A gdyby Bierut wybrał metro?

Tak się zastanawialiśmy, dyskutując zażarcie nad przyszłością Pałacu Kultury. Kolega przypomniał, że ten „znienawidzony” przez Polaków symbol radzieckiej dominacji w latach minionych, powstał za zgodą Bieruta, który od Stalina dostał trzy propozycje.

Pierwszą była budowa metra. Zdaje się , że jego pozostałościami, a właściwie namiastką, są przebiegające przez centrum stolicy podziemne linie kolei od Dworca Ochota do Powiśla. Gdyby tak teraz połączyć te linie z istniejącymi już dwoma liniami metra, to… Nawet myśleć się nie chce.

Drugą propozycją miała być budowa osiedla mieszkaniowego. Bierut podobno uniósł się honorem i odpowiedział, że osiedle to Polacy/warszawiacy sami sobie wybudują. Mylił się gościu, bo osiedle i tak powstało. Były nim domki budowniczych Pałacu Kultury na Jelonkach(wtedy podstołecznej wsi), które potem przekształcono w osiedle studenckie i domki dla pracowników naukowych UW i PAN.

Bierut wybrał propozycje trzecią. Może i najgorszą: Pałac Kultury. Tylko że budowla ta do dziś dzień jest niejako wizerunkiem stolicy. Zwłaszcza że nie ma wyższego budynku, z którego tarasu można widzieć panoramę całego niemal miasta.

PKiN wrósł w architekturę miasta, stał się niemal jego symbolem. Nie Zamek Królewski, nie Pałac Prezydencki, Nie Belweder. Ale właśnie on.

Nie mówiąc już o tym, że jest siedzibą dziesiątek instytucji. Nie wspominając już o wrośniętych w nasza historię Sali Kongresowej – miejsca wielu ważnych dla naszej historii wydarzeń; choćby wyprowadzenia sztandaru PZPR, czyli faktycznego zakończenia tego okresu – czy po prostu Kongresowej – knajpy z pierwszym streaptisem w Ludowej Polsce i armią dewizowych prostytutek.

Pałac Kultury i nauki był tzw. darem ZSRR dla narodu polskiego. Nikt pewnie nie przewidywał wtedy, że razem z owym darem Warszawa zostanie „wzbogacona” o dziesiątki grobów radziecki budowniczych tego daru. Ginęli, bo taka była wtedy technologia produkcji. Do ojczyzny ciał wozić się nie opłacało, więc byli chowani na warszawskich cmentarzach prawosławnych.

Nie po raz pierwszy pada hasło, aby tę budowlę wyburzyć. Zdaje się, ze po raz pierwszy rzucił jakiś tam minister od wszystkiego Sikorski. Przede wszystkim od niszczenia. Nawet teraz, kiedy hasło powróciło, jest gotów wysadzić go w powietrze.

Nie on jedyny zresztą, bo nowa władza dobre pomysły zawsze przejmuje jako swoje. Więc od razu całkowity dyletant w sprawach wojskowych, ale z lampasami wiceministra, stwierdził, że dla polskich saperów byłoby to niezła zabawa.

Oczywiście nikt Pałacu nie chce. Warszawiacy na jego widok torsji dostają, nie mówiąc już o biegunce. Najbardziej znienawidzona budowla. Dobra. Róbcie z nią, co chcecie. Ale tu czas na refleksję.

Gdyby Bierut wybrał metro… Czy ktokolwiek odważyłby się teraz powiedzieć, że ten symbol podporządkowania ZSRR trzeba zatopić? Czy minister, który od bez mała czterdziestu lat czeka na zburzenie PKiN tak ochoczo nawoływałby do zalania korytarzy metra? Czy wiceminister MON, klęcznik szefa resortu tak ochoczo wysyłałby saperów, aby na tunelach metra doskonalili swoje umiejętności?

Dobra. Zostawmy w spokoju domniemane metro. Ale gdyby Bierut wybrał, jako dar od Stalina, osiedle mieszkaniowe, to czy teraz ktokolwiek z tzw. partii rządzącej w ogóle wysunąłby pomysł jego zburzenia? Bo to dar i symbol zniewolenia? Śmiem wątpić… Co zaproponowano by mieszkańcom tego osiedla. Program Mieszkania +? Za ile lat? A do tego czasu pod most? Na ulicę?

Burzyć, niszczyć, zmieniać. Wykorzenić ze społecznej świadomości wszystko to, co może kojarzyć się z okresem minionym. Nie tylko z czasów PRL, ale nawet ostatnich dwudziestu paru lat.

Dla kogoś, kto nie opuszczał lekcji historii, kojarzy się to jednoznacznie. Polacy już to przeżywali. Jedynym efektem tego rodzaju działań były potajemne lekcje organizowane w systemie pozaszkolnym, nauki przekazywane w domach przez rodziców. Może nawet Kościół weźmie w tym udział?

Pal diabli PKiN. Kilku znajomym podczas tej dość burzliwej wymiany zdań o wiele ważniejszym symbolem minionej epoki okazał się budynek byłej siedziby PZPR. Zburzyć? A dlaczego nie?

JUREK WORUK

One comment

  • Austriak

    W latach siedemdziesiątych niezwykle popularna była powieść Herberta Rosendorfera „Budowniczy ruin” – brawurowa, miejscami absurdalna i nieprzewidywalna, nieustannie zaskakująca. Czyż tytuł „Budowniczy ruin” nie pasuje do całej tej formacji zwanej PiS?