Nieporozumienie z nieporozumieniem

Znany intelektualista minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Błaszczak – oczywiście z PiS, bo tylko ta partia ma monopol na mądrych ludzi potrafiących dokonać „dobrą zmianę”, kilka dni temu wygłosił , który to już raz!, niezwykle doniosłą opinię: „Wybór Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej, to nieporozumienie”.

Oczywiście, to nie tylko nieporozumienie, to wręcz skandal, aby na tak wysokie stanowisko, najwyższe jakie kiedykolwiek zajmował Polak powołano kogoś, kto się wychował na podwórku w Gdańsku, a nie z Żoliborza, warszawskiego zgłębia inteligenckiego i ten ktoś ma prawo do używania słowa profesor przed nazwiskiem. To nic, że nie zna żadnego języka obcego, a podobno z takim tytułem powinien znać przynajmniej dwa obce i nie mieć trudności z poprawną wymową wielu wyrazów w języku rodzimym. Według obecnie stosowanych w Polsce standardów wykształcenie nie jest czynnikiem decydującym w obsadzie wysokich stanowisk ani w polityce ani w innych dziedzinach ważnych dla państwa.

Mamy tego liczne dowody. Inteligent Blaszczak, który za rządów PO i Donalda Tuska jako premiera zazwyczaj pytany przez dziennikarzy o cokolwiek zaczynał od słów: „Polska jest w ruinie a w Warszawie nic się nie buduje”, następnie wypowiadał równie mądre opinie o wszystkim co się w kraju dzieje. A działo się wyłącznie źle. Od czasu, gdy wybory wygrał PiS, został ministrem i ma okazję stanąć przed mikrofonem w radio czy przed kamerą telewizyjną aby wygłaszać jakże trafne myśli.

Do takich m.in należy jego wystąpienie 11 lutego w kilkanaście godzin po wypadku samochodowym premier Beaty Szydło, w którym od razu wskazał kto był sprawcą. Minister czegokolwiek powinien znać choćby kilka podstawowych pojęć prawnych m.in. że winę należy udowodnić a o tym decyduje sąd, a nie on.

Nieporozumieniem, panie Błaszczak, nie jest powołane Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej lecz pana na ministra. I to tak ważnego jak spraw wewnętrznych i administracji. Organu, któremu podlega policja. I tu ma pan pole do popisu, choćby w sprawie Igora Stachowiaka, który zginął rok temu na posterunku policji we Wrocławiu porażony przez policjanta paralizatorem. Dotąd sprawca nie został karany.

ANDRZEJ MARTYNKIN