VOLTA z ironiczną diagnozą polskiego społeczeństwa w tle

Juliusz Machulski uwiódł mnie swoim debiutem fabularnym – komedią sensacyjną Vabank w dwóch częściach. I choć od premiery minęło trzydzieści pięć lat, pamiętam jej wdzięk, lekkość, klimat, dialogi bohaterów, świetne role.

Nie odpuszczam więc kolejnych filmów reżysera, także ostatniego pt. Volta. Gdybym nie znała nazwiska reżysera i scenarzysty w jednej osobie, odgadłabym je po formie opowieści, suspensie, swobodzie snucia sensacyjnej narracji.

W najnowszym filmie Juliusza Machulskiego, który przypomina intrygę z Vinci, mamy dodatkowego bohatera – jest nim Lublin mający siedemsetletnią historię – tak atrakcyjne sfotografowany przez Arkadiusza Tomiaka, że już chciałabym jechać, na własne oczy podziwiać.

I w tych pięknych okolicznościach architektonicznych rozgrywa się wielowątkowa historia, prowadzona na kilku płaszczyznach czasowych. Wszyscy walczą o koronę Kazimierza Wielkiego, wydobytą ze ściany renesansowej kamieniczki. Walczą o pieniądze, sławę i władzę. Toczony bój nie może być u Machulskiego krwawy, on jest zabawny, pełen zaskoczeń i odnośników do polskich realiów. Często bezpośrednich, na przykład kiedy prostaczek niskiego wzrostu zabiega o urząd prezydenta i przemawiając do ludu, staje na drabince.

Mamy więc kryminał historyczny (z obrazkiem wojny domowej w Hiszpanii) z polityką w tle, mamy wyraziste odniesienia do dzisiejszej polskiej rzeczywistości politycznej. I czarnego bohatera, spin doktora, który, jak widomo działa niemoralnie, by wypromować najgorszy nawet sort.

I aktorów mamy, którzy potrafią nas rozbawić: Andrzeja Zielińskiego, Olgę Bołądź, Aleksandrę Domańską, Michała Żurawskiego, Jacka Braciaka, Joannę Szczepkowską, Katarzynę Herman i występującą w swojej roli Monikę Olejnik.

Reszta jest niespodzianką, też pozwalam sobie na suspens.

MARTA SZTOKFISZ