Prezydent jako człowiek…

Trwa ofensywa prezydenta, który chce pokazać narodowi, że jest samodzielną, samodzielnie myślącą i działającą głową państwa. Choć tak po prawdzie nikt tego od niego nie wymaga. A tych parę przypadkowych kroczków, które wykonał… szkoda nawet gadać.

Prezydent jako człowiek dbający o odpowiednie oczyszczenie sytuacji wokół polskiego sądownictwa zawetował dwie ustawy dotyczące tej kwestii. Zawetował równie szybko, jak zostały one uchwalone. W tym zakresie również trwa mała konkurencja między Wiejską (a raczej Nowogrodzką) a Krakowskim Przedmieściem.

Trwają prace nad projektami ustaw. Jakoś o ich przebiegu i wynikach (choćby szczątkowych) nic nie słychać. I Naród powoli zapomina, że w ogóle coś się w tej materii dzieje. Oczywiście z punktu widzenia ekspertów suweren (uwielbiam to określenie) może nie być odpowiednio przygotowany do oceniania ich pomysłów. A może nie powinien zajmować się taki duperelami, skoro stoi przed nim o wiele ważniejsze wyzwanie?

Prezydent jako człowiek poczuwający się do reprezentowania całego Narodu zapowiedział już dość dawno referendum konstytucyjne. A ponieważ zbliża się ono nieubłaganie (11 listopada 2018), zaczęto jej „pisanie”. Na razie wyłącznie w sferze werbalnej, ale to już coś. Wystarczy bowiem tylko potem te pomysły spisać.

Dwaj panowie D (nie mylić z „Dwaj panowie N”), czyli Duda i Duda, oraz Karczewski na dodatek, uświetnili konferencję Konstytucja dla obywateli, nie dla elit. Żaden ze współpracowników jednego pana Dudy, ani drugiego pana Dudy, którzy reprezentowali organizatorów konferencji nie zwrócili uwagi swoim szefom, że w takim razie konstytucja nie będzie dla nich, nie mówiąc już nawet, że nie są zaliczani do obywateli.

Prezydent jako człowiek wykształcony, co może potwierdzić nawet odpowiednimi zaświadczeniami, próbował tę wpadkę ratować na bieżąco tłumacząc, że dla obywateli, nie tylko dla alit, gdyż te również można zaliczyć do obywateli. Można? Czasem można mieć poważne wątpliwości, nawet bardzo poważne…

Prezydent przekonywał na konferencji, że konstytucję ma pisać cały naród. Może nie dosłownie, ale wystarczy, że będzie zgłaszał swoje propozycje. W jakiej formie, to się jeszcze wyjaśni. Ale tak po prawdzie konstytucji nie musi pisać jej cały naród. Wystarczy, że w jej nowym tekście znajdą się zapisy o 500+, wieku emerytalnym i jeszcze czymś tam, a zdecydowana większość społeczeństwa poprze wszystkie inne, choć najbardziej debilne pomysły odnoszące się do struktury władzy w naszym kraju, praw (w mniejszości) i obowiązków (w większości) obywateli itp. Itd.

Bo jak widać społeczeństwu naszemu niewiele trzeba do szczęścia. Trochę pieniędzy i trochę obietnic. A reszta to kwestia wiary…

Prezydent jako człowiek wierzący ma prawo do tego, aby realizować swoje praktyki religijne. I oczywiście publicznie i na pokaz. Jest tylko jeden problem. Nigdzie, w żadnym dokumencie, ustawie, uchwale, rozporządzeniu, nie ma określone, że ma realizować te swoje praktyki religijne za publiczne=nasze pieniądze.

A skoro cały naród ma pisać konstytucję, to mam swoją własną propozycje, aby głowa państwa polskiego (o ile oczywiście w nowej ustawie zasadniczej zostanie zachowana jego świeckość) uczestniczyła we wszelkich wydarzenia religijnych na zasadzie osoby prywatnej. Choćby dlatego, aby nie dawać powodu do wyśmiewania się z niej, znaczy się z głowy państwa.

Prezydent, w odróżnieniu od cesarza, nie ma klawego życia. To też nie każdy może nim być. Tak samo zresztą jak premierem, ministrem, posłem, senatorem, prezesem spółki skarbu państwa…

JAROSŁAW WAREK