Festiwal opolski uratowany!

I w dodatku zagwarantowany będzie odpowiedni jego poziom. Na nic zacieranie dłoni z radości przez wrogów dobrej rozrywki i złorzeczenie na jakieś wydumane oskarżenia o cenzurę. Co za bzdura! W sukurs najlepszemu prezesowi TVP od zakończenia wojny, ba, od Chrztu Polski, przyszli najwierniejsi słudzy Najjaśniejszej.

Jakaś garstka wykonawców podrzędnej kategorii wymyśliła jakiś urojony bunt. Znaczy się teraz okazuje się, że są oni podrzędnej kategorii. Bo kiedy scenariusz 54. Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej Opole 2017 powstawał, było to gwiazdy najznamienitsze, te, które przeważającej większości zagwarantowały telewizji narodowej oglądalnościowe zwycięstwo w konkurencji gal noworocznych.

Z pewnością cios to ogromny dla prezesa. Nie tego Prezesa, tylko prezesa TVP. Ale spoko. Jeśli inni widzowie zachowają się podobnie do mnie, to sukces i tak będzie murowany. Z ciekawością bowiem przyjrzę się następcom Rodowicz, Kayah, Piaska, Hyżego, Nosowskiej, Kombi, Orzecha i pewnie paru innych. Być może gdyby nie ten „bojkot”, przez lata bylibyśmy skazani na te beztalencia. Zresztą większość z nich dorastała w wiadomo jakich czasach, więc pewnie sporo mają za uszami. Harcownicy z IPN już ruszyli do pracy, a dla niektórych profesor Cenckiewicz szykuje kolejną publikację.

Na Woronicza od rana do wieczora prezes ćwiczy nowe utwory… W razie czego wystąpi nawet on i uratuje Festiwal. To postawa godna prawdziwego patrioty…

Prezes (ten mniej ważny) otrzymał również wsparcie od swoich koalicjantów. Największe, jak zresztą można było się spodziewać, nadeszło od ministra Antoniego Macierewicza. Nie, Misiewicz nie zastąpi Orzecha i nie będzie prowadził kolejnych koncertów. Co najwyżej benefis Jana Pietrzaka, czyli kolejne uczczenie półwiecza błąkania się po scenach coraz bardziej zagubionego w rzeczywistości autora skeczów i kilku piosenek. Ale rozmowy w tej sprawie jeszcze trwają, bo podobno gwiazda TV Republika stawia dość wygórowane żądania finansowe. W sumie trzeba się cenić, skoro ma się zapowiadać taką „gwiazdę”.

W sukurs przyszedł również korpus oficerski. Chór 132 podporuczników służących w jednostkach kleryckich będzie dopełnieniem każdego wieczoru. W programie mają być pieśni patriotyczne oraz te wychwalające wiadomo których i wyśmiewające tych pozostałych. Próby chóru trwają od momentu nominacji, gdyż panowie, kiedy usłyszeli z ust ministra, że są elitą narodu, wzięli to sobie do serca. Elita będzie więc śpiewała dla elity.

Na korytarzach Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego słychać również głosy, że może tak ściągnąć na Festiwal znakomite kiedyś No To Co, Czerwone Gitary, Trubadurów, Alibabki oraz solistów w osobach Czesława Niemena, Annę German, Irenę Santor, Ewę Demarczyk, Krzysztofa Krawczyka ,Krzysztofa Klenczona czy Marka Grechutę. Podobno minister osobiście układa listę…

Do Festiwalu (9-11 czerwca) pozostało już niewiele czasu. Swoje trzy grosze dorzucił wicepremier Morawiecki. Zaproponował, aby na deskach opolskiego amfiteatru wystąpiły zespoły uchodźców i uciekinierów , tak chętnie przyjmowanych w naszym kraju. Tych ze Wschodu oczywiście. Miałby to być „Wieczór Braci Ukraińskich, Białoruskich i Rosyjskich”. Może nie braci w wierze, ale z pewnością w niedoli. Na tę wieść podobno udziałem w Festiwalu zainteresowała się Ałła Pugaczowa. Problem tylko w tym, że to przyjaciółka Rodowicz…

Protestujcie sobie! Bojkotujcie! Wkrótce polscy widzowie i słuchacze w ogóle o Was zapomną! A na Wasze miejsce przyjdą prawdziwi patrioci, prawdziwi Polacy, którzy nie dadzą zniszczyć polskiej perły na światowym firmamencie festiwali piosenek!

JERZY WYTRAMENT