Czyszczenie dyplomacji z dyplomatów

Podziwiam poczucie humoru pani premier. Twierdzi, że pozbawienie pracy grubo ponad setki pracowników resortu SZ usprawni polską służbę zagraniczną. Ze służby tej mają odejść wszyscy, którzy przyznali się, zgodnie z zapisami ustawy lustracyjnej, do współpracy z tajnymi służbami PRL.

Poseł Sasin, PiS-owska buźka najbardziej kontrowersyjnych spraw, uważa, że pracę muszą stracić również ci, którzy kształcili się zagranicą (wiadomo którą) i służyli „innemu panu”. I pewnie służą nadal.

Dodałbym do tego również tych, którzy kształcili się na uczelniach zachodnich. Nikt bowiem nie może zagwarantować, że nie przeszli oni prania mózgów i nie współpracują z ichniejszymi służbami wywiadowczymi.

Dodałbym do tego również wszystkich, którzy znają języki obce, bo przecież nie uczyli się ich sami w domach, ale często u obcych nauczycieli i nie wiadomo, czy w międzyczasie nie stali się wyznawcami obcych ideologii.

Pierwsi studenci Akademii Dyplomacji MSZ rozpoczęli roczną (!) naukę w lutym br. .. Za kilkanaście lat może ktoś z nich zostanie ambasadorem…

W takim razie z dyplomacji powinno się usunąć wszystkich, którzy do tej pory mieli  z nią jakikolwiek kontakt. Dopiero wtedy będziemy pewni, że nasze służby dyplomatyczne wolne są od jakiegokolwiek obcego skażenia. I obcych wpływów oczywiście.

Ale pani  premier najbardziej boi się wpływów ze wschodu i podpisała się pod takim właśnie projektem. Nie zastanowiło jej nawet przez sekundę, że być może porażka kandydata Saryusza-Wolskiego wynikała wyłącznie z tego, że nasze służby zagraniczne są dokumentnie zinfiltrowane przez wywiady europejskie. I może to nawet one podsunęły pomysł, aby do ofensywy przeciw Tuskowi przystąpić na kilka dni (a nie miesięcy) przed podejmowaną w Brukseli decyzją.

Od samego zarania dyplomacji najważniejszym jej celem jest zbieranie informacji o kraju, w którym dyplomata przebywa. Dzielił się zawsze tą wiedzą ze swoimi zwierzchnikami, ale i odpowiednimi służbami. Te z kolei mogły na tej podstawie dokonywać analizy ewentualnych zagrożeń dla swojej ojczyzny.

Paradoksalnie, gdyby nie współpraca dyplomacji z wywiadem, Gierek nie mógłby zaciągnąć niebotycznych kredytów, a Jaruzelski wprowadzić stany wyjątkowego, nie byłoby anulowania długów w klubach Paryskim i Londyńskim.

Wyjątkowy dyplomatyczny nieudacznik, czyli sam szef resortu, twierdzi, że wyrosło nowe pokolenie Polaków, któremu należy się prawo, aby byli twarzą nowej Polski. Racja, tylko twarzą Polski to może być hydraulik z reklamowego plakaciku, a nie człowiek bez żadnego doświadczenia, które zdobywa się latami.

Czysto mechaniczne czyszczenia kadr MSZ z tzw. współpracowników obejmie również ludzi znanych w świecie dyplomacji, mających kontakty ze swoimi odpowiednikami w wielu krajach i organizacjach międzynarodowych. Mają ich zaufanie. Budowa podobnych relacji przez nowe kadry będzie trwała latami. Będą to więc lata dla Polski stracone.

I to w momencie, kiedy rząd zapowiada, że kraj nasz odrywa coraz ważniejszą pozycje w Europie i świecie. A przecież budowali ją do tej pory właśnie ci, którzy teraz mają odejść ze służby dyplomatycznej.

JAROSŁAW WYKWIT

Fot.: www.msz.gov.pl