Święto Niepodległości, ale nie jedności

Wiem, jestem niepoprawnym optymistą. Od lat marzy mi się, aby Święto Niepodległości, było dla Wszystkich moich Rodaków świętem NAJWAŻNIEJSZYM. Czyli jednocześnie świętem najbardziej moich Rodaków JEDNOCZĄCYM. Marzenie ściętej głowy – jak to niektórzy mawiają.

Tak jak moi Rodacy, w zdecydowanej swojej większość, nie potrafią głosować „za”, a z najważniejszego aktu demokracji czynią możliwość wyłącznie wykazania swojej niechęci, czy wręcz nienawiści, tak samo nie potrafią wykorzystywać świąt narodowych do manifestowania swojej jedności. Pewnie dlatego, że tej jedności nie było,  nie ma i nie będzie. Zarówno na przestrzeni wieków minionych, jak i ostatnich lat. I również tych najbliższych. Pewnie nawet dziesięcioleci, a może i wieków.

Jak nie było tej jedności prawie sto lat temu, kiedy wydawało się już niektórym, że Polska na zawsze zniknie z map świata i będzie jedynie gasnącym wspomnieniem nawet w przekazach historycznych, tak i nie było jej zaraz po zrzuceniu rozbiorowych kajdan. Może jej światełko zaświeciło na moment w obliczu radzieckiego zagrożenia, ale tylko na moment. I dalej, im dłużej niepodległa Polska istniała tym było gorzej z tą narodową jednością.

Maszerować każdy może…

Moi Rodacy „skaczą sobie do oczu” nawet w dniu upamiętniających odzyskanie przez ich Ojczyznę niepodległości. Bo paradoksalnie nawet to święto i radość, która powinna mu towarzyszyć, nie potrafią ich zjednoczyć. O wiele bardziej jednoczy ich WRÓG.

Po co wyprawiać jakiekolwiek święta związane z naszą historią, tą mniej lub bardziej tragiczna, tą mniej lub bardziej radosna, skoro zawsze chodzi właściwie o jedno: o wykazanie swojej nienawiści do wroga. Choćby i tego wyimaginowanego, choćby i sprzed lat, ale przecież przypomnieć nie zaszkodzi.

Można byłego premiera Tuska nie lubić, można posądzać go o całe zło, które dotknęło polski naród ze strony Niemców, komunistów, zdrajców, emigrantów, pedałów, Żydów, Ukraińców, Moskali, Putina i jeszcze hordy tatarskie na dodatek. Ale nie można odmawiać mu prawa złożenia w dniu Święta Niepodległości wieńca w hołdzie tym wszystkim, którzy w jej odzyskaniu oddali swoje życie. Bo gdyby nie oni, nie mógłby mój Naród Tuska honorującego te ofiary wygwizdać, wybuczeć.

Nie ma skupienia i refleksji nad historią. Nie ma kolejnej lekcji, co uczynić, aby nigdy już podobne i inne „wichry” naszej Ojczyźnie nie zagrażały. Za to jest zalew agresji.

Z jednej strony: Precz z faszyzmem i nacjonalizmem! Polska biała tylko zimą! Warszawa wolna od faszystów!

Inna ulica i inne cele. Począwszy od Czystej krew, trzeźwego umysłu; Europy białej albo bezludnej; Je*ać TVN i Banderę i nieodzownych niemal w każdej sytuacji A na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści; Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę.

Zdziwienia nawet już nie budzi coraz częstsze i głośniejsze: Sieg heil!

Ale co dziwić się ulicy, skoro sami ulicy wybrańcy wcale nie są lepsi. Oni chyba już w ogóle nie potrafią się z czegokolwiek cieszyć. A z historii tym bardziej. A jeżeli już to wyłącznie próbując tę historię nagiąć do swoich celów. Przypomina to bardzo częsta takie na siłę przypisywanie sobie, swojemu krajowi, Ojczyźnie sukcesów innych. Jak choćby z Nagrodami Nobla Marii Curie. Otrzymała je Francuzka, nie Polka. Ale wiadomo… I na nic tłumaczenie, że nazwisko Skłodowska znane jest tylko w Polsce…

Prezydent RP w Święto narodowe spotkał się z Narodem. Każdy mógł go obejrzeć i posłuchać. Ci, którzy tak chętnie powołują się na suwerena i bardzo często wycierają sobie nim usta, woleli świętować sami, w swoim własnym sosie, bez dostępu Narodu, chyba że jednostek najbardziej zasłużonych w budowaniu narodowej nienawiści i podziałów. Dla nich każde święto, nawet to najbardziej wzniosłe, jest dobra okazją do przypomnienia, że PRL, to mały pikuś w porównaniu z następującymi po nim ponad dwudziestu latami.

Za rok będzie pewnie podobnie, albo jeszcze gorzej. A przez najbliższy rok będziemy pewnie mili do czynienia z dalszą, całkowitą deprecjacją pojęć: niepodległość, patriotyzm, jedność… I pewnie nie tylko tych…

JERZY WAKARA