Zdziwienia… Ludzie mogą zacząć myśleć

Cała Polska wspiera poszkodowanych z trakcie nawałnicy, która nawiedziła województwa pomorskie i kujawsko-pomorskie. W niektórych mediach (wiadomo, których) nie wspomina się o udziale w tej pomocy tysięcy wolontariuszy, a eksponuje się zaangażowanie ponad stu żołnierzy.

Telewizja, wiadomo, która, podczas organizowanego przez siebie koncertu (pierwotnie miała to być zemsta na władzach Opola), uruchamia numer dla poszkodowanych, aby publika płaciła. Do akcji włączył się również Caritas, który też będzie zbierał.

Pan minister hojną ręką wyłożył kasę. Można oczywiście zastanawiać się, czym wartość domu uszkodzonego podczas jakiejś tam nawałnicy, nie tak znowu wielkiej, skoro stanu klęski żywiołowej nie ogłoszono, różni się od wartości domu zniszczonego w innych warunkach. Bo w tym drugim przypadku oczywiście na 200 tyś z państwowej kasy nie ma co liczyć.

Żołnierze poszkodowanym…

Pani premier, przy okazji drugiej wizyty (co raptem tak często?) w ciągu trzech czterech dni, stwierdza, że większość skutków nawałnic została usunięta. Jeśli słyszę o skutkach, rozumiem, że chodzi o uszkodzeniu lub zerwaniu dachów z prawie 4 tys. budynków, w tym 2,8 tys. budynków mieszkalnych (według oficjalnych danych).

Zacieram więc ręce z radości, ciesząc się, że wolontariusze i odpowiednie służby tak się spisały. A i firmy budowlane mogą być wizytówką naszego kraju. Ale tylko przez chwilę, właściwie mgnienie chwili, bo dalej pani premier uspokaja: ludzie mogą zacząć myśleć o normalnym funkcjonowaniu, o odbudowie swoich gospodarstw.  Mogą sobie zacząć myśleć… A niech sobie myślą… Rząd też niech sobie myśli, że w ten sposób można się wykpić…

Z zupełnie innej beczki. Kibice piłki nożnej nie raz już potrafili zaskoczyć. Zwłaszcza kibice klubu, który podobno jest Mistrzem Polski. Piszę „podobno”, bo kibic piłki nożnej ze mnie żaden. Jest wiele innych dyscyplin sportowych, które wywołują u mnie znaczne większe emocje. Ale rzecz nie o tym.

Z braku lepszego zajęcia postanowiłem, że obejrzę sobie końcowe fragment transmisji z ostatniego meczu Mistrza Polski w ramach jakichś tam eliminacji. Trafiłem nawet na moment, kiedy „warszawscy” (nie wiem, jak odnieść się do tego określenia, bo większość nazwisk brzmiała zdecydowanie obco) trafili do bramki przeciwnika i prowadzili.

Jakiś czas potem w tle rozmów dwóch panów, którzy podawali się chyba za komentatorów tego wyjątkowego wydarzenia sportowego, dał się słyszeć odgłos hymnu narodowego śpiewanego przez tysiące kibiców zebranych na stadionie. Nie dało rady; hymn, baczność i prawie śpiewam. Ale kątem oka zerkam na ekran.

Jedno trzeba przyznać, fanów ten zespół ma znakomitych. Nawet, kiedy w czasie wykonywania tej doniosłej pieśni, przeciwnicy strzelili gospodarzom bramkę, kibice swego dzieła nie przerwali. Nie było nawet zawahania w glosie, wszyscy stali, aż hymn przebrzmiał do końca. A wersja była zdaje się 4-zwrotkowa. Gwizdy pojawiły się dopiero potem…

Nie wiem, jak z dopingiem sportowym, ale z eksponowaniem swojej polskości i przywiązania do tradycji, kibice ci radzą sobie doskonale. W sumie zastanawiam się, po co im w ogóle te mecze. Klub powinien udostępniać im stadion raz w tygodniu, aby mogli wyżyć się w swoich patriotycznych dziełach. Przynajmniej nie przeszkadzaliby piłkarzom…

JEREMI WYRĘKA