Jeden dzień z życia polskiej opozycji parlamentarnej epoki PiS

Dwa są sposoby zawłaszczenia kraju. Jeden, to panowanie oparte na sile przymusu. Drugi, to panowanie oparte na zawłaszczeniu języka. Rzadko kiedy występują w czystych postaciach, zwykle jest to zależna od okoliczności mieszanka obu tych składników.

Zawłaszczenie języka jest na dłuższą metę środkiem dużo skuteczniejszym i trwalszym, sprawdzającym się nawet w warunkach formalnej demokracji, gdzie nadużywanie środków bezpośredniego przymusu nie jest dobrze odbierane. Natomiast narzucenie sposobu narracji, aparatu pojęciowego, odcieni znaczeniowych i odwołań emocjonalnych gwarantuje panowanie nad sytuacją prawie w każdych okolicznościach. To tak jak na współczesnym polu walki, gdzie panowanie w powietrzu jest niezbędnym warunkiem uzyskania i utrzymania sukcesu.

Narracja PiS, oparta na operowaniu kilkunastoma zbitkami odwołującymi się do powszechnie znanych pojęć obdarzonych jednak nowym sensem, jest prowadzona z żelazną konsekwencją. Podlane jest to sosem jasełkowego religianctwa zwanego wiarą, martyrologicznych kompleksów zwanych wyrównywaniem krzywd, zapiekłych urazów zwanych demaskacją spisków wrogich sił oraz kibolskiego patriotyzmu grup rekonstrukcyjnych. Jako że Polska jest mimo wszystko krajem formalnej demokracji parlamentarnej, to właśnie tam rozgrywa się główna batalia – w znacznym stopniu niezależnie od takich czy innych fajerwerków ulicznych.

Tymczasem polska opozycja parlamentarna, działająca w ochronnym ciepełku typu „byle anty-PiS”, jest całkowicie nieprzygotowana do stawienia czoła temu wyzwaniu – niezależnie od tego, czy jej doświadczenie parlamentarne liczy się w latach, czy miesiącach. Zapatrzona w osłupieniu w niemalejące wykresy notowań PiS porusza się niczym na polu minowym, niepewna konsekwencji swych ruchów. Zamiast próbować narzucić swój sposób narracji, używa pojęć „pisojęzyka”, przydając mu tym samym wiarygodności.

Mamy więc piątek 15 września, ostatni dzień 47 posiedzenia Sejmu Rzeczpospolitej Polskiej. Godzina 9:05, Sejm wznawia swe obrady. Na wezwanie marszałka Kuchcińskiego posłowie wstają i wysłuchują informacji o śmierci ks. biskupa seniora Kazimierza Ryczana z diecezji kieleckiej. Nie jest wprawdzie zwykłą praktyką czczenie przez Sejm pamięci osób o wymiarze raczej tak zdecydowanie lokalnym, ale biorąc pod uwagę radiomaryjne konotacje biskupa Ryczana, można to uznać za trybut należny Ojcu Dyrektorowi. Chwilę żałobnej ciszy przerywa jeden z posłów PiS wchodząc w rolę religijnego celebranta intonując Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie …, na co posłowie chórem odpowiadają … a światłość wiekuista niechaj mu świeci. Po trzykrotnym powtórzeniu tego hasła-odzewu poseł celebrant ogłasza …Niech odpoczywa w spokoju wiecznym, na co odpowiada gromkie poselskie Amen. Posłowie świeckiego Sejmu RP przystępują do dalszych prac.

Na początek wprowadzenie do porządku dziennego projektu uchwały Prezydium Sejmu w sprawie upamiętnienia 75 rocznicy powstania Narodowych Sił Zbrojnych. Prezydium owo, gdzie oprócz PiS-owskiej trójki – marszałka i dwóch wicemarszałków – wchodzą mniej lub bardziej opozycyjni wicemarszałkowie z PO, Nowoczesnej i Kukiz’15 przedstawiło – zgodnie i w porozumieniu – projekt uchwały. NSZ, ta wywodząca się z faszyzującej polskiej endecji formacja, rozbijacka wobec Polskiego Rządu na Uchodźstwie w Londynie i głosząca ideę powstania Katolickiego Państwa Narodu Polskiego została tam obdarzona wszelkimi możliwymi cnotami – aczkolwiek z dyskretnym pominięciem walki z lewicowym (GL, AL) i lewicującym (BCh) podziemiem, prowadzonym niejednokrotnie we współpracy z Niemcami. Osobny passus jest tam poświęcony osławionej Brygadzie Świętokrzyskiej NSZ, bezpośrednio współpracującej z Niemcami oraz na własną rękę tępiącej ukrywających się Żydów i ich opiekunów. Wszystko to widać zostało zmazane przez niezłomną wolę sprzeciwu wobec „podboju Polski przez Związek Sowiecki i narzucenia jej komunistycznej władzy”. Marszałek zaproponował, aby owa chwała-NSZ uchwała została przyjęta przez aklamację – co zostało bez najmniejszego opozycyjnego słowa sprzeciwu przyjęte. Tak oto Sejm Rzeczypospolitej Polskiej jako oczywistą oczywistość przyjął oklaskami, że „formacja ta (NSZ – przyp. mój) dobrze zasłużyła się Ojczyźnie”. Co innymi słowy – przekładając z polskiego na nasze – znaczy: nieważne co i komu robiłeś, ważne że byłeś przeciwko komuchom. A że gdzie drwa robią to i wióry lecą – wiadoma to rzecz.

