Min. Waszczykowski chce ratować świat i Polskę

Co tam totalna wojna w Unią, co tam niszczenie dobrych relacji z Niemcami, Francją i kilkoma innym państwami europejskimi. Co tam straszenie wojną ze Wschodu, bo sąsiedzi sobie manewry wojskowe wymyślili. Polski MSZ chce teraz ratować cały świat. Przed wyimaginowaną wojną nuklearną, którą jakoby miałaby wywołać Korea Północna.

Witold Waszczykowski to doświadczony dyplomata. Przynamniej tak można by sądzić z jego życiorysu i lat spędzonych w centrali oraz na placówkach. Od prawie dwóch lat kieruje polską dyplomacją. I wydaje się, że ma własne pomysły, jak powinna ona wyglądać. Pomysły nie zawsze zbieżne z linią partii, którą podobno reprezentuje.

Ministrowi nie udało się zablokować wyboru Donalda Tuska na następną kadencję przewodniczącego Rady Europejskiej. Pomysł w nagłym wylansowaniem jego niby następcy był co najmniej dziwny. Dziwny i nietrafiony. Ale minister stanowisko uratował.

Absolutnie nie jego zasługą było to, że Polska znalazła się w Radzie Bezpieczeństwa. Regionowi, do którego nasz kraj jest przypisany przysługuje w tym ciele jedno miejsce. Kandydowała Bułgaria, ale się wycofała. Na placu boju pozostała TYLKO Polska. I nic dziennego, że z braku konkurentów, została wybrana. Sukces żaden, ale splendor wielki. Przynajmniej w ramach propagandy sukcesu, tak wielbionej przez rządzących.

Min. Waszczykowski chce wejść między wódkę a przekąskę, ale niestety nie przynosi ze sobą żadnej popitki…

Ostatnie dni jednak to wyjątkowe pomysły ministra. Pierwszy ma ratować świat. Drugi – Polskę.

Minister przekazał światu posłanie, że nasz kraj jest gotów pomóc w negocjacjach z Koreą Północną, która obecnie wydaje się największym zagrożeniem dla światowego pokoju.

Podstawą do tej propozycji jest to, że… Polska ma ambasadę w Pjongjangu (te facto Pyongyang), a KRLD w Warszawie. Nie wspomniał oczywiście, że bez mała tydzień temu jego resortowy podwładny (nota bene były podwładny Prezydenta RP, który o Azji nie ma zielonego pojęcia) kazał zameldować się na dywaniku szefowi północnokoreańskiej placówki i opieprzył go za kolejną próbę jądrową.

Argumentem zaś decydujący ma być to, że… Amerykanie o tym wiedzą. Znaczy się o tych wzajemnych placówkach.

Oczywiście, że doskonale wiedzą. Od lat już bowiem nasz wywiad oraz kontrwywiad oraz wywiad amerykański i południowokoreański ściśle ze sobą współpracują. Również na polu wszystkiego, co jest związane z KRLD.

Kolega opowiadał mi, że kiedy wylądował kilka lat temu w stolicy Korei Północnej w ciągu pół godziny zjawił się przedstawiciel naszej ambasady i zaczął zadawać pytania: Totalny debil był. Nic o kraju, w którym spędził już prawie pół roku nie wiedział. Był, jak dziecko we mgle. I oczekiwał ode mnie, że mu tę mgłę rozproszę. Takich to specjalistów Polska wysyła do tego kraju. A potem przekazuje informacje zdobyte od turystów, jako własna ciężką robotę wywiadowczą.

Co Polska może zaofiarować Ameryce i regionowi w trakcie negocjacji z Koreą Północną? NIC!

W trakcie polskiej prezydencji w Unii, grupa pasjonatów zaproponowała biznesowy projekt polegający na wysłaniu przez UE do KRLD grupy inwestorów, która mogłaby w tym kraju rozwinąć skrzydła. Przykładowo: mało kto wie, że w kraju tym znajdują się ogromne złoża metali ziem rzadkich. Projekt został zablokowany na szczeblu kilku ministerialnych debili, którzy na hasło „Korea Północna” reagowali gorzej niż byk na widok czerwonej płachty.

Kiedy którykolwiek Koreańczyk z Północy usłyszy słowo „Polska” (żeby było śmieszniej nazwa naszego kraju brzmi tam tak samo), pochyla się z szacunkiem. Kilka już pokoleń doskonale pamięta o pomocy, której udzielono ich rodakom. Ten kapitał zaufania, wdzięczności został  jednak po 1989 roku całkowicie zaprzepaszczony. I nie da się już go odbudować.

Nie uda się ministrowi zbudować mostu porozumienia na linii Zachód-Korea Północna skoro przez prawie 30 lat nie robiono nic, aby most ten miał w miarę trwałą konstrukcję.

Zupełnie innym natomiast pomysłem ministra jest zachęcanie Polaków do powrotu dna łono ojczyzny. Oczywiście nie wszystkich, ale tylko tych bogatych. Apelował bowiem do amerykańskiej Polonii, aby wracała, ale jednocześnie Polakom ze Wschodu dał jednoznacznie do zrozumienia, że ich dawnej ojczyzny nie jest stać na ich przyjęcie.

– Dzisiaj ojczyzna woła i apeluje o powroty ponieważ rozbudowuje się i potrzebuje ludzi, którzy są doświadczeni, zdobyli umiejętności, wykształcenie, pracę, zawody na całym świecie. Trzeba chyba dodać, że w opinii ministra takich ludzi w Polsce nie ma. Mało, brakuje ich bardzo. Niestety za apelem nie poszły żadne szczegóły. Czyli znowu totalna nowomowa.

Przy okazji wydało się, że rząd myśli o programie 1000+, bo jak inaczej rozumieć rozszerzenie programu 500+. Co prawda może wzrost gospodarczy nie dorównuje jeszcze amerykańskiemu, ale Europe bija na głowę.

Ale mimo tych znakomitych wyników i planów Polski nie stać na to, aby sprowadzić wszystkich z terenów byłego ZSRR i pomóc im zagospodarować się w Polsce.

Min Waszczykowski ma głowę pełną pomysłów. Najczęściej debilnych. Aż czacha mu dymi od głupot. Może najwyższy czas, aby na czele tak ważnego resortu stanął prawdziwy dyplomata, a nie niższego poziomu intelektualnego polityk.

JERZY WART