Przebierańcy nadal w modzie

Przypomina mi się, być może zapomniany przez wielu, przebój Rosiewicza o policjantach-przebierańcach. Tym razem jednak to nie ktoś przebierał się za mundurowych radarowców, ale policjanci za fotoreporterów. Metoda skądinąd bardzo znana z przeszłości, kiedy to funkcjonariusze odpowiednich służb przebierali się właściwie za każdego.

Przypomina mi się też opowieść dziadka, kiedy to w czasie drugiej pielgrzymki papieża Jana Pawła II do Polski jego ochrona (członkowie oddziału antyterrorystycznego milicji)  jeździła za papa-mobile na platformie, w pełnym uzbrojeniu, jawnie, bez żadnej przykrywki. Podobno szef tej ochrony miał publicznie stwierdzić, że mógł swoich podwładnych przebrać w sutanny, ale…

W 1968 roku milicjanci (również oficerowie wojska) przebrani za robotników katowali warszawskich studentów. A ilu milicjantów przebranych było za stoczniowców w 1970 i 1980 roku?

Stara to i sprawdzona metoda służb porządkowych nie tylko za czasów komuny, nie tylko w tym obozie. To metoda służb na całym świecie. Przebierania się również za dziennikarzy, fotoreporterów. Oczywiście jeśli sytuacja tego wymaga, jeśli działania operacyjne to uzasadniają.

Podczas meczu piłkarskiego Ruchu Chorzów z Górnikiem Łeczna prócz umundurowanych policjantów zabezpieczających mecz była też grupa funkcjonariuszy w kamizelkach z napisami FOTO i MEDIA KLUB. Aktywnie uczestniczyli oni w zatrzymaniu kibiców, którzy po meczu wtargnęli na murawę.

Za komuny SB spokojnie pracowało w środowisku dziennikarskim, werbowało współpracowników, pozyskiwało agentów, infiltrowało środowisko. UOP jeszcze funkcjonował w środowisku na podobnych zasadach. Agencja bezpieczeństwa Wewnętrznego już nie może werbować do współpracy dziennikarzy. Nie może nawet działać w tym środowisku. Chyba że sami zainteresowani robią to z własnej checi.

Policji te zasady nie obejmują. Choćby dlatego, że prawo zaczęło chronić dziennikarzy, a przede wszystkim źródła ich informacji. I Policjanci mogą im skoczyć… Ale oczywiście nie obejmuje to podszywania się pod dziennikarzy, czy fotoreporterów. Tutaj każde służby mają wolną rękę.

Po którymś z marszy niepodległości jeden z jego uczestników został skatowany przez funkcjonariusza w cywilu. Jaka burza się rozpętała w opozycyjnych – wtedy – mediach. Teraz te same media jakoś dziwnie milczą. Bo teraz ich służby, zarządzane przez ich politycznych idoli robią to samo. A może nawet gorzej.

Funkcjonariusze w kamizelkach FOTO i MEDIA KLUB wykonywali po prostu rozkazy. Trudno wymagać od nich, aby zaczęli swoim przełożonym zadawać pytania i żądali wyjaśnień. Ich przełożeni widać nie wierzyli swoim podwładnym w policyjnych uniformach i zdecydowali się na dodatkowe zabezpieczenie. Mało efektywne, jak można zauważyć na zachowanych relacjach z interwencji.

Kierownictwo klubu, na którego stadionie mecz był rozgrywany, z pewnością musiało być o akcji powiadomione. Ktoś przecież wydał „fotoreporterom” wejściówki na płytę stadionu. Widać również nie wierzyło ono w skuteczność zwykłego zabezpieczenia.

Można się oczywiście zastanawiać, czy podczas wielu innych imprez czy uroczystości Policja nie stosuje podobnych chwytów, nie przebiera swoich funkcjonariuszy w inne niż policyjne stroje i nie wydaje im odpowiednich zadań do realizacji.

Oczywiście 9incydent z Chorzowa można zlekceważyć. Uznać, że miejscowa policja nie miała innego pomysłu, bądź była nadgorliwa. Za bardzo jednak te metody przebieranek zbyt wielu Polaków pamiętają sprzed lat. I za bardzo obecne działania policji zaczynają im przypominać tamte…

JOLAN WERITA