Zginął policjant – nie pierwszy i nie ostatni

Śmierć każdego człowieka to tragedia. Nawet funkcjonariusza policji. Nawet członka specjalnej grupy antyterrorystycznej, czyli – można podejrzewać – policyjnej elity. Szkolonej do zadań specjalnych, wysyłanej w wyjątkowych sytuacjach, kiedy można podejrzewać, że – z dużym prawdopodobieństwem – dojdzie do wymiany ognia z przestępcami.

Okazuje się jednak, że nawet członkowie tej grupy, tej elitarnej formacji, nie są szkoleni, aby zabijać. Tak przynajmniej twierdzi szef wszystkich policjantów w Polsce. To na czym polega ich szkolenie? Dlaczego w takim razie w ogóle taka grupa antyterrorystyczna w policji istnieje? A skoro już istnieje, do w jakich akcjach powinna być używana?

W Polsce nie ma terroryzmu. Oczywiście tego najbardziej popularnego, niemal wypromowanego przez polityków i media. Tego islamskiego. Nie wpuszcza się do naszego kraju muzułmanów, więc i terrorystów – taki jest najprostszy sposób walki z tzw. terroryzmem. Ale nie można go sprowadzać wyłącznie do tego jednego. Taki przynajmniej wniosek można wyciągnąć z wydarzeń w podwrocławskiej Wiszni Małej.

Oficjalnie wiadomo, że na miejsce wysłano grupę antyterrorystyczną, gdyż zachodziło podejrzenie, że złodzieje mogą użyć do rozbicia bankomatu ładunków wybuchowych. Policjantom dano więc tarczę antybalistyczną, bron i paralizatory. W grupie nie było chyba pirotechnika, bo nic o tym nie wiadomo. Chyba, że będą kolejne przecieki.

Na czele grupy zbliżającej się do miejsca przestępstwa szedł antyterrorysta z tarczą antybalistyczną. Za nim jego koledzy. Z broni i paralizatorami w rękach. Ten z tarczą został odrzucony na bok i odsłonił tym samym kolegów. Ci zaś użyli w wymianie ognia tej broni, którą akurat mieli w rękach. Jedni broni palnej, jeden (prawdopodobnie) paralizatora. Strzelił z niego ze strachu?

Efekt wymiany ognia ponad 10 policjantów z jednym bandytą uzbrojonym w kałasznikowa był tragiczny. Zginą funkcjonariusz, a kilku innych zostało rannych. Przypomina to trochę, na szczęście w o wiele mniejszej skali i na szczęście mniejszym bilansem ofiar, akcję policyjnych antyterrorystów w Magdalence. Lata minęły, ale wniosków nie wyciągnięto.

Tzn. wyciągnęła je natychmiast władza. Pani premier przyznała rentę specjalną rodzinie zabitego funkcjonariusza. Zrozumiałe jest, że od tej chwili każda następna rodzina policjanta, który poniesie śmierć na służbie (oby ich nigdy nie było) może liczyć na to samo. Może również liczyć, że narodowe radio zorganizuje koncert i przekaże uzyskany w ten sposób dochód na jej ręce.

Zdarzenia w Wiszni Małej nie mogły przytrafić się z gorszym momencie. W Polsce brakuje ok. 6 tys. policjantów. Rozpoczęły się specjalne kampanie promocyjne, aby pozyskać kandydatów do służby. A tu taki pasztet. Okazuje się, że kandydaci ci, właściwie będą szkoleni, aby przestępców, szczególnie tych najbardziej niebezpieczniejszych, nie zabijać. Czyli tak po prawdzie nie bronić swego życia w stanie jego zagrożenia. Nie bronić naszego życia.

BOR-wiec-kierowca pani premier boi się staranować samochód, który zajeżdża mu drogę z chronioną osobą w środku. A gdyby to był terrorysta? Członek policyjnej grupy antyterrorystycznej używa wobec bandyty strzelającego w jego kierunku z kałasznikowa paralizatora.

BOR rozwiązano. Może kolej na policyjne grupy antyterrorystyczne. Skoro policjanci szkoleni są jedynie w używaniu paralizatorów i to najlepiej wobec bezbronnego przetrzymywanego na posterunku?

JAROSŁAW WOLECKI

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *