Seicento super-bryka

I pewnie zaraz jakiś minister oskarży mnie o hejtowanie. Nie, nie taki był zamiar. Po prostu, kiedy słyszę, że malutki samochodzik wychodzi lekko uszkodzony z kolizji z 3,5-tonowym, opancerzonym gigantem naszych szos, to… producenta duma powinna rozpierać.

I zaraz powinni wykorzystać to w reklamie samochodu. Powinny pojawić się klipy, banery, filmiki zachwalające walory tego auta. Auta, którego wóz ochrony szefa rządu europejskiego mocarstwa nie potrafi staranować, zepchnąć z drogi, zniszczyć, skasować…

Ale już tak na poważnie. Kiedy słyszę z ust ministra spraw wewnętrznych, który w swoim zakresie ma również nadzór nad służbami ochraniającymi najważniejsze osobistości w naszym państwie, że wóz ochrony nie zepchnął samochodu „napastnika” na pobocze, nie skasował, nie zmiażdżył, to mi WŁOSY NA GŁOWIE STAJĄ dęba z rozpaczy. W innych krajach za taką reakcję ochrony medale rozdają.

A gdyby zamiast gapowatego, niedoświadczonego kierowcy, za kółkiem siedział prawdziwy zamachowiec? Nie można przecież tego przewidzieć. Z pewnością natomiast taką ewentualność powinni brać pod uwagę „doświadczeni, z wieloletnim stażem” w Biurze Ochrony Rządu oficerowie. A najbardziej już sam kierowca pani premier, który podobno 15 lat w BOR służy i jest naprawdę dobrze wyszkolonym kierowcą.

Nie wiem, co myśleli sobie ochraniarze jadący za samochodem z panią premier, którzy widzieli, że w auto – z dla nich najważniejsza osobą na świecie, bo przecież własnym życiem gwarantują jej bezpieczeństwo – skręca jakiś pojazd. Nie jechali zbyt blisko, aby zareagować?! W takim razie powinna być to ich ostatnia jazda w roli tzw. ochraniarzy.

Samochód prowadzący kolumnę wystrzelił do przodu i ten najważniejszy za nim nie nadążył?! Przy prędkości 50-60 km/godz.?! Co za bzdury! Tylko zupełny laik może w ten sposób tłumaczyć oficerów, którzy nie dopełnili podstawowych zasad jazdy w kolumnie, czyli jazdy zderzak w zderzak, aby nikt, nawet rowerzysta z bombą w plecaku, nie miał szans, aby wjechać w puste miejsce w tej kolumnie.

Minister spraw wewnętrznych, przy okazji wyjaśniania/usprawiedliwiania oficerów ochraniających panią premier, ujawnił, że w samochód ministra Macierewicza rąbnął z tyłu inny wóz ochrony. A każdy kierowca wie, że winę ZAWSZE ponosi ten, który wjedzie w tył innego pojazdu. I nawet nie próbuje się wtedy tłumaczyć policji.

Wiemy już więc, kto ponosi winę za wypadek pod Toruniem. Ciekawe, czy funkcjonariusz żandarmerii, który ten wypadek spowodował poniesie jakiekolwiek konsekwencje.

Minister spraw wewnętrznych zapowiada zmiany w Biurze Ochrony Rządu. Włącznie ze zmianą nazwy instytucji. Zdaje się, że będzie to jedyna zmiana. Bo u nas od lat już tak jest; a politycy są o tym przekonaniu najbardziej, ze kiedy zmieni jakąś nazwę, to od razu będzie lepiej.

Przy okazji okazało się również, że za katastrofę smoleńską winę również ponosi BOR. Ten zły oczywiście, ten odziedziczony po znienawidzonej PO. Zdaje się jednak, że po wprowadzeniu dobrej zmiany wypadków z udziałem kolumn rządowych było znacznie więcej, niż przez kilkanaście minionych lat.

A argumentacja, że wtedy się o tym nie informowało, że media o tym nie donosiły zrzucane jest na karb zmowy i jest z rodzaju a u was Murzynów biją.

JANUSZ WYSOCKI