PolecaMY – Zachłanne na życie

Dla dwudziestoparolatka nazwiska Jędrusik, Czyżewska, Osiecka, Braunek niewiele mogą znaczyć. Może poza Osiecką, której teksty to właściwie poezja i można je nawet cytować. Pewnie to zasługa radia, które czasem przypomina, że te teksty, znanych bardzo wykonawców. są jej autorstwa. I może jeszcze Braunek, bo pojawiła się na jakimś tam „Rozlewisku”, które oglądali rodzicie zachęcali, choćby dla niej.

Kalina Jędrusik to ikona seksapilu lat któryś tam. Nie moich, ale „Ziemię obiecaną” oglądałem. I nawet nie wiedziałem, że to ona z Olbrychskim w powozie konnym baraszkowała. A potem w wagonie kolejowym. Rany, zastanawiałem się wtedy, komu PKP te wagony udostępnia?!

Elżbieta Czyżewska? Znam ją tylko z jednego filmu: „Gdzie jest generał?” Znakomita komedia. Ale nie wiedziałem, że aktorka ta była jedną z najbardziej pożądanych ówczesnych czasów, że grała w kilku filmach rocznie, że znakomicie znajdowała się również w dramatach, a nawet musicalach.

Małgorzatę Braunek pamiętam z „Potopu”. Lektura obowiązkowa i oglądanie filmu też. Szczerze, to nie zachwyciła mnie wtedy za bardzo. Serialowa „Lalka” to właściwie telewizyjny odlot. Rodzice mówili, że była wspaniała, zupełnie inna niż Beata Tyszkiewicz, która zagrała tę samą rolę w filmie kinowym.

No i Osiecka. Zdaje się, że nawet nie wiemy, że nucimy jej teksty. Zupełnie nieświadomie, bo nawet nie wiemy, że to ONA jest ich autorką.

Może właśnie dlatego jestem pasjonatem książek Sławomira Kopera. Cztery kobiety to właściwie uzupełnienie jakże bogatego obrazu czasów, w których żyły, pracowały, a potem egzystowały właściwie.

Książkę przeczytałem, a potem podrzuciłem ją rodzicom. I szok. Godzinami gadaliśmy o Jędrusik, o jej prowokacjach, które tak denerwowały Władysława Gomółkę i jego żonę. Jej wielki krzyż (katolicki) na dekolcie, Albo prawie gołe plecy. To prawdziwa legenda. Jej małżeństwo z Dygatem, który zgadzał się na seksualne przygody małżonki, bo sam z życia płciowego zrezygnował. I samotność gwiazdy po jego śmierci.

Czyżewska, która mogła być w Polsce prawdziwą królową kina. I przez wiele lat nią była. Ale marzyła jej się kariera większa, międzynarodowa, i miał jej w tym pomóc mąż-Amerykanin. Nie udało się. Alkoholiczka, która wyleczyła się z choroby, kiedy budząc się rano, zorientowała się, że leży w łóżku z jakimś lumpem.

Że Osiecka była żoną (zdaje się kilkumiesięczną) Frykowskiego, dziadka „Frytki”, wybaczcie, tej babki, która kopulowała (jeszcze raz wybaczcie) w „Big Brotherze”. Ale to również matka Agaty Passent, już bardziej nam (przepraszam, że wypowiadam się w imieniu pokolenia) znanej, choć robiącej nadal karierę na sławie swojej matki. Znakomita tekściara tysięcy znakomitych piosenek i poetka. A przy okazji alkoholiczka.

Zresztą nie tylko ona. Chlała Jędrusik, piła nad umiar Czyżewska, tylko Braunek uciekła w buddyzm (ale to nie używka, choć reżyser Kutz mawiał, że jak da się do wypicia setkę, bo zagra wspanmiale). Szokiem dla pokolenia jej wielbicieli było to, że niemal z dnia na dzień „uciekła” z filmu, kina. Którą z obecnych „gwiazdeczek” byłoby na to stać? Być po prostu sobą, a nie wylansowaną przed debilne media, stacje telewizyjne, idolką niewiadomo kogo i czego. Znaczy się wiadomo; niewykształconych, zdegenerowanych ponad miarę widzów, którzy karmieni są debilnymi serialami.

Cztery kobiety, które w swoich latach znaczyły wiele, bardzo wiele.

Zaletą chyba wszystkich książek Kopera jest to, że niejako przy okazji „sprzedaje” nam, młodemu pokoleniu, nieznającemu niczego z XX wieku, to, co wydaje się wtedy pasjonujące, to czym wtedy żyło pokolenie dla nas już powoli wymierające…

JAKUB WYRWAŁ

Zachłanne na życie, Sławomir Koper

Czerwone i Czarne