Przyleciał, wyleciał i…

…koniec bicia piany. Jaki to wielki, jaki wspaniały, jakie to historyczne, jakie to doniosłe, jakie znaczące dla nas, Europy i świata. U nas wszystko musi być naj, nie inaczej. To już taka nasza cecha narodowa.

Nawet śmietniki na trasie przejazdu Gościa opróżniono. Gorzej było z tymi, które stały, tam gdzie nie zawitał. Ale jeden dzień więcej w brudzie dało się wytrzymać. Toż to on nasz polski, swojski, żaden unijny, czy nie daj, rosyjski.

Wielki Gość wyjechał. My zostaliśmy z przemyśleniami. Znaczy się inni zdecydowanie lepiej za nas myślą. I podsuwają nam kolejne rozwiązania i nawiązania tych historycznych godzin. Tak „historycznych”, bo pewnie pod koniec roku będą one zaliczone do najważniejszych wydarzeń, najbardziej doniosłych, znaczących i pokazujących prawdziwe miejsce Polski na świecie. Bo już przecież nie w Europie. Ta jest już dla nas za mała.

Nie należę do malkontentów i bardzo doceniam wkład Gościa. Wkład, który najlepiej doceniło medium, którego raczej do antypolskich zaliczyć nie można. Z jego ostatniej okładki spoglądała znajoma twarz gościa oraz apel do niego: MAKE POLAND GREAT AGAIN. Według zaprzyjaźnione anglisty znaczyło to mniej więcej, jeśli dobrze zapamiętałem, Uczyń Polskę ponownie wielką.

I uczynił. W trakcie historycznego już przemówienia Gościa, wielokrotnie pobrzmiewała nuta: Wstańcie już kolan. Tak jak wielokrotnie wstawaliście…

Gość dał również niezłą lekcję wszystkim polskim politykom, z Naczelnikiem Państwa na czele. Bo to on uważany jest za największego złotoustego. Za tego, którego każde słowo jest wyrocznią. Otóż nigdy jeszcze Naczelnik, ani nikt z obozu rządzącego (obecnego i byłych też) nie zdobył się na tyle komplementów pod adresem swojego własnego narodu. To był majstersztyk.

Gość pokazał również wszystkim, jak robi się interesy. Bo Gość doskonale rozumie, na czym polega jego rola. Kilka pochlebstw i komplementów wystarczy, aby kupić każdego. Zwłaszcza jeśli w zanadrzu ma się rakiety i gaz. A gospodarzom bardzo na tym zależy. Dawniej do Indian jeździli poprzednicy Gościa ze świecidełkami, a potem wodą ognistą i w końcu zdezelowanymi strzelbami. Teraz wystarcza obietnice.

Patriotów nikt jeszcze nie kupił i wiele wody w Wiśle upłynie, zanim na jej brzegach pierwsze staną. I nie byłbym taki pewny, czy w ogóle. Tarcza antyrakietowa też miała być, a skończyło się na… memorandum.

Co do gazu łupkowego… Że też nikt nie zastanowił się nad tym, że jeszcze nie tak dawno mieliśmy być w jego wydobyciu potęgą. Nawet jakieś odwierty się rozpoczęły. Odwierty firma naszego Gościa oczywiście. I raptem okazało się, tzw. ci od naszego wielkiego Gościa to stwierdzili, że… złoża są przeszacowane, że gazu z nich tyle co kot napłakał. A teraz będziemy go kupować od nich samych. Tak się Penie i Panowie robi interesy!

Z pewnością wizyta Gościa była wielkim sukcesem. Wielkim jego sukcesem. Pokazał swoim rodakom, jak bardzo jest popularny w Europie. Bo przecież Polska to Europa. I niech jego krytycy zrobią shut up, bo żadnemu jego poprzednikowi, żaden europejski kraj takiej owacji nigdy nie przygotował. Nawet jeśli owacja ta była zorganizowana, przywieziona autokarami na koszt podatników. Polskich oczywiście, nie rodaków naszego Gościa.

Z pewnością wizyta Gościa była wielkim sukcesem Wielkim sukcesem naszej, rodzimej, polskie dyplomacji, bo udało się Gościa na te kilkanaście godzin do Warszawy ściągnąć. Że był honorowym gościem spotkania byłych demoludów. Że pozwolił po raz kolejny udowodnić, że Ojczyzna nasza jest najbezpieczniejszym miejscem na ziemi, a służby naszej Ojczyzny po raz kolejny zdały egzamin. Bo nikt przecież na Gościa się nie zamachnął…

JERZY WROTEK

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *