Wojsko stanęło do przetargu

Nie, nic nie kupuje. Bo o tym w co zostanie wyposażone, nie wojsko decyduje. Miały być śmigłowce, miały być łodzie podwodne, miały być Patrioty. Zamiast tego to sama armia stała się elementem swoistego handlu politycznego i polem walki o wpływy.

Minister stawia na młodą, w większości z małym lub znikomym doświadczeniem dowódczym i wojennym kadrę, ale za to z nadziejami na szybkie awanse i wybicie się. Buduje sobie ogromne zaplecze biernych, ale wiernych. Myślących o sobie i swojej karierze, a nie o wojsku i jego zadaniach w czasie pokoju.

Dlatego też wojsko na pomoc poszkodowanym w nawałnicy nie ruszyło. Bo w młodych dowódcach, i w starszych też, powoli niszczy się samodzielne podejmowanie decyzji, co na współczesnym polu walki tak bardzo wyróżnia nowoczesne oddziały. Reagowanie zależnie od sytuacji, a nie sztywne trzymanie się wyznaczonych zadań.

Prezydent przyglądał się przez blisko dwa lata temu, co z armią naszą wyczynia minister. I gdyby ten drugi nie nastąpił pierwszemu na odcisk, to pewnie stan ten trwałaby nadal.

Doszło do kuriozalnej sytuacji, kiedy w przeddzień święta żołnierzy jeden spotyka się z ich przedstawicielami pod Grobem Nieznanego Żołnierza, rozdaje odznaczenia i awanse, prócz generalskich i admiralskich, a drugi jedzie na cmentarz i tam pośmiertnie awansuje… generałów i admirałów.

W Katedrze Polowej Wojska Polskiego też panował spory dystans…

Dzień po święcie Wojska Polskiego wszyscy ekscytują się słowami prezydenta: (…) To jest armia Rzeczypospolitej Polskiej, to nie jest niczyja armia prywatna, to armia, którą powinniśmy wspólnie kształtować, to armia, która własną piersią broni Polski (…). I wszyscy odczytują je, jako adresowane do ministra. Może i słusznie.

A mnie trafiły, a nawet poraziły inne, może dla armii nawet bardziej niebezpieczne niże te o jej „prywatyzowaniu”. Niebezpieczniejsze dla rozwoju naszej armii i jej miejsca w społeczeństwie.

Prezydent pojawił się, jako nowy, wielki interpretator historii: (…) Można zadać pytanie skąd te zwycięstwo się wzięło? I czemu przełom nastąpił właśnie 15 sierpnia? Myślę, że taki był zamysł strategów i dowódców polskiej armii, że ten przełom nastąpił w Święto Matki Boskiej Zielnej (…).

Wystarczy zastanowić się przez chwilę: a gdyby w tym czasie mnie było żadnego święta religijnego, to Europa padłaby pod butem Armii Czerwonej, bo przecież Polska nie miałaby pretekstu strategicznego, aby pomyśleć o przeciwuderzeniu. Jeśli tak ma wyglądać strategia współczesnej polskiej armii, to jak bardzo dziękuję…

Ale prezydent brnie w swoim wywodzie dalej: (…) bo przecież polscy rycerze tyle wieków wcześniej stając do walki śpiewali Bogurodzicę, bo wierzyli w opiekę Matki Boskiej nad nimi i nad nasza Ojczyzną (…).

Kierunek rozwoju Polskiego Wojska? Wolałbym, aby żołnierze bardziej wierzyli w swoje umiejętności zdobyte w trakcie żmudnego szkolenia podczas tygodni spędzonych na poligonach i miesiącach w koszarach. Wolałbym, aby żołnierze wierzyli, że dysponują niezawodnym sprzętem, światowej jakości. Wolałbym, żeby żołnierze wierzy w doświadczenie swoich dowódców zdobyte nie tylko podczas noszenia parasola nad głową rzecznika prasowego.

Wolałbym, żeby żołnierze nie tylko wierzyli, ale i wiedzieli, że o ich przyszłości decydują ludzie, którzy nie tylko klękać uwielbiają, ale potrafią też stać twardo na nogach.

JAN WYZGÓŁ