Strategia doskonała, jeśli się uda

Nie można zarzucić Naczelnikowi braku wyczucia strategicznego. Czasem po prostu nie mieści się w czasie. Kanclerz Merkel obiecała mu, że Tusk przewodniczącym RE nie będzie. Uwierzył. I obudził się z ręką w nocniku. Żaden z jego „doradców” nie podpowiedział mu, że czasu jest już bardzo mało.

Strateg Naczelnik rzucił się więc do ostatniej bitwy. Wynalazł niemal spod ziemi jakiegoś Saryusza-Wolskiego i przystąpił do ataku. Z punktu widzenia taktyki ten wybór z góry skazany jest na pożarcie. Facet za chwilę odejdzie w europejski niebyt. Ale przecież nie o to chodzi.

Naczelnik wymyślił sobie, że trzeba wystawić jakiegokolwiek kontr-kandydata przeciwko Tuskowi. Nieważne, że o wiele większe szanse miałaby jakaś dziesiątka polityków europejskich. I nieważne, że ta dziesiątka mogłaby pokonać Tuska w cuglach. Ważne, żeby kandydat był POLAKIEM.

Saryusz-Wolski, nie negując jego 40-letniego doświadczenia w pracy w strukturach UE (nie wymyśliłem tego, ale tak pani tzw. premier podobno w swoim liście do wszystkich przywódców Europy pisała), kandydatem jest żadnym. Bo oznaczałoby to, że już u schyłku epoki Gierka, udzielał się w UE. A ta powstała podobno dopiero w roku 1993. Ale czego nie robi się dla chwały pomysłu Naczelnika.

Donaldzie, zrezygnuj, Naczelnik sobie tego życzy….

Jeśli Tusk nie przedłuży swojej kadencji, a Saryusz-Wolski go nie zastąpi, to i tak wielki strateg odnowionej PRL będzie triumfował. Bo przecież chodzi wyłącznie o to, aby Tusk odszedł w niebyt. Niebyt polityczny, w wymiarze unijnym. Zdaje się, że jest to jedyna ość w gardle Naczelnika, która uniemożliwia mu normalne oddychanie. Normalne funkcjonowanie. Normalne życie.

Ale Naczelnik zamiast kilka miesięcy temu szukać poparcia dla kogokolwiek, kto mógłby Tuska zastąpić, czekał na… cud chyba. Złotousty Czarnecki (choć do tej pory nie wytłumaczył się z prywatyzacji Banku Zachodniego) podpowiedział mu jedno nazwisko. Nazwisko, które w partyjnych rozgrywkach w EU nic nie znaczyło. Ale było POLSKIE.

Zamieszanie się wielkie zrobiło. Większość polityków europejskich zasiadających w Parlamencie Europejskim nie rozumie, o co właściwie chodzi. Każdy kraj, obywatele każdego kraju, jego politycy, byliby dumni, kiedy ich rodak mógłby zasiadać na fotelu przewodniczącego RE. Ale nie Polacy. Ale nie Polska.

Bo w Polsce, dla Polaków najważniejsze jest udupienia Tuska. Przynajmniej dla tej Polski i dla tych Polaków, którzy wierzą w to, co Naczelnik wbija im do pustych głów od ładnych kilku lat.

Przewodniczący RE nie reprezentuje interesów własnego kraju, ale UNII! Nakłada sankcje na Polskę? NIE! Na wszystkie kraje, które są przeciwne polityce UE! Tak samo pewnie zrobiłby ewentualny przewodniczący Saryusz-Wolski. Bo nie miałby innego wyjścia, jako unijny urzędnik!

Skończmy wiec z tą demagogią, że Tusk działał (i działa) przeciwko Polsce. W wymiarze unijnym nie jest już Polakiem. Jest człowiekiem wynajętym przez UE do odpowiedniej roboty. A swoje narodowe przekonania może schować sobie w kieszeń. Jak każdy inny, poprzedni, na jego stanowisku. I każdy następny.

Najważniejsze jest jednak, aby Tuska – w jakikolwiek sposób – udupić. Człowieka, który miał czelność rozmawiać z Putinem. Nieważne o czym, ale rozmawiał. W Sopocie, w Smoleńsku. Nie mówiąc już o tym, że „zabił” przecież brata Naczelnika. I on ma przewodzić UE?!

Pomysł Naczelnika jest wręcz doskonały. Jeśli się uda (odsunięcie Tuska) będzie uznany za genialnego polityka. Wręcz Generalissimusa, Ojca Narodu, Słońce Narodu. Przejmie więc wszelkie zaszczyty, które przypisywano jego idolowi. Nie Piłsudskiemu, ale Stalinowi…

JANUSZ WYCIECH