Duet egzotyczny

Od wypadku premier Beaty Szydło 10 marca minął ponad miesiąc. I minie następny i chyba jeszcze kilka, zanim poznamy kto zawinił. Młody kierowca seicento Sebastian K. czy kierowca pancernej limuzyny Audi A8 wiozący premier Szydło. I czy do niego przyczynili się dwaj pozostali kierowcy kolumny BOR jadąc w zbyt dużej odległości między sobą.

Dopiero teraz piszę o wypadku, bo czekałem – mniemam, że nie tylko ja – na informacje ze śledztwa, wyjaśniające pewne okoliczności jak doszło do zdarzenia. Po miesiącu dochodzeń wiemy tylko tyle, że pojazd premier Szydło uderzył w drzewo przy szybkości ok. 85 km/h.

Winnym, zwłaszcza dla policji i prokuratury w Krakowie jest 21-letni Sebastian K. z Oświęcimia jadący seicento. Skręcając w lewo wjechał między pierwsze auto a jadące kilkadziesiąt metrów z tyłu drugie z Beatą Szydło. Jej kierowca skręcił w lewo, niegroźnie zderzył się z seicento i rąbnął w drzewo.

Świadkami jedenastu oficerów BOR i dwóch kierowców jadących za seicento. Ale… Natychmiast na polecenie borowców musieli oddalić się z miejsca wypadku. Świadoma decyzja, chęć pozbycia się świadków czy „błąd w sztuce”? Dotąd policja ich nie odnalazła.

Następnego dnia po wypadku, na konferencji prasowej w Warszawie, wystąpił „duet egzotyczny”: minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Błaszczak i wiceminister tego resortu Jarosław Zieliński. Zawsze mają coś nieciekawego do powiedzenia.

Byłem na kilkuset konferencjach prasowych: prezydentów, ministrów, bardzo ważnych osób, prezesów, polityków, działaczy, działaczy wysokiego i niskiego szczebla, jednak nigdy nie słyszałem takich głupot i kłamstw jakie zaprezentowali w telewizji ów minister i jego wice. Nie pierwszy raz zresztą.

Błaszczak stwierdził m.in., że wina Sebastiana K. jest bezsporna, auta miały włączone migające światła oraz sygnały dźwiękowe, poruszały się prawidłowo ok. 50 km/h. A potem było coraz śmieszniej.

Minister podważał prawo do obrony Sebastiana K. i atakował jego… adwokata! Za to, co się dzieje w BOR, za wypadki vipowskich limuzyn winą obarczał…  Platformę Obywatelską i Nowoczesną oraz byłego zwierzchnika BOR gen.. Mariana Janickiego, który został zwolniony… cztery lata temu! Za czasów ministrowania Błaszczaka zwolniono już trzech szefów BOR!!! I wielu oficerów. Za rządów PO – jak twierdził minister – rocznie dochodziło do ponad dwudziestu wypadków kierowców BOR, co jednak nie jest prawdą, jak stwierdził w specjalnym oświadczeniu… BOR.

Ministrowi zawsze najlepiej wychodziło mówienie nieprawdy. Pisałem już na tym portalu, że przed objęciem władzy przez PiS niemal każde wystąpienie w telewizji zaczynał od słów: „ Polska jest w ruinie, w Warszawie nic się nie buduje”, co było kłamstwem, a potem wygłaszał kolejne głupstwa.

Wice Zieliński na tejże konferencji połączył istnienie BOR z etosem AK, żeby nie było wątpliwości Armią Krajową!!! Trzeba mieć nie po kolei w głowie, żeby coś takiego powiedzieć. Mówił też, że być może BOR zastąpi Narodowa Służba Ochrony lecz nad nową nazwą trzeba będzie jeszcze podyskutować.

Jarosław Zieliński kilka dni temu na kolejnej konferencji wystąpił w pojedynkę jednak z tą samą śpiewką, co w duecie ze swoim szefem. Znów o etosie AK i ewentualną zmianą nazwy BOR. Co to wszystko ma wspólnego z wypadkiem? Zmiana nazwy nie poprawi działania BOR ani umiejętności kierowców i sposobu zarządzania jednostką.

Konferencję w sprawie zwołała też prokuratura krakowska , jeszcze prze duetem egzotycznym. Prowadzący dochodzenie prokurator Włodzimierz Krzywicki stwierdził: „Nie wiemy z jaką prędkością przemieszczała się kolumna, ale nie ma też podstaw, by zakładać, ze przekroczyła dozwolona prędkość na obszarze zabudowanym”.

Oj są i to poważne podstawy, prokuratorze, żeby zakładać większą szybkość co widać po uszkodzeniach pancernego Audi A8. Mieszkańcy Oświęcimia mówią, że kolumna odwożąca premier prawie co tydzień na weekend do domu jedzie 80-90 km/h.

Policja i prokuratura nie mogli znaleźć bezpośrednich świadków wypadku. Bez trudu udało się to… reporterom TVN. Śmieszą też takie wypowiedzi jak: „Trwają poszukiwania komputerów pokładowych, żeby można było prędkość określić”. Prawie przez trzy tygodnie nie udało się ich czyli rejestratora znaleźć z tak podstawowymi danymi jak zapis na całej trasie szybkości jak i w momencie wypadku oraz moment hamowania.

W Automobilklubie Polski śmieją się z takich wypowiedzi, wskazujących na dyletanctwo. Odczyt można dokonać nawet bez wyjmowania rejestratora co potwierdzi każdy rzeczoznawca samochodowy i serwis co lepszych samochodów. Czy w BOR nigdy nie kontrolowali dzięki rejestratorowi jak jeżdżą kierowcy? Z jaką prędkością, jakie wykonują manewry, hamują, itp? Nad odczytem pracowali fachowcy z Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie, a do tego nie trzeba ekspertów, a gdy się w końcu udało okazało się, że kierowca wcisnął hamulec, gdy na liczniku było 85 km/h. Panie prokuratorze, to jest dozwolona prędkość na obszarze zabudowanym?

Kolumna rządowa wyprzedzała na podwójnej ciągłej. Bez sygnałów dźwiękowych nie miała prawa. Dlaczego w programie TVP 1 widoczna była pojedyncza przerywana.?

W telewizji takie machlojki, to żaden problem. Tylko dlaczego fałszować rzeczywistość? Bo jest coś do ukrycia? Na szczęście z góry uznany za spowodowanie wypadku Sebastian K. ma bardzo dobrego adwokata, specjalistę od wypadków drogowych i łatwo nie będzie udowodnić, że to tylko jego wina. Reporterzy TVN 24 dotarli do sześciu świadków, którzy nie słyszeli sygnałów dźwiękowych. Dlaczego nie mogła ich znaleźć policja?

Jaki stosunek do wypadku ma tzw. opinia publiczna świadczy spontaniczna zbiórka pieniędzy na nowe Seicento dla Sebastiana K. Wciągu kilku dni zebrano dla „winnego” ponad 120 tys. zł.

Prokuratura, policja, BOR kręcą, świadczy o tym ślimaczenie się dochodzenia. Widać, że z wszelką cenę chcą ukryć powody wypadku.

Na koniec coś o „mistrzu kierownicy” czyli o „słynnym kierowcy” Antoniego Macierewicza, Kazimierzu Bartosiku, rekordzisty przejazdów Warszawa – Toruń i Toruń – Warszawa, tak chwalonego przez ministra. Otóż w „słynnym” wypadku pod Toruniem w drodze do Warszawy wszystko wskazuje, choć oficjalnie nie ma jeszcze potwierdzenia, że nie on zaczął hamować tylko zbliżeniowy system elektroniczny! „Mistrzowi” zabrakło refleksu?

ANDRZEJ MARTYNKIN

One comment

  • Kody

    W mojej firmie produkty rozwożone są własnymi samochodami dostawczymi. Samochody te jeżdżą po Polsce i krajach ościennych (głównie Ukraina, Białoruś). I każdy, ze względów bezpieczeństwa, ma zainstalowany lokalizator, który drogą satelitarną (coś jak GPS) przekazuje wszystkie dane do głównego serwera. Urządzenie rejestruje gdzie jest samochód, z jaką prędkością jedzie, miejsca postoju, po prostu wszystko. I te dane, nawet po kilku miesiącach są do ściągnięcia z serwera. Cholera (delikatnie rzecz ujmując!) mnie bierze na to pisowskie mataczenie!