Dyrektorzy sądów to nie sądownictwo

Minister od tzw. sprawiedliwości tłumaczy widzom jedynie słusznej telewizji, że korupcja wśród dyrektorów sadów dobitnie świadczy o konieczności zmiany całego systemu. Systemu sądownictwa oczywiście. I temu mają służyć zmiany w KRS (Krajowej Radzie Sądownictwa) oraz tryb powoływania Sądu Najwyższego.

Albo minister w ogóle nie zna się na funkcjonowaniu sądów w Polsce, albo dopuszcza się totalnej manipulacji. Dyrektorzy sądów mają się tak do orzekania wyroków przez sędziów, jak sprzątaczka w ministerstwie do pełnomocnictw ministra. On jest od rządzenia resortem, ona od utrzymywania w gabinetach porządku.

Sędzia ma wydawać wyroki. I za to odpowiada. Dyrektor zapewnia administracyjne funkcjonowanie sądu. Czyli odpowiada również za sprzątaczki, aby np. na sali sądowej było czysto i pachnąco.

Minister tak sformułował swoją wypowiedź, że mało zorientowany słuchacz mógł zrozumieć, że to całe sądownictwo jest skorumpowane, a tym samym i sędziowie, którym minister wypowiedział wojnę. Oczywiście, że tacy sędziowie, tzn. skorumpowani, istnieją. W każdym systemie, w każdym państwie. Ale wykorzystywanie nadużyć dyrektorów w tej walce jest po prostu nie na miejscu.

Mówiłem ci, że z tymi projektami zrobimy, co tylko chcemy…

Przypomina mi się słynna afera z przetargiem na autobusy dla wojska. Polska firma złożyła ofertę kilkanaście minut po terminie i została ona z przyczyn formalnych nie wzięta pod uwagę. Nie prezes firmy był odpowiedzialny, ale pracownik, który ofertą się zajmował. Nie prezes poleciał, ale ten pracownik.

Logicznym więc wydaje się, że to dyrektorzy lecą. Ale winą obarczeni zostali również prezesi sadów. I polecieli.

Wokół Krajowej Rady Sądownictwa oraz Sądu Najwyższego toczy się prawdziwa batalia. Zaangażował się w nią również prezydent, któremu wydawało się, że będzie miał cokolwiek do powiedzenia. Front walki przebiega jednak w Sejmie. To tam zapadają najważniejsze decyzje. Znaczy się nie zapadają, ale są dyktowane. Bo jedynie opinia większości parlamentarnej ma rację bytu. Nawet gdyby jedynie słuszni posłowie całkowicie przenicowali prezydenckie projekty ustaw, to głowie państwa trudno będzie zawetować uchwalone ustawy po raz kolejny. Będzie głosował przeciwko sobie? Wmanewrowano go na całego.

Po tym, czego byliśmy świadkami podczas obrad tzw. sejmowej komisji sprawiedliwości, właściwie nikt nie powinien mieć złudzeń, że partia rządząca zrobi z projektami prezydenckimi, co chce. Czy będą one w ogóle podobne choć w małym stopniu do wersji wyjściowych? Tego nie wie nikt. Ale urabianie społeczeństwa trwa w najlepsze. Również poprzez wypowiedzi zbliżone do insynuacji ministra.

Z pewnością reforma sądownictwa, i nie tylko jego, jest potrzebna. Ale jak to zwykle w Polsce zaczyna się ją od góry. A nie od dziś wiadomo, że wszelkie zmiany powinny mieć swój początek na szczeblach najniższych. To bowiem w małych ośrodkach sędziowie razem z włodarzami miast i miasteczek często wchodzą w układy co najmniej podejrzane. Od nich ta reforma powinna się zacząć. Bo zmiana na szczytach zapewni jedynie polityczną dominację (nieważne, kto rządzi lub będzie rządził) nad trzecią władzą.

Ale w ten sposób wymiaru sprawiedliwości się nie uleczy.

JAROSŁAW WAŻYK

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *