Lepiej zostać kapelanem szpitalnym niż lekarzem

Pisze jakiś debil, że tacy świeżo ze stażem nie są w 100% gwarantem, że kogoś wyleczą. Pewnie informatyk jakiś (bez obrazy), który po skończeniu studiów nie musi przez co najmniej kilka lat udowadniać, że cokolwiek umie i od razu żąda stawki wielokrotnie wyższej, niż urzędowo przysługuje jego rówieśnikom po dłuższej o 1-2 lata nauce na medycynie.

Pewnie nigdy nie trafił na lekarza z kilkunastoletnim stażem, który – przez błędną swoją decyzję – zrobił z niego kalekę. A takich przypadków jest aż nad to.

Pisze ten sam debil, że dla nich stajemy się królikami doświadczalnymi! (..) im zależy tylko na pieniądzach, a nie na dobro zdrowia pacjenta! (pisownia oryginalna – przyp. red.) Każdy by tak tyle chciał zarabiać! Ale żyjemy w rzeczywistości! I skoro nie chcą ustąpić to droga wolna. Niech jadą sobie zagranicę, może wtedy sobie będą testować na imigrantach!

Wielkie współczucie. Debil ten bowiem nie wie, że tzw. lekarz rezydent posiada pełne prawo wykonywania zawodu. Ukończył 6-letnie studia na kierunku lekarskim, zdał egzamin końcowy LEK i odbył 13-miesięczny staż podyplomowy. Wykonuje pracę w określonej dziedzinie medycyny na podstawie umowy o pracę. Znaczy się, według przepisów, nie jest ani lepszy, ani gorszy od lekarzy wykonujących ten sam zawód od lat.

Lekarz rezydent szkoli się w danej specjalności i trwa to (po okresie studiów i stażu podyplomowego) 4–10 lat. Uzyskanie tytułu specjalisty wymaga dodatkowo zdania Państwowego Egzaminu Specjalizacyjnego bądź równoważnego egzaminu zagranicznego uznawanego w Polsce.

Tak to sobie kiedyś ówczesna władza (w 1996 r.) wymyśliła. I ówcześni parlamentarzyści, również ci z obecnego PiS, przeciwko niej nie głosowali. Uznali, że blisko 20 lat kształcenia się na specjalistę to okres wystarczający. Pewnie myśleli wyłącznie o klinikach i szpitalach, w których są traktowani ze wszelkimi przywilejami.

I nic dziwnego, że kandydaci na tzw. specjalistów z Polski uciekali. Za granicą bowiem specjalistą zostaje się po studiach i odbyciu krótkiej specjalizacji. Ale nie trwającej tak długo. Nie mówiąc już o tym, że sam dyplom ukończenia studiów wystarczał do podjęcia samodzielnej, wysokopłatnej (w porównaniu z warunkami polskimi) pracy.

Ale debil nasz pisze, że Nie potrzebujemy takich lekarzy w przyszłości, którzy będą robić z pacjentów pralnię pieniędzy i królików doświadczalnych tak jest do tej pory! TAKICH OMIJAĆ TRZEBA SZEROKIM ŁUKIEM!!! ZAPAMIĘTAĆ ICH TWARZE!

Bełkot godzien prania mózgu przez narodowe media. Te bowiem najpierw przez tydzień,  dwa o proteście rezydentów w ogóle nie informowały. Protest, strajk głodowy, za czasów rządów PiS?! To się w głowie nie mieści! W czasie, kiedy kraj mlekiem i miodem płynie, a ludziom żyje się coraz bardziej dostanie?!

A więc są sterowani. Są podjudzani przez wrogie rządowi ośrodki krajowe oraz zagraniczne.

I posypało się. Szalona wolontariuszka, która jeździła po całym świecie i leczyła ludzi, zostaje przedstawiona jako turystka odwiedzająca egzotyczne kraje. Dziennikarze narodowych mediów są tak niedouczeni, że potrafią zaprezentować sałatkę z oliwek jako… kawior.

Ale oczywiście nikt nie mówi, że po zakończeniu nauki w najlepszej obecnie uczelni przygotowującej do pracy w mediach, należy odbyć kilkuletni (lub kilkunastoletni) staż, aby dopiero po nim móc cokolwiek na antenie lub ekranie powiedzieć. Czy dlatego, że ci młodzi, niedouczeni, doskonale sterowalni tzw. dziennikarze wywodzą się w dużej większości ze szkoły ks. Rydzyka? Albo mediów, które żadnych kwalifikacji, poza służalnością i dupolizostwem, nie sprawdzają?

Nawet Naczelnik Państwa nie ukrywa, że – choć rozumie niedofinansowanie służby zdrowia – dla niego protest rezydentów inspirowany jest przez opozycję. Jerzy Urban (znienawidzony rzecznik rządu Jaruzelskiego) określał to wrogimi ośrodkami sterowanymi przez zagraniczne pieniądze.

Pani premier nie chce spotykać się ze strajkującymi, póki ci… strajku nie zakończą. Wystarczy poszperać w Internecie, aby znaleźć od groma podobnych stwierdzeń. Od czasów Gomułki, przez Gierka, Jaruzelskiego, i tak uwielbianego Tuska.

Hrabia Radziwiłł (przepraszam innych, prawdziwych hrabiów), kiedy kierował związkiem lekarzy walczył o to samo, co obecnie głodujący rezydencji. Na jego przykładzie widać, jak można sobie sieczkę z mózgu zrobić za państwowe pieniądze i rządową posadę.

Nie jestem optymistą. Ważniejsze dla rządu jest teraz zamykanie sklepów w co drugą niedzielą, a może nawet w każdą, może również soboty, a może i na pół tygodnia, niż dofinansowanie lekarzy, którzy na podstawie debilnych przepisów wykonują zawód lekarza, ale dostają o wielokrotnie niższe wynagrodzenia.

Ale mam dla nich jedną radę. O wiele mniej nauki, o wiele mniej odpowiedzialności, o wiele mniej pracy, bez żadnych dyżurów po kilkadziesiąt godzin bez przerwy. Ale za to zarobki o wiele wyższe. Wystarczy zostać szpitalnym kapelanem. Nie wierzycie? Sprawdźcie w kadrach.

JERZY WOLUTKO