Zabijanie KOD-u

Współczuję bardzo tym wszystkim, którzy w przekonaniu, że służą słusznej sprawie, dają wyraz swemu niezadowoleniu z niektórych posunięć i decyzji władz. Chodzi mi o tych, którzy najpierw skrzykiwali się na portalach społecznościowych, a teraz powoli stają się, zupełnie nieświadomie, marionetkami partyjnych cwaniaków.

Gdzieś mam ogólnonarodową dyskusję i ogólnonarodowe liczenie, ilu to uczestników mają kolejne manifestacje Komitetu Obrony Demokracji. Proponuję, aby następnym razem organizatorzy „spontanicznego” przemarszu przez stolicę zafundowali sympatykom kamizelki z numerkami. I wszystko będzie jasne. Czym jednak wtedy zajmą się dziennikarze?…

Społeczna inicjatywa KOD powoli zostaje przejmowana przez partie polityczne. Ruch obywatelski, który miał być wyrazem protestu przeciwko łamaniu prawa i dobrych obyczajów w polityce, powoli zostaje zdominowany przez twarze partyjniaków – twarze w większości tych samych, którzy w sumie doprowadzili do zwycięstwa PiS.

Towarzystwo przechwytywania KOD-u ma się dobrze. Zyskało jeszcze jedną platformę do prowadzenia agitacji politycznej, co z kolei z czasem umiejętnie wykorzystywane jest przez tych, przeciwko decyzjom których KOD-wcy są tak aktywni.

Nie znajduję żadnej przyjemności w oglądaniu gęby szefa jakiejś partii, który ze swoim beznadziejnie sztucznym uśmieszkiem apeluje z plakatów w całym kraju: Wspólnie obronimy Polskę. Może trzeba było nie doprowadzać do sytuacji, że teraz trzeba jej bronić.

Szerokim łukiem obchodzę podskakującego „konia, który mówi”, uważającego, aby przypadkiem  nie ominęła go dziennikarka za zaprzyjaźnionej telewizji, ewentualnie zaprzyjaźniona dziennikarka z jakiejś telewizji.

Nie cierpię tzw. chłopo-polityków już od dawna, bo oni z każdym będą rączka w rączkę szli, aby tylko u żłobu się utrzymać.

Po pół roku istnienia KOD okazuje się, że na jego czele nie są obywatele, a politycy, co u nas praktycznie to drugie wyklucza pierwsze. I ci politycy zaczynają bredzić coś o jakiejś koalicji, wspólnych listach wyborczych. To jest zabijanie KOD-u! Wbijanie mu noża w plecy!

Nie chodzę na manifestacje Komitetu, aby wysłuchiwać polityków, którzy mają mnie gdzieś. Udowodnili to przecież nie raz. Chodzę, aby poczuć wspólnotę w tymi, którzy uważają, że nie wszystko w moim kraju idzie w dobrym kierunku. Że są dziedziny, w których dzieję się wręcz źle.

Wybrane przez PiS wybory nie „oderwały mnie od żłobu”, bo nigdy przy nim nie byłem. Nigdy nie byłem członkiem żadnej elity, ba, nawet żadnej partii politycznej, ani innej bandy. Nie byłem też UB-ekiem, ani innym SB-ekiem, bo jestem na to za młody. Nie byli również nimi moim rodzice, ani dziadkowie i babcie, więc krwi skażonej nie mam i w genach zdrady Ojczyzny nie przejąłem.

Ale niestety na manifestację KOD-u już nie pójdę. W chwili, kiedy na jej czele pojawili się politycy, budujący w ten sposób swój wizerunek i niby popularność w społeczeństwie, dla mnie zaczęła się śmierć tego społecznego ruchu.

Nie po raz pierwszy naszym politykom udaje się coś spieszyć. I pewnie nie po raz ostatni.

PIOTR MALAK

Fot: Leszek Szymański/PAP

One comment

  • MiMo

    Nie zgadzam się, manifestujący z KODem bez wsparcia politycznego nic nie wskórają. Takich „piknikowiczów” Kaczyński ma głęboko „w tyle”. Dopiero połaczenie sił sprzeciwu społecznego z silną (na miarę możliwości) opozycją polityczną może przynieść efekt. A dzięki takim, którzy w imię własnego widzimisię nie poszli na ostatnie wybory parlamentarne mamy to, co mamy. To ci, którzy się obrazili na polityków PO, SLD, PSL czy Nowoczesnej zafundowali nam rządy PISu.