Fatalne skutki próby rozmowy o kotach

Tylko najwięksi złośliwcy mogą sugerować, że Naczelnik Państwa poleciał do Londynu, aby za plecami Unii rozmawiać z brytyjską premier o Polakach, którzy wybrali Wielką Brytanię za miejsce swojego tymczasowego/stałego pobytu. Przecież to niemożliwe, bo Naczelnik doskonale wiem, że negocjacje z Londynem ma prowadzić Unia, a nie każde państwo z osobna.

Sprawa jest bardzo prosta. Brytyjska premier jest miłośnikiem kotów. Tak samo jak Naczelnik. Co prawda, ona w ogóle, a on tylko jednego, ale przecież kot jest kotem.

O wizycie Naczelnika wiedział ten, kto musiał. Na przykład prezes tzw. Telewizji Narodowej. Wiedział, bo wysłał tam dziennikarza, aby wizytę tę relacjonował. Niestety, przez zwykły zbieg okoliczności spotkania relacjonować on nie mógł, bo do niego nie doszło. W stolicy Wielkiej Brytanii doszło do aktu terroryzmu.

Dziwić się tylko należy, że nikt jeszcze nie powiązał ataków (m.in. na lotnisku) z przylotem Naczelnika. Przecież ewidentnie widać, że mógł to być zamach na jego życie. Na brata tego, którego jakoby miano zamordować pod Smoleńskiem.

Tylko ślepiec nie widzi tego powiązania. Macki zamachowców sięgają daleko. Wizyta Naczelnika tak ściśle trzymana w tajemnicy jednak nią do końca nie była. Trzeba natychmiast powołać specjalną komisję (może nawet sejmową), która zajmie się zbadaniem tej sytuacji. Bo skoro seria ataków zbiegła się z wizytą Naczelnika, to dla wszystkich jest jasne, że była to próba zamachu na niego!

Należałoby natychmiast rozszerzyć zakres działania tzw. komisji ministra Macierewicza o śledztwo w sprawie londyńskich wydarzeń. Dla kogo, jak dla kogo, ale dla niego jasnym powinno być, że akty, do których tam doszło, były mierzone w Naczelnika.

Winnych nie trzeba szukać daleko. Przecież wiadomo, że za tym wszystkim stoi Tusk. Tak, nikt inny tylko on. Poświęcił ponad dwa lata swego przywództwa Radzie Europejskiej, aby ten zamach przygotować. Naczelnik, który zazwyczaj nie miał w zwyczaju w jakikolwiek sposób opuszczać ziemi polskiej, naszej ukochanej ziemi, w końcu wsiadł do samolotu. Nobel dla tego, kto go do tego przekonał. A może szubienica? Bo przecież ewidentnie z zamachem był związany.

Opozycja i nieprzychylne (delikatnie mówiąc) Naczelnikowi media rozpętały kolejną nagonkę. Jak to jest, że Naczelnik-szef partii leci rozmawiać z premier obcego rządu o… Właśnie. Najprościej zarzucić, że o Brexicie. G…no prawda! Naczelnik poleciał, bo dowiedział się, że premier Wielkiej Brytanii, tak samo jak on sam, uwielbia koty. I o nich właśnie chciał rozmawiać.

Jak widać bardzo łatwo jest zmanipulować fakty.

Zupełnie inną kwestią jest przeciek informacji, że Naczelnik do Londynu leciał i w ten sposób stał się celem terrorystów. Należy jak najszybciej rozpocząć zakrojone na szeroką skale śledztwo, gdzie ten przeciek nastąpił. Kto przekazał ściśle skrywaną, największą tajemnicę państwa polskiego? Jak to możliwe, że rozmowa o kotach mogła przeniknąć do wrogich Naczelnikowi ugrupowań w Europie? Co oczywiście doprowadziło do próby zamachu na niego.

JANUSZ WETKAŁ