Na boisku piłkę podawać, a nie do dyplomacji!

Jeśli polski minister spraw zagranicznych porównuje swego pryncypała do piłkarza Lewandowskiego, a dyplomatyczne rozgrywki na najwyższym szczeblu w Europie do meczu na piłkarskim boisku, to znaczy, że w ogóle nie rozumie, na czym polega dziedzina, którą się zajmuje.

Panie ministrze Waszczykowski! Skoro myli się Panu piłka nożna z dyplomacją, to w dzieciństwie pewnie co najwyżej w kapsle w Wyścig Pokoju Pan grywał. Bramkę chciał Pan zdobyć?! Trzeba było więc drużynę zbudować. Nie od wczoraj, ale od miesięcy, lat nawet. Zgrać ją i wystawić do decydującej bitwy.

Miał Pan 27 kandydatów do reprezentacji. Ilu udało się Panu przekonać, że gra według jego planu przyniesie sukces wszystkim?! ANI JEDNEGO! Czy to nie wstyd?

Może zamiast czekać na dyrektywy, polecenia, dyspozycje z Nowogrodzkiej, trzeba było wykazać się własna inicjatywą?

Lewandowski na bramkę, Szczęsny do ataku…

Taki z Pana selekcjoner, jak ze mnie dojarz kóz. Nie potrafił Pan odpowiednio ustawić obrony. Na nic zdało się dobieranie pomocników. O ataku już nawet nie wspominając. Proszę więc nie wytykać Lewandowskiemu ewentualnych kiksów i potknięć, bo Pan zawalił na całego.

Rozumiem, że szef związku wybrał Pana na dyplomatycznego selekcjonera. A może w tym momencie trzeba było choć przez chwilę zastanowić się i odważnie powiedzieć: NIE! Nie nadaję się. Umiem tylko całować w rękę, ale na niuansach dyplomatycznych zagrywek nie znam się w ogóle. Nie wiem, jak można strzelić bramkę z rzutu wolnego, o rożnym nie wiem nic, nie wspominając nawet o karnym.

Zaszczyty to nie wszystko. Trzeba mieć jeszcze choć trochę rozeznania o taktyce, o strategii już nie wspominając. A tu okazuje się, że terminy te są dla Pana zupełnie nieznane. Niezrozumiałe, obce po prostu.

Nie można więc, Panie Ministrze, powoływać się na piłkarza Lewandowskiego, który jest podporą polskiej reprezentacji w piłce nożnej. Nie można używać takich porównań, skoro ani na piłce nożnej, ani tym bardziej na dyplomacji Pan się nie zna.

Może trzeba było użyć porównać do tenisa. Serw, net, aut. To byłoby bardziej zrozumiałe. Dodajmy jeszcze skreczowanie. Podpowiem: poddanie meczu bez walki. Bo walki nie rozpoczyna się za pięć dwunasta. Ją rozpoczyna się o dziesiątej.

Problem głównie polega chyba na tym, że przytoczony przez Pana z nazwiska piłkarz (Lewandowski), gdyby, tak podejrzewam, nie był w formie, to zawiadomiłby o tym swego szefa i, pewnie, poprosił o nie wystawianie go do składu. Pan nie miał tej odwagi. I za to konsekwencje ponieśli wszyscy Pana polityczni kumple, znajomi, podnóżki z szefem na czele.

Piłek nawet nie powinien Pan podawać, nie mówiąc już o wychodzeniu na boisko. Uczynienie Pana selekcjonerem, to rzecz w ogóle niezrozumiała. Konsekwencje tego poniosą wszyscy Pana sojusznicy. W takiej sytuacji wyjście jest tylko jedno. Jeśli oczywiście zachował Pan resztki honoru.

JAROSŁAWA WYPYCH

P.S.:List przesłany do redakcji, gdyż autor uznał, że adresat i tak go nie przeczyta. Wyróżnienia pochodzą od redakcji.