Aktywność na miarę schizy

Prezydent się uaktywnił! Ta wiadomość wstrząsnęła przede wszystkim jego obozem. Wstrząsnęła i zaskoczyła. Okazało się, że ich prezydent już nie tylko nauczył się używać długopisu do podpisywania wszystkiego, ale ma też własne pomysły. Parafrazując wieszcza: Rzecz to niesłychana i niespotykana…

Jeszcze nie tak dawno prezydent przekonywał wszystkich, że nie jest ich prezydentem. Tzn. wszystkich. Logiki odmówić mu nie można. Nie wszyscy go wybrali. Zabrakło mu już chyba odwagi na stwierdzenie, że jest prezydentem tylko tych, którzy na niego głosowali. Bo to z kolei mogłoby oznaczać, że jest prezydentem mniejszości, a nie głową państwa…

Ale niemal w chwilę potem prezydent zapowiada referendum w sprawie konstytucji. A referendum oznacza, że będzie pytał WSZYSTKICH Polaków. Skąd raptem na głosach WSZYSTKICH mu zależy. A może nie zależy, tylko liczy, że znowu zagłosują ci sami i referendum padnie. Ale przecież próbował.

Mniejsza o to, że nie wiadomo nad czym Polacy mieliby głosować. Mniejsza o to, że termin referendum (11 listopada 2018) jest i niefortunny i być może niezgodny z prawem. Ale prezydent przecież chce. Nikt mu teraz nie będzie zarzucał, że tylko podpisuje i na nartach jeździ. Swoją drogą ciekawe, którą z dyscyplin wybierze sobie na lato. Może narty wodne?

Nie jestem prezydentem wszystkich Polaków, więc nie wszystkimi będę się zajmował...Mniejsza o to, że z kręgów jego ugrupowania dochodzą głosy, że „ukradł” pomysł PiS-u. Przez lata był członkiem tej partii, a być może i miał wielki wkład w prace nad nową konstytucją. Tego już nie dopowiedział. Ważniejsze jest jednak, że publicznie to on rzucił hasło referendum konstytucyjnego.

Jak na prezydenta nie wszystkich Polaków przystało zaczął się też zajmować poszczególnymi jego grupami (bo nie wszystkimi). Na początek tymi, którzy korzystają z… solariów. Do Sejmu trafił prezydencki projekt ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami korzystania właśnie z nich. Wychodzi na to, że swoje zainteresowanie narodem rozpoczął od kilku jego procent.

Nie będą z nich mogli korzystać niedorośli, nie będą się mogły one reklamować, stosować promocjo obniżających ceny usług i ostrzega przed szkodliwością z nich korzystania.

W uzasadnieniu projektu można znaleźć stwierdzenia o tym, że jednokrotne skorzystanie z solarium przez osoby poniżej 30. roku życia powoduje wzrost zagrożenia wystąpienia nowotworu skóry o 20 proc., a kilkukrotne aż o 75 proc. Że w Polsce w latach 1994-2014 zachorowalność na czerniaka złośliwego i liczba zgonów spowodowanych tą chorobą wzrosła dwukrotnie.

Prawda to. Ale dlaczego nie pójść dalej? Przecież czerniak to nie tylko opalanie się w solarium, ale również wprost na słońcu. Na tę chorobę zapadają o wiele częściej ludzie, którzy nigdy w życiu nawet nie przeszli koło salarium.

Dlaczego więc, w trosce o zdrowie (tym razem) WSZYSTKICH Polaków nie prowadzić po prostu zakazu opalania się w ogóle? Albo nie prowadzić jego limitowania np. do godziny dziennie? A może jeszcze nałożyć kary na… Słońce, że za mocno świeci? Albo na chmury, że je za rzadko zasłaniają?

Można oczywiście rozumieć troskę głowy państwa o zdrowie narodu. Ale czy opalanie się w solariach garstki ludzi, którzy świadomie sobie szkodzą jest warte jego zaskakującej aktywności. Skoro już się na nią po prawie dwóch latach urzędowania zdecydował, to może skierować ją na inne pola. Np. całkowity zakaz palenia papierosów, spożywania alkoholu, o wychodzeniu z domu nie wspominając.

Mimo wszystko powinniśmy się cieszyć. Prezydent w końcu się auktywnił. Powoli wychodzi ze schizy…

JERZY WĘGIEŁEK