Prezydent zakoszyczkowany

Prezydent RP wcale nie ogłosił, że nie jest prezydentem wszystkich Polaków. To nadużycie. On po prostu potwierdził fakt, że nie może nim być skoro został wybrany przez jakieś tam ponad 50% biorących udział w wyborach.

Nawet mi się to podoba. Ma gościu jaja, żeby w końcu to przyznać, choć trochę czasu zajęło mu dodarcie do tej prawdy. Prawie dwa lata. Ale lepiej niż później. I nie będzie już musiał śmiać się, kiedy będzie słyszał, że nie jest prezydentem wszystkich Polaków, bo podpisał jakąś ustawę, na którą się jakaś grupa społeczna nie zgadza.

Może już teraz spać spokojnie i podpisywać tylko te ustawy (inne do niego nie trafiają), które zadowalają jego wyborców i ugrupowanie polityczne, które go na urząd wypchnęło.

Tak jest o wiele uczciwiej.

Zamiast więc wytykać mu, że przyznał się, że reprezentuje tylko wyborców, robi mu się wyrzuty, że nie jest prezydentem wszystkich i jeszcze ma czelność to ogłaszać.

Nie głosowałem na niego, ale jest moim prezydentem, prezydentem Polski, mojej ojczyzny. Wiem, brzmi to strasznie, ale to prawda.. Z ciekawością też obserwuję jego osobisty rozwój.

Prezydent przeszedł intensywne szkolenie w zakresie wystąpień publicznych. To słychać i widać. Zwłaszcza widać. Choć ostatnio i słychać.

Prezydent RP, mój prezydent uczniem jest pojętnym. Gorzej, że nauczycieli miał do bani. A właściwie nie do bani tylko pewnie po miesięcznym kursie public relations na jednej z najbardziej cenionych przez władze uczelni polskiej. Skąd taki wniosek. Bo tylko po miesięcznym kursie można wmówić totalnemu laikowi, że najważniejszy w wystąpieniu publicznym jest tzw. koszyczek.

To niby taki magicznych układ palców, w którym kciuk i kolejne palce lewej dłoni spotykają się opuszkami ze swoimi odpowiednikami tej drugiej (lub na odwrót).

Co by się nie mówiło, co by się nie przekazywało, to odpowiedni układ dłoni (a właściwie ich palców) ma zapewnić słuchaczy, że mówi się prawdę i tylko prawdę. Prawdę w więcej niż 100 procentach.

Tego właśnie uczą niedouczeni specjaliści PR (public relations), którym wydaje się, że są ekspertami w tzw. mowie ciała. Całe wystąpienie publiczne sprowadzają do nieszczęsnego koszyczka.

I prezydent nasz (muszę przestać używać tego przymiotnika, skoro nawet on sam „naszym” być nie chce) zakoszyczkował się na całego. Miesięcznica, wystąpienie przed Pałacem – koszyczek, spotkanie z harcerzami – koszyczek, oddanie hołdu żołnierzom LWP (Ludowe Wojsko Polskie – szok, że w ogóle o nich pamiętał) poległym przy forsowaniu odry w 1945 roku – koszyczek.

Prezydent Polski nie składa właściwie palców dłoni w koszyczek tylko wtedy, kiedy siedzi. A może i składa, tylko kamerzyści nie przeszli odpowiedniego szkolenia i nie wiedzą, że to dłonie są najważniejsze.

Może się więc wkrótce okazać, że nawet telewizyjne wywiady (oraz radiowe, które potem pokazywane są w sieci) będą wkrótce odbywały się na stojąco. Ot, taka nowa świecka (przynajmniej póki media narodowe są jeszcze świeckie) tradycja.

Andrzej Duda może i kiedyś marzył o tym, żeby być prezydentem wszystkich Polaków. Nie udało się, bo nie mogło się udać. Nawet w najbardziej optymistycznych wizjach nie mógł przypuszczać, że dostanie 100 procent głosów wyborców. A więc od początku kłamał. Kłamał wmawiając, że chce nim być. Teraz potwierdził, że nigdy nie mogło być to zrealizowane, czyli mówiąc o tym byciu po prostu kłamał.

Z niecierpliwością czekam, aż prezydent pójdzie krok dalej. Kierunek wskazała mu już rzeczniczka jego byłej partii (ale bez koszyczkowych szkoleń), która nie raz stwierdzała, że PiS ma swojego prezydenta, swój rząd i większość parlamentarną..

Panie Prezydencie, do dzieła! Najgorsze są półprawdy. Nie jest Pan prezydentem wszystkich Polaków. Jest Pan prezydentem partii, tej jednej partii. I na dodatek prezydentem lepszego sortu Polaków.

I proszę nie zapomnieć o koszyczku…

JAKUB WEJDYCH