Prezydencka łaska na kulawym koniku kuśtyka

Zastrzegam, że nie jestem prawnikiem. Po prostu czytam i myślę skupiając się na faktach, a nie ulegając politycznej jatce, która niedługa ogarnie wszystkie sfery naszego życia (jeśli już tego nie zrobiła). I z tego czytania wynika, że i Sąd Najwyższy, i głowa państwa dały ciała.

Nie mam zamiaru wchodzić w dysputę ze znakomitymi prawnikami, nawet tymi nieżyjącymi, którzy firmują swoimi nazwiskami stanowiska obu stron. Nawet jeśli robią to zupełnie nieświadomie, bo nikt ich tak naprawdę o zdanie nie pytał i ich nazwiska zostały po prostu wykorzystane. To oni mają teraz problem, bo stanięcie po każdej ze stron oznaczać będzie podpadnięcie drugiej. A w sporze uczestniczą najwyższy organ władzy sądowniczej oraz reprezentant najwyższej władzy wykonawczej.

Dla mnie na pierwszym miejscu w tej sytuacji stoi w ogóle debilizm wynikający z możliwości stosowania jakiegokolwiek prawa łaski wobec ludzi skazanych przez sądy. Bo nie jest tak, że – być może – jedynie prezydent Duda tego prawa nadużył. I to tak  nieszczęśliwie, że wobec swojego partyjnego kolegi. I że była to jedna z pierwszych decyzji po objęciu urzędu. W innej sytuacji oskarżony (bo jeszcze nie skazany) przyszły poseł i minister Kamiński, może nie mógłby być ani jednym, ani drugim.

Możliwość stosowania prawa łaski przez Prezydenta RP upodabnia ten urząd niemal do królewskiego. To jedno prawo prezydenta zrównuje go z królem, władcą najwyższym, panem życia i śmieci. Prezydent Bierut też miał tę prerogatywę i jakże rzadko z niej korzystał. Po 1992 roku natomiast, wszystkie korzystające z tego prawa głowy państwa zaliczały kolejne wpadki.

Prezydent Lech Wałęsa ułaskawił jednego z liderów mafii pruszkowskiej Andrzeja Z., pseudonim „Słowik”. Akt łaski dotyczył wyroku za udział w kradzieżach i rozbojach. Jak twierdzi najsłynniejszy w polskim sądownictwie świadek koronny, Jarosław Sokołowski „Masa”, załatwiono to z Kancelarią Prezydenta za 150 tyś. dolarów.

Prezydent Aleksander Kwaśniewski ułaskawił niejakiego Petera Vogela za zbrodnię morderstwa popełnioną przez Piotra Filipczyńskiego (to ta sama osoba) po prawie 30 latach od jej dokonania. Sprawa pewnie by nikogo nie zainteresowała, gdyby nie fakt, że pan Vogel zasłynął jako główny finansista lewicy. Smaczku sprawie dodaje fakt, że ułaskawienie popiera ówczesna minister sprawiedliwości Hanna Suchocka.

Swoje ma na sumieniu również śp. Lech Kaczyński, który ułaskawił wspólnika swego zięcia. Na dodatek w tej samej sprawie (wyłudzenie pieniędzy od Państwowego Funduszu Osób Niepełnosprawnych) prowadzone jest obecnie śledztwo przeciwko byłemu już mężowi córki byłego prezydenta. W kręgu podejrzanych znajdował się wtedy również były szef Kancelarii Prezydenta. Nawet polityczni przeciwnicy prezydenta twierdzili publicznie, że został on w cała sprawę bezwiednie wmanewrowany.

Bronisław Komorowski ma „na sumieniu” kilkanaście ułaskawień, ale najsłynniejsze dotyczy mordercy Artura Brylińskiego. Ówczesny właściwie dokończył proces zapoczątkowany przez swego poprzednika. Bryliński wraz z dwoma kolegami-biznesmenami zamordował dwóch prześladujących do gangsterów. Na kanwie tej historii Krzysztof Krauze nakręcił film „Dług”. Inny ze skazanych został ułaskawiony przez prezydenta Kwaśniewskiego.

Za czasów prezydentury Komorowskiego opinia publiczna nie została poinformowana o procesie w sprawie próby przekupstwa pracownika Kancelarii Prezydenta. Korzyść majątkowa była oferowana w zamian za ułaskawienie jednego ze skazanych w aferze węglowej.

Prezydent Duda ułaskawił partyjnego kumpla. Właściwie nawet nie ułaskawił. Arbitralnie potwierdził swoim podpisem, jeszcze przez zapadnięciem wyroku skazującego, że Mariusz Kamiński przestępstwa nie popełnił. Niebezpieczny to precedens, bardzo niebezpieczny…

Z tego choćby powodu, skoro prezydent zaproponował referendum w sprawie konstytucji, proponuję wpisanie do jego treści: dwóch postulatów: zniesienia prezydenckiego prawa łaski oraz likwidacje obowiązku zrzekania się głowy państwa przynależności do partii politycznej. Ten pierwszy jest nadużywany, a drugi to totalna fikcja.

JAN WOLNIAK