Prezydent listy pisze

Nie wiem, kto doradza głowie państwa publiczne ośmieszanie się. Jeśli ona (głowa) sama tego nie widzi, to tym gorzej. Może zamiast doradcy od szusowania po stokach, powinna zatrudnić w końcu choć jednego specjalistę od utrzymania resztek godności urzędu Prezydenta RP.

Nie mnie oceniać, czy w armii naszej dzieje się dobrze, czy źle. Ci, którzy nią kierują – były aptekarz i jego pryncypał – mają ustawowe prawo dymisjonować, kogo im się tylko podoba. W tym również iluś tam gwiazdkowych generałów i to bez podania nawet słowa wyjaśnienia. Ich PiS-owskie prawo, skoro już mniejszość, która poszła do urna wydała taki a nie inny wyrok. Ich poprzednicy też zwalniali, poprzednicy poprzedników również. Historia zakręca koło.

Zastanawiać natomiast może, dlaczego z najwyższych stanowisk w naszej armii rezygnują SAMI generałowie. Farby nie puszczają, media gubią się w domysłach, a przeciwnicy polityczni spekulują.

Pogłoski te dotarły również do głowy państwa, która z urzędu sprawuje nadzór nad Polskimi Siłami Zbrojnymi. Przynajmniej teoretycznie, bo stan pokoju (na razie) mamy, więc głowa wspomaga się ministrem od katastrofy smoleńskiej.

Ktoś podpowiedział głowie, aby zaczęła listy do ministra pisać. To jeszcze pół biedy. Ale ten ktoś doradził również, aby listy te upubliczniać. Niby taki wyraz troski o poczynania ministra. A właściwie ich brak. A poszło o jakichś tam attachatów.

Głowa niby napisała (bo przecież nikt chyba nie wierzy, że zrobiła to osobiście), czy minister mógłby uprzejmie wyjaśnić, dlaczego w paru bardzo ważnych naszych placówkach zagranicznych do tej pory nie ma panów, którzy zwykle paradują tam oficjalnie w mundurach. Za tych, którzy mundury zostawili z domach odpowiada inny resort, którego głowa zwierzchnikiem już nie jest.

I minister odpisał, co też zostało podane gawiedzi. Chodzi o to, że kandydaci są, tylko procedura sprawdzania trwa długo. I nic dziwnego. Dlaczego potem ma się okazać, że żona jednego, czy drugiego podpisała jakiś czas temu lojalkę esbecką. Nie chce powtórzyć wpadki kolegi z innego resortu, który tajnego współpracownika ambasadorem w Berlinie zrobił. A może ojciec zwalczał zapomnianych wyklętych? A może dziadek współpracował z Dzierżyńskim? A może… sprawdzanie takie może potrwać miesiącami, latami nawet.

Na szczęście prezydent będzie korespondencję kontynuował. Nie wiadomo, jak długo bo adresat może przecież poskarżyć się Naczelnikowi i wtedy nawet ta sporadyczna (pierwsze listy po ponad półtora roku) może się urwać. Minister bowiem na wystarczająco dużo obowiązków, aby jeszcze na jakieś bzdurne listy odpowiadać. Mała poprawka; Misiewicze i Jannigery ministra mają zbyt dużo wazeliniarskich obowiązków, aby na te listy odpisywać.

Z kręgów tzw. pracowników kancelarii głowy państwa wyszedł komunikat, że owa głowa nosi się z zamiarem kontynuowania korespondencji. Nosi się z zamiarem… Ciekawe. Zawsze wydawało mi się, że ktoś, kto podaje się za tzw. rzecznika głowy państwa, powinien skupiać się wyłącznie na faktach, a nie zamiarach. Ewentualnie planach, ale nie zamiarach.

W sumie to nawet dobrze. Naród jest przekonany, że jego głowa nie tylko na nartach umie szusować, ale i trudna sztuka epistolografii nie jest jej obca…

JERZY WYPAŁ