Policja wie lepiej

W pewnej instytucji urządzono konkurs na księgowego. Zgłosiło się kilkunastu kandydatów. Przed komisją staje pierwszy. Pada proste pytanie:

– Ile jest 2 x 2?

Kandydat zdziwiony tak łatwym pytaniem odpowiada natychmiast: 4.

-Dziękujemy, pana nie zatrudnimy.

Gdy wychodzi pozostali natychmiast dopytują się o co był pytany. Odpowiada. Dziwią się . Z chwilę wychodzi drugi.

– O co pytali? O to samo, ile jest 2×2?

– I co powiedziałeś?

– Że .5 . Ale dla nich to źle.

Sytuacja się powtarza . Pytanie jest zawsze takie samo. Odpowiedzi różne i nikt nie zostaje zatrudniony. Wreszcie wchodzi ostatni.

– Ile jest 2 x 2? – pada to samo pytanie.

– A ile ma być?

– Gratulujemy, wreszcie właściwa odpowiedź, jest pan przyjęty. Pani Aniu proszę przygotować umowę.

To oczywiście dowcip. Przypomniał mi się w sobotę 6 maja, gdy oglądałem transmisję z Marszu Wolności na kanale TVN 24. Tłumy na miejscu zbiórki na Placu Bankowym a jeszcze większe na „mecie” na pl. Konstytucji. Kilkadziesiąt tysięcy. A ile konkretnie? Zależy dla kogo. Tak jest za każdym razem, gdy dochodzi do ulicznych manifestacji. Dla organizatorów ok. 90 tysięcy, według ratusza ok. 50-60 tysięcy. a dla Komendy Stołecznej Policji zaledwie…  9 tysięcy.

Nie ma się co dziwić. Marsz Wolności, to marsz przeciw antydemokratycznym pisowskim rządom. Policja podlega MSWiA, na którego czele stoi minister Mariusz Błaszczak, przysięgły pisowszczyk, który nie może pozwolić, aby w Polskę i świat poszły informacje o tak masowym udziale społeczeństwa przeciw państwu kaczystowskiemu. Oczywiście, że każdy, kto był na manifestacji lub widział w telewizji te tłumy zdaje sobie sprawę, że liczba uczestników wymienianych przez policję jest celowo zaniżana. Jest ona adresowana przede wszystkim do mediów sprzyjających PiS jak rydzyko – radiomaryjne, telewizja Kurskiego, jakichś klerykalnych „Dzwonków częstochowskich” i innych tego typu.

W poniedziałkowych (8 maja) wydaniach sprzyjających PiS były publikacje o jakimś marszyku opozycji, na którym miały być setki tysięcy, a przyszło zaledwie 9 tysięcy.

Na manifestacjach przeciwko obecnej władzy ma być tyle uczestników ile władza sobie wymyśli. Przecież nie może być, że przeciw „dobrej zmianie” są tłumy. To już zaczęło się na pierwszym marszu KOD 13 grudnia 2015 r. Pisałem o tym w MY 21, bo byłem uczestnikiem tej manifestacji. Pod pałacem prezydenckim, gdzie kończył się marsz spytałem policjanta z krótkofalówką czy może wie ilu jest uczestników?

Przed kilkoma minutami mieliśmy informację, że 45 tysięcy –padła odpowiedź, którą słyszeli stający w pobliżu.

Jaki był „oficjalny komunikat policji? Zaledwie …. 15 tysięcy.

Liczyć można różnie. Władze Warszawy, że 4 osoby na 1m2, mnożone przez szerokość ulicy i długość pochodu , na oko i po… policyjnemu czyli jak w tym dowcipie na początku: a ile ma być, żeby było dobrze.

Mam swój sposób liczenia. Przez 46 lat chodziłem służbowo na stadiony, różnej wielkości i na różne imprezy, nie tylko w Polsce, Mam pojęcie jaką przestrzeń zajmuje na ulicy kilkanaście tysięcy widzów, kilkadziesiąt czy blisko 100 tysięcy wychodzących po imprezie., jak np. w 1973 r. na Stadionie Śląskim, gdy pierwszy w historii polskiego żużla mistrzostwo świata zdobywał Jerzy Szczakiel.

Po pierwszej manifestacji KOD idącej z al. Szucha alejami Ujazdowskimi, Nowym Światem i Krakowskim Przedmieściem, gdy czoło dochodziło do pałacu prezydenckiego, to koniec nie minął jeszcze al. Jerozolimskich informowanie, że obecnych było 15 tysięcy, nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. To wręcz łgarstwo.

Podobnie w minioną sobotę.

Jestem pewien, że gdyby sobotni Marsz Wolności kończył się na Stadionie Narodowym, którego pojemność to 58.500 miejsc, nie wszyscy by się zmieścili.

Policjo nie ośmieszaj się, wiem jednak, że będziesz to robić.

ANDRZEJ MARTYNKIN

PS. Po wypadku premier Beaty Szydło w Oświęcimiu 10 lutego, na drugi dzień minister Błaszczak już wskazał winnego. W tym portalu pisałem, że śledztwo może trwać nawet kilka miesięcy. 10 maja miną trzy, a właśnie zostało przedłużone i potrwa do10 sierpnia. Czyli pół roku. Im dłużej tym więcej prawdopodobieństwa, że do wypadku nie przyczynił się kierowca seicento Sebastian K. oskarżony przez ministra.