Jak flaki z olejem

To określenie na coś, co trwa zbyt długo, przeciąga się ponad miarę, mogą to być jakieś decyzje, rozwiązania problemów, idealnie pasuje do już niemal zapomnianego „słynnego” wypadku premier Szydło 10 lutego w Oświęcimiu.

Mija właśnie 10 sierpnia pół roku jak prokuratura wszczęła śledztwo kto zawinił. Czy młody 21-letni Sebastian K. kierowca seicento czy prowadzący audi rządowe, w którym premier jechała na weekend do domu. A może cała trzyautowa kolumna rządowa nie zachowująca przepisowych standardów bezpieczeństwa?

Miesiąc po wypadku 10 marca br na tych łamach pisałem, że „minie następny i chyba jeszcze kilka zanim poznamy kto zawinił.” Nie myliłem się. Śledztwo przedłużano nie raz i nie dwa, a tym razem na dłużej, bo jeszcze o trzy miesiące aż do 10 listopada. Czyżby w dzień 99 rocznicy niepodległości 11 listopada poznamy kto winien? W sumie po dziewięciu miesiącach? No może ciut wcześniej co i tak będzie niechlubnym rekordem, choć ze względu na wyjątkowość sprawy prokuratorzy mają „usprawiedliwienie”. Jak wyplątać od winy kierowcę audi? Jak wytłumaczyć (zatuszować…) zachowanie dwóch inny kierowców BOR, którzy jechali nie w zwartej kolumnie lecz w większym oddaleniu od siebie niż zezwalają przepisy oraz bez sygnałów dźwiękowych i z większą, niedozwoloną szybkością. Że z większą, wystarczyło obejrzeć zniszczony przód samochodu po zderzeniu z drzewem. Ot, problem…

Tylko jeden człowiek – co warto przypomnieć – nie miał najmniejszych wątpliwości kto zawinił. Minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Błaszczak Wspaniały, jakiego zazdroszczą nam na świcie. Kompetentny, wspaniały mówca, w ogóle człowiek godny pełnienia tej zaszczytnej funkcji. Ileż to razy zachwycaliśmy się jego błyskotliwymi wypowiedziami, po których ręce same składały się do oklasków. Prezes Jarosław Mały dokonał doskonałego wyboru, bo nie miał nikogo lepszego na kandydata niż Błaszczaka.

Już po kilkunastu godzinach od wypadku – co podkreślam jeszcze raz, że warto przypomnieć – w blasku reflektorów i fleszy na konferencji prasowej stwierdził autorytatywnie swoim ministerialnym stanowiskiem, że winny wypadku jest kierowca seicento Sebastian K. Przyznał się do winy, a kolumna premier jechała przepisowo ok. 55 km/h, miała włączone zgodnie z przepisami wszystkie sygnały.

Skoro minister nie miał żadnych wątpliwości, to po co kilkumiesięczne śledztwo? Ano po to, żeby uwolnić od winy a co najmniej od przyczynienia się do wypadku kierowcy BOR wiozącego premier. Liczni świadkowie zeznają, że nie słyszeli żadnych sygnałów dźwiękowych.

Prowadzący śledztwo zaraz po wypadku i na miejscu wypadku nie zastosowali w stosunku do Sebastiana K. przewidzianych prawem procedur, m.in. przekonywali go, że na tym wstępnym etapie śledztwa nie jest potrzebny mu adwokat. Sprawa jest w tarnobrzeskiej prokuraturze. Na orzeczenie rzeczoznawców z jaką prędkością poruszało się rządowe audi z premier trzeba było czekać kilka tygodni. Okazało się, że ok. 85 km/h czyli o 30 km/h więcej niż stwierdził to publicznie Mariusz Błaszczak.

Ministrze, jest takie powiedzenie: „szybkość jest wskazana tylko przy łapaniu pcheł”, a nie przy przypisywaniu komuś winy, gdy nie ma się na to konkretnych dowodów. Minister spraw wewnętrznych i administracji powinien o tym wiedzieć.

A co z wypadkiem pod Toruniem kolumny Macierewicza? Jakoś cicho. Nie ma winnego, winnych? Śledztwo wlecze się jak flaki olejem? Tym wypadkiem się pan nie zainteresował?

ANDRZEJ MARTYNKIN

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *