NIE polecaMY: Blondynka w Japonii

Chyba dopiero drugi raz decyduję się na sugestię, aby tego rodzaju pozycje omijać szerokim łukiem, z bardzo, ale to bardzo daleka.

Wydawać by się mogło, że podająca się za jedną z największych polskich podróżniczek przełomu wieków może mieć cokolwiek do powiedzenie o kraju, do którego trafiła chyba przez zupełny przypadek. I od razu miała pomysł na książkę.

Przede wszystkim nie mogłaby to być książka, w której Japonia opisywana jest z pozycji kolan. Czyli z tej, w której sami Japończycy tak często przesiadują. Otóż nie. Wręcz przeciwnie. Ma to być książka, która po kolei rozprawia się z tzw. Mitami dotyczącymi Japonii.

Nie trzeba było jechać do Japonii, aby taki zbiór nie wiadomo czego (najbliżej jest to skeczom z kiepskiego kabaretu) napisać. Nie trzeba było nawet wychodzić z domu. Wystarczyło usiąść przed komputerem, odpalić Internet i hulaj dusza. ¾ książki powstało właściwie na zasadzie „kopiuj-wklej” z uwzględnieniem przede wszystkim szpil, które wbija się w piękny, potoczny obraz kulturowego cudeńka.

Sporo miejsca blondynka (ta typowa, z naszych dowcipów) poświęca najbardziej niezdrowej kuchni na świecie, z – podobno – zupełnym brakiem działu pod nazwą „wegetariańska”. Ale nie ma się co dziwić, skoro swoje kulinarne przypowieści rozpoczyna od wielkiej porcji zupy miso z… makaronem. Musiała chyba w Kwiatu Kwitnącej Wiśni spędzić co najmniej z rok, aby takie cudo sztuki kulinarnej znaleźć.

Najbrudniejsza ubikacja świata? Mało w tej Japonii w takim razie widziała. Brak zielonej herbaty w lokalach? Jest za to jej do wyboru i koloru w automatach stojących do 10 m na każdej ulicy: ciepłe, zimne, z cukrem, bez, z dodatkami, o smakach nie do spamiętania. Ale trzeba było się po prostu rozejrzeć, a to już wysiłek za duży.

Gdyby owa blondynka rozejrzała się wokół siebie trochę bardziej, gdyby skupiła się na tym, co ja otacza, a nie na chęci zapełniania ilościowego stron „książki” wycinkami z Internetu, to być może powstałaby całkiem zabawna historyjka. Takie czytadełko na podróż pociągiem z Warszawy do Krakowa i to nie tym osobowym.

Nie można bezkrytycznie rozpisywać się o tragicznym losie sarariiman (urzędników firm japońskich) tylko dlatego, że ktoś tam o tym napisał, albo przynajmniej trzeba było podać źródło. Nie można utożsamiać sosu sojowego z glutaminianem sodu! Swoją drogą tak wielka przeciwnika kwasu glutaminowego w pewnością ser parmezan omija z daleka. Zawodnicy sumo są bardzo silni, doskonale rozciągnięci, szybcy i zwinni, a 15 minut oglądania w telewizorze ich zawodów nie wystarcza, aby poświęcać aż tyle miejsca ich dolegliwościom chorobowym (znowu brak źródeł tej wiedzy)

Japonia wielu Polaków interesuje. Z różnych względów. Wielu Polaków wybiera ten kraj jako cel swojej turystycznej podróży. Wielu młodych marzy, aby pracować tam, żyć. Co jakichś czas na rynku pojawiają się o nim lepsze lub gorsze publikacje. Blondynka w Japonii należy zdecydowanie do tych najgorszych. Pod każdym względem.

JAKUB WYRWAŁ

Blondynka w Japonii, Beata Pawlikowska

Edipresse Książki