Rowerowy podatek

Kilka milionów rowerzystów w Polsce to dla rządu kilka milionów potencjalnych nowych, jednorazowych podatników. Jak inaczej bowiem rozumieć pomysł Ministerstwa Infrastruktury, aby rowerzyści obowiązkowo posiadali kartę rowerową.

Podobno kandydat do karty rowerowej będzie musiał uczestniczyć w kursie. Nikt oczywiście nie zorganizuje go za darmo. Pewnie usłyszymy tłumaczenie, że pieniądze te trafią na rynek i wpłyną na podniesienie PKB.

Egzaminów też nikt nie zorganizuje bezpłatnie, czyli trzeba będzie bulić. Tym razem pieniądze trafią od razu do budżetu, gdyż ma je przeprowadzać policja. Trochę mniej do wyspecjalizowanych ośrodków. Zależnie od kwoty może to być kilkaset milionów, a może i kilka miliardów (zależnie od ceny).

Pozostają jeszcze mandaty dla opornych, którzy karty nieposiadaną. Będą narażeni na finansowe kary, więc kolejny budżetowy przychód.

Tłumaczenie, że rowerzyści są sprawcami wypadków można sprowadzić do tego dotyczącego spowodowanych przez pieszych. Swoją drogą nikt na szczęście nie wpadł jeszcze na pomysł karty pieszego, odpowiednich kursów i oczywiście egzaminów.

Zastanawiam się jednak, czy pomysłodawcy rozpatrzy tych zrowerowanych uczestników ruchu drogowego, którzy będą poruszać się wyłącznie ścieżkami rowerowymi. A jest to w niektórych miastach już możliwe. Rozumiem, że trzeba będzie wprowadzić zmiany do kodeksu drogowego polegające na umanadatowieniu pieszych, którzy z nich korzystają. A może poprzestać tylko na tym?

W sumie można również zastanowić się nad kartami dla „kierowców” wózków dziecięcych. Wszak to taki mały pojazd. A co z rollkowcami? O hulajnogach też zapomniano? A obowiązkowe ubezpieczenia rowerzystów? Może warto i w ten sposób wyciągnąć z naszych kieszeni trochę grosza. Wszak społeczeństwo się bogaci, choćby poprzez Program 500+, czy zapowiedź podniesienia płacy minimalnej do 12 zł za godzinę.

Pomysły na zwiększenie wpływów budżetowych od uczestników ruchu drogowego można mnożyć. Szkoda tylko, że władza jedną ręką daje, a drugą (zanim ludzie poczuli ciężar złotówek w portfelach) już chce im je zabrać.

Wszyscy mówią o „dobrej zmianie”, ale nikt przecież nam nie obiecywał, że będzie to lekka zmiana. I z tym raczej musimy się oswoić.

KRZYSZTOF KREMAR