Prezydent powinien być…

mądry przed szkodą. A nie w ostatnich chwili stawać okoniem i zaskakiwać swoich byłych partyjnych sponsorów i mocodawców. Teraz ma czas, aby się wykazać, bo świat polityki zastygł w wakacyjno-urlopowym marazmie i spokojnie będzie czekał.

Prezydent nie powinien czekać do ostatniej chwili> Choć teraz oczywiście jego urzędnicy mogą twierdzić, że wcześniej nie miał do czego się odnosić. Otóż miał i to jak najbardziej.

Ze wszystkich stron pada, że system sądowniczy jest do naprawy, reformy, odnowy, wymiany, odbudowy i coś tam jeszcze. I oczywiście, że cały Naród jest za tym. Być może. Z systemem tym miałem raz do czynienia i nie wspominam wcale tak źle. Sędzinę nawet udało mi się tak rozbawić, że nawet z kosztów postepowania mnie zwolniła. Ale skoro cały naród jest „za”, tzn. że cały Naród ma dość nieprzyjemne wspomnienia z kontaktów z tzw. wymiarem sprawiedliwości.

Sprawa dotyczy więc prawie całego społeczeństwa; odliczając niemowlaków, bo nieletni mogą już podpadać pod są rodzinny. A skoro całego, to chyba nie wypada pisać ustawy na kolanie i to w dodatku we dwóch z łapanki, a potem dawać projekt do podpisu tym, którzy wszystko podpiszą – nawet własny wyrok śmierci – kiedy tylko padnie: Naczelnik kazał.

Nie wypada też chyba drugiego czytania projektu organizować zaraz po pierwszym, bo wtedy nawet tak wybitni posłowie jak Piotrowski czy Suski nie zdążą go przeczytać choć raz. Ale tu już trochę w czasie się zapędziliśmy…

Gdyby bowiem prezydent był tak mądry za jakiego teraz chce uchodzić i za jakiego jacyś łatwowierni obywatele, nie mówiąc już o opozycji, go uważają, to powinien zacząć działać, kiedy tylko pojawiło się po raz pierwszy hasło reformy sądownictwa. Albo jeszcze wcześniej.

Nie wierzę, że prezydent nie ma w obozie rządzącym swoich wtyczek, które nie donosiły mu o pracach nad projektem. Działać powinien już wtedy. Jeśli oczywiście myśli jeszcze, że może być „prezydentem wszystkich Polaków”.

Prezydent powinien zwołać coś na wzór trójkątnego (w odróżnieniu od okrągłego) stołu, zaprosić do niego polityków, ekspertów, sędziów i kogo tam jeszcze się da. Panie i panowie, pod przewodnictwem głowy państwa, powinni obradować i przygotować projekt ustawy o reformie parafowany przez wszystkie liczące się siły polityczne. Aby potem nikt nie mógł się wycofać.

Trwałoby to oczywiście trochę dłużej, ale… Korzyści były znacznie większe pod każdym względem. I dla nas wszystkich.

Obecnie prezydent ma dwa miesiące na przygotowanie własnego projektu. „Ani słychu, ani widu” czy robi to sam, czy może korzysta z usług podpowiadaczy. A jeśli już to jakich.

Czeka PiS, ale zdaje się, że jest święcie przekonany, że Andrzej Duda narozrabiał już dość i się opamięta. I że zrozumiał, że tej bitwy nie wygra. Może tylko stwarzać takie pozory.

Trzeba zresztą przyznać, że w tym jest naprawdę dobry…

JAROSŁAW WANIŁO