Każdą wiarę trzeba podtrzymywać, tę smoleńską również

Wiara czyni cuda. Nie tylko ta nasza. Praktycznie każda. Bo każda wiara nierozerwalnie związana jest z cudami. Tymi mniej lub bardziej wiarygodnymi. A wszystko wyłącznie po to, aby przyciągnąć coraz to nowych wyznawców i utwierdzić w wierze tych zadeklarowanych.

Religia smoleńska stale potrzebuje paliwa. U jej zarania wystarczyło przekonanie, że TAKI samolot, Z TAKIMI ludźmi na pokładzie NIE MÓGŁ tak po prostu spaść. Że musiał to być ZAMACH. I do tak postawionego dogmatu zaczęto doszukiwać się ewentualnych uzasadnień w rzeczywistości, objawień.

I jak w każdej religii muszą być oczywiście cuda. Te prawdziwe i fałszywe. Cudem byłyby pancerne brzozy, ale wiadomo przecież, kto mógłby być jego autorem. Cudami natomiast z pewnością są dowody odnajdywane przez apostołów. Tych wybrańców, którzy prawdę mają głosić. I wynajdowanie również coraz to nowych CUDÓW, które religię mają uzasadniać

Apostołowie objawili prawdę….

Cudem więc odnaleziono „nieznane” do tej pory nagranie. Nagranie, które ujawniło, że dowódca lotnictwa złamał podstawowe zasady przewozu ważnych osobistości. W ogóle transportu lotniczego. Wie o tym każdy, kto choć raz leciał samolotem. Przed startem powitał go kapitan samolotu. Nie dyrektor portu lotniczego, nie szef związku zawodowego pilotów, ale właśnie kapitan. Tak samo powinno być i wtedy.

Cudem są również odnalezione dokumenty, świadczące o tym, że rosyjską służbą naziemna, która miała bezpiecznie sprowadzić na ziemie samolot w Smoleńsku dowodził jakiś generał z… Moskwy. W dodatku generał z niezbyt świetlana przeszłością.

Cudem odnaleziono ślady tego, czego śladów odnaleźć nie można było – bomby termobarycznej…

Ponad 12 miesięcy przemyśleń apostołów religii smoleńskiej i nadal pozostają oni w świecie teorii. Ale na tym właśnie polega religia. Dowody w niej są zawsze wątpliwe. Ale to najmniej ważne. Ważne jest, że owe teorie podtrzymują wiarę. A jest to bardzo potrzebne.

Tak samo, jak dalsze dzielenie społeczeństwa na tych wierzących i tych pozostałych. Ci pierwsi to oczywiście ta lepsza część. W każdej religii tak jest. Wyznawcy są zawsze lepsi od niewierzących lub wyznających inną religię. I dla niektórych ten podział był od razu zauważalny. To wyłącznie ci pierwsi oddawali szczerze hołd, a ci drudzy, ci gorsi, od samego początku z największej tragedii kpili. Siedem lat wystarczyło, aby zupełnie zatrzeć w pamięci tamte dni. Ale nie ma innego wyjścia.

Ponad 12 miesięcy milczenia w sprawie kolejnych cudów religii smoleńskiej doprowadziło do pewnego zastoju w pozyskiwaniu nowych wiernych. Trzeba było więc wykonać zdecydowane ruchy. Choćby i pozorne. Ale wykazujące, że kolejne dogmaty są niepodważalne. Może się ktoś na nie nabierze…

JANUSZ WYRAZEK