Zatem też cześć i chwała posłom owego Sejmu, a w szczególności posłom opozycyjnym, którzy ukryli głęboko ocalałe jakimś cudem resztki zdrowego rozsądku, aby przypadkiem nie narazić się pisowskiej, jedynie słusznej wersji patriotyzmu – w głębokim zapewne przekonaniu, że wersja ta jest zgodna z odczuciami suwerena, czyli głosującego ludu.

Po pewnym czasie powróciło jeszcze tego dnia echo owej „chwała–NSZ” uchwały. Klub PSL, zapewne w desperackiej próbie odbicia chociażby części przejętych przez PiS wiejskich głosów, zgłosił projekt uchwały o ustanowieniu Dnia Walki i Męczeństwa Wsi Polskiej.

Hmm…. nazwa niczym z Ministerstwa Dziwnych Kroków u Monthy Pytona – ale to tylko taka moja uwaga na stronie.

Chodzi tu, jak mówił przedstawiciel wnioskodawców „o bohaterów polskiej wsi, o męczenników polskiej wsi” czasu wojny. Przy okazji prezentacji owej martyrologicznej uchwały – w 70 lat po wojnie – poseł Kosiniak–Kamysz nieśmiało wytknął, że to Bataliony Chłopskie, a nie NSZ – jak stwierdzała zaaklamowana wcześniej uchwała, były drugą po AK co do liczebności armią oporu. Widać klub PSL miał w owej chwili jakiś moment zamyślenia i refleksji, że w odpowiednim czasie jakoś tego Sejmowi nie ogłosił. W każdym razie uchwała o Walce i Męczeństwie Wsi Polskiej została przyjęta zgodnie z oczekiwaniami jednogłośnie – i tym samym chytry opozycyjny zamysł PSL szlag trafił.

W ramach uchwał „upamiętniających” Sejm nachylił się nad upamiętnieniem 40. rocznicy śmierci Arcybiskupa Antoniego Baraniaka, nazwanego w uchwale – Żołnierzem Niezłomnym Kościoła. Biskup Baraniak zasłużył rzeczywiście na miano niezłomnego (ale dlaczego „żołnierza”?) swoją heroiczną postawą w okresie aresztowania prymasa Wyszyńskiego, kiedy to mimo trzyletniego (1953–1956) uwięzienia i brutalnych przesłuchań odmawiał wszelkich zeznań mogących obciążyć osobę prymasa. Pozostaje jednak pytanie – dlaczego akurat teraz Sejm zajął się tą dość starą i dobrze opisaną sprawą? Pewien trop można zapewne znaleźć w tekście samej uchwały, gdzie – jak zauważył poseł Jacek Protasiewicz z koła Unii Europejskich Demokratów – znajduje się bezprecedensowe przy takich okazjach przywołanie z imienia i nazwiska wypowiedzi osoby trzeciej. Jest to niezłomny piewca „dobrej zmiany”, określany też jako kapelan PiS metropolita krakowski arcybiskup Jędraszewski. Niedawno wypowiedział się, że „gdyby nie arcybiskup Baraniak … nie byłoby powrotu prymasa Wyszyńskiego….nie byłoby kardynała Wojtyły, a potem Jana Pawła II”. Techniczne zapytanie posła Protasiewicza wywołało furię oburzenia i okrzyków w stylu „hańba”, „wstyd”, ale odpowiedź i tak nie została udzielona. Marszałek Kuchciński w charakterystyczny dla siebie sposób pytanie uznał za niebyłe i pominął je milczeniem. Trzeba jednak z uznaniem zauważyć, że tym razem nadmiernie dociekliwego posła nie wyrzucił z obrad i przeszedł gładko do głosowania. Prawie wszyscy byli „za”, z wyjątkiem czwórki posłów z koła UED.

Zaiste, totalna jest ta nasza parlamentarna opozycja. Totalność ta, co nie wszyscy pamiętają, została swego czasu wymyślona przez Grzegorza Schetynę, któremu widocznie zagrały podówczas w duszy surmy bojowe. I odtąd ta totalność jest też z upodobaniem wykorzystywana przez PiS – a to w celach prześmiewczych, a to w celach dyskredytujących. Za chwilę będziemy mieli dwuletnią rocznicę pamiętnego głosownia nad Trybunałem Stanu dla Zbigniewa Ziobry. Zabrakło wtedy pięciu głosów, pod nieobecność kilkunastu posłów ówczesnej koalicji rządowej – dziewięciu z PO i siedmiu z PSL. To wtedy, 25 września 2015, tuż po głosowaniu Zbigniew Ziobro prześmiewczo skomentował – Oni są nieudacznikami w każdym calu, w każdej dziedzinie, w każdej sprawie. Nawet Zbigniewa Ziobry nie potrafili postawić przed Trybunałem Stanu…

Tuż przed godziną 14 rozpoczęły się punkty, które – wydawałoby się – wzbudzą szczególne zainteresowanie opozycji: sprawozdania Rzecznika Spraw Obywatelskich oraz Przewodniczącego Krajowej Rady Sądownictwa z ubiegłorocznej działalności. Biorąc pod uwagę, że właśnie tu, niejako u źródeł, opozycja „naładuje swe akumulatory”, szukając inspiracji, biorąc udział w dyskusji lub po prostu, zgodnie z politycznym abecadłem – wykazując solidarność i zainteresowanie. Nie było ani solidarności, ani zainteresowania – sala była praktycznie pusta.

Wygląda na to, że ci totalno opozycyjni posłowie niczego się nie nauczyli, niczego nie zrozumieli. Wydają się zadowalać przeświadczeniem o swej opozycyjności. Oby Zbigniew Ziobro nie miał znów okazji wyprowadzać ich z błędu.

LUDWIK TURKO

Studio Opinii