Partia rządzi, partia radzi, partia nigdy Cię nie zdradzi

Zastanawia mnie właściwie tylko jedno: gdzie nowy premier, zdaje się, że będzie to pan Morawiecki (choć klamka jeszcze nie zapadła), przypnie sobie broszkę. Bo to broszka stała się symbolem nie tylko pani już nie premier Szydło, ale całej jej dwuletniej kadencji.

Przyznam szczerze, choć nigdy tego nie kryłem, że głosowałem na Andrzeja Dudę. Wydawało mi się, że ten młody, jak na standardy, polityk, z unijnym doświadczeniem, ma szansę, jak mało który wcześniej wybić się na samodzielność. Nie być wyłącznie, jak często sam mawiał w czasie kampanii wyborczej, długopisem. Miał słuchać Polaków, być ich, naszym wszystkich prezydentem.

Miał taką szansę, bo większość wyborców mu zaufała. I nadal ma, choć ja już mu nie wierzę. Nie wierze, że potrafi być samodzielny, wybić się ponad partyjne uzależnienia. Nie wierzę, że stać go na odwagę i przeciwstawić się lansowanym przez jego politycznych popleczników kłamstwom. Mało tego, sam coraz częściej zaczyna je powtarzać.

W ciągu dwóch lat przeskoczył w notowaniach u Naczelnika Państwa wszystkich najwierniejszych towarzyszy i kreowany jest na jego faktycznego następcę… Oj, narobi sobie wrogów w PiS, narobi…

W wyborach parlamentarnych głosowałem na PiS. A konkretnie na panią Szydło. Wydawało mi się, że najwyższy czas, aby na czele rządu stanęła ponownie kobieta, ale z wizją kontynuowania tego co dobre i eliminowania tego co złe. Kobieta z charyzmą i realną władzą. Taka  polska Margaret Thatcher, która za mordy (przepraszam) wzięłaby kogo trzeba i zrobiła faktyczne porządki.

Wyborczy populizm wkładałem wtedy między bajki, uważając, że i tak większość zagłosuje na jej ugrupowanie, bo Polacy oczekiwali odmiany, świeżej, niekoniecznie zdrowej, ale świeżej krwi.

W przypadku pierwszego zawiodłem się dość szybko. Bezmyślnie, i degradując swoje prawnicze wykształcenie zaangażował się w sposób wokół Trybunału Konstytucyjnego.

W przypadku pani Szydło nastąpiło to jeszcze szybciej. W czasie kampanii deklarowała, że Macierewicz ministrem obrony narodowej nie będzie. Kilka minut jej premierowania wystarczyło, aby przekonać się, kto naprawdę w Polsce rządzi.

Nie wiem na czyje ręce pani Szydło złożyła rezygnację z urzędu premiera. Zdaje się, że Naczelnika Państwa. I miała rację. Bo przecież to on ją na tym fotelu posadził, on wskazywał jej, które punkty programu i w jakiej kolejności ma realizować. Prezydent jedynie wręczył jej jakiś tam świstek, na którym było napisane, że jest premierem rządu. Wręczył, bo innego wyjścia nie miał. Teraz też oficjalnie przyjmie dymisję, czyli potwierdzi to, o czym Naczelnik zdecydował.

Absolutnie pani Szydło nie współczuję. Widziały gały co brały. Nie jest nowicjuszem i wiedziała, że premier z namaszczenia Wiadomo Kogo to właściwie funkcja głównego rzecznika prasowego swoich nominalnych podwładnych i Naczelnika. To tuba propagandowa, lepsza lub gorsza. Wiedziała, że faktyczne decyzja będą zapadły zupełnie gdzie indziej i ona nie będzie miała na nie żadnego wpływu. Ale z pokorą wiernej członkini i wyznawcy partii zgodziła się na tę rolę.

Od dziesiątków lat w polskiej politycy dominuje polityczne podporzadkowanie premierów i ministrów partyjnej górze. Bo to ta góra decyduje o podziale łupów po wygranych wyborach. A potem decyduje o ewentualnych zmianach po jakimś tam czasie. Rzadko jednak po okresie sukcesów i to tak podobno znaczących.

Gdyby prezes Boniek ogłosił jutro, że pan Nawałka przestaje być trenerem kadry piłkarskiej, to pewnie minister sportu wezwałby publicznie do jego odwołania. Prezesa oczywiście. Figę może mu zrobić i dobrze o tym wie. Ale piłką nożną rządzą w miarę uczciwe reguły: za sukcesy nikt nikogo nie odwołuje.

Zupełnie inaczej niż w naszej polityce. Nie dość, że sukces PiS (jaki by on nie był) miał właściwie tylko jedną twarz, to teraz ta twarz zostaje wymieniona.

A wniosek może być tylko jeden: Naczelnik Państwa szykuje swego następcę. Ze wszystkich możliwych przydupasów i lizusów wybrał wariant najbardziej zaskakujący. W testamencie politycznym, być może jeszcze za życia, namaści Morawieckiego na przyszłego realnego przywódcę Polski.

I znowu Kaczyński wykręci niezły numer…

JAN WARECKI