiszpańska Sevilla po raz trzeci z rzędu wygrała rozgrywki w ramach tzw. Ligi Europy. Pan Krychowiak natomiast był jednym z kilkunastu zawodników, który w tej drużynie w tych rozgrywkach występował.

Nie za bardzo nawet interesuje mnie ta poza piłkarska forma rzeczonego, gdyż na myśl może przychodzić wiele, łącznie z seksualną, ale wiadomo, że o tym w telewizji narodowej nie będzie ani słowa.

Mamy więc wielki sukces polskiego piłkarza nożnego. Sukces na miarę nowych czasów, dobrej zmiany i świetlanej przyszłości. Skoro żaden polski zespół piłki kopanej od lat nie może przebić się do europejskiej elity, musi wystarczyć nam niejaki (przepraszam) Krychowiak… I ten drugi, a właściwie pierwszy, Lewandowski.

Wielką zasługą obu panów jest natomiast to, że nie trzeba przy ich nazwiskach stosować wygibasów w rodzaju: Polak z hiszpańskim (lub niemieckim) paszportem…

LESZEK KUZAJ

Fot. Sevilla FC