Nie trzeba było się chwalić

Od kilku, a może i kilkunastu miesięcy, jesteśmy zarzucani informacjami, jak to z naszą, polską, gospodarką jest dobrze. Bardzo dobrze. A nawet jeszcze lepiej. Setki milionów, miliardy trafiają do budżetu. Jest więc co dzielić. I lekarze rezydencji zrozumieli to,  co im przez kilka, kilkanaście, miesięcy wkładano do głów.

Polska gospodarka rozwija się. Inwestycje napływają z prawa, bo z lewa raczej nie. Ale za każdym razem propaganda mówi jedno: rozwijamy się najszybciej od lat. Mało tego; zaliczono Polskę już do krajów rozwiniętych. Czyli prawie bogatych, jeśli już nie bogatych. Tak odbiera to społeczeństwo. A społeczeństwo to również lekarze, może jeszcze bez specjalizacji, ale jednak lekarze.

Są pieniądze, więc jest co dzielić. Choćby na służbę zdrowia. I nie można się dziwić, że po kilku, kilkunastu miesiącach walenia w łeb, że Polska jest krajem bardzo bogatym, znaleźli się tacy, którzy ten dobrobyt chcą wykorzystać. Dla dobra ogółu. I dla dobra własnego również.

Minister chwali się wielkimi wpływami do budżetu. Są więc pieniądze – tak rozumieją to Polacy. Można więc je wydawać na kwestie najbardziej pilne i potrzebne. A nie ma nic potrzebniejszego i pilniejszego niż zdrowie Narodu.

Skoro pieniądze są, to wydajmy je na coś najbardziej potrzebnego – zdają się mówić protestujący lekarze rezydenci. Ci, którzy za lat kilka, od 4 do 10, będą przez lekarskie władze naszego kraju uznani za pełnoprawnych, doskonałych specjalistów. Ale nie tylko oni mają takie pomysły.

Lekarze rezydenci są pierwszymi w kolejce po pieniądze wypracowywane przez doskonale funkcjonującą gospodarkę PiS. Skoro jest taka doskonała, niech więc zacznie wydawać te ogromne swoje przychody na coś najbardziej potrzebnego. Na nasze zdrowie.

Oczywiście można ładować kasę w zbrojenie kraju. I minister odpowiedzialny za powtrzymanie rosyjskiej agresji na nasz kraj, bo przecież jest ona tuż tuż, dostanie tyle, ile będzie chciał.

Nie mniej, a może i więcej dostanie minister od budowy kadłuba promu pasażerskiego, o którego potem całą elektronikę i wyposażenie zadbają firmy nie polskie, ale te, które mają w tym zakresie wieloletnie doświadczenia.

Są pieniądze, więc w Polsce będzie się budować samochody elektryczne, bo przecież warto, aby w elektromotoryzacji nasza Ojczyzna stała się potęgą.

Są więc pieniądze na szalone i wątpliwe pomysły. Ale nie ma pieniędzy na to, aby w amerykańskich samolotach latali zdrowi piloci. Aby polscy stoczniowcy byli zdrowi i mogli w ogóle cokolwiek zbudować, nie mówiąc już o flocie promów. Nie ma również pieniędzy na to, aby polska myśl samochodowa była rozwijana przez zdrowych, w pełni dyspozycyjnych inżynierów.

Nie trzeba było się chwalić. Nie trzeba było przekonywać, że wystarczy nie kraść, aby polskie, państwowe  spółki mogły wydawać pieniądze według politycznego rozdzielnika, a nie zdrowego rozsądku. Bo gdyby było inaczej, one same mogłyby zasilić służbę zdrowia kwotą, o którą teraz walczą strajkujący lekarze-kandydaci na specjalistów.

Oczywiście mogą posłuchać przedstawicieli rządzących i wyjechać. Namawiają ich do tego, co zdaje się skrajną głupotą, i tacy ludzie nie powinni nigdy być przedstawicielami Narodu. Nigdy nie powinni mieć prawa do podejmowanie w imieniu Narodu jakichkolwiek decyzji.

Ale wola Narodu jest przecież najważniejsza. To on dał prawo ich wybrańcom wywalać miliardów na kolejne czołgi, które będą budowane przez chorych pracowników polskich zakładów zbrojeniowych.

JAN WERKOLI