Wypadek spowodował samochód

MON nie ma dobrej passy. Afera z Misiewiczem goniła aferę z Misiewiczem, najwyżsi rangą oficerowie podawali się chórem do dymisji, kierowca ministra poczuł się jak Robert Kubica i znowu Misiewicz. A wszystko zaledwie w pół roku. Nie jest to oczywiście rekord świata, ale początek znakomity.

Inny niechlubny rekord ustanowi pewnie niedługo Centrum Operacyjne MON. Już sama nazwa budzi lekki niepokój. Rozumiem, że w miejscu tym zapadają najważniejsze decyzje dotyczące obronności naszego kraju; to taka jednostka szybkiego reagowania w odniesieniu do naszego bezpieczeństwa narodowego. Mylę się? A to pewnie ministerstwo sprostuje w najbliższym komunikacie. Proszę tylko, aby był w miarę czytelny, przejrzysty, zrozumiały i nieośmieszający autorów …

27 stycznia Oddział Mediów (dobrze, że nie pułk lub kompania, choć może już, tylko to tajne łamane przez poufne) właśnie Centrum Operacyjnego MON wydał oświadczenie w sprawie pełnych kłamstw i przeinaczeń artykułów Gazety Wyborczej., które poprzez dezinformację mają stworzyć świadomie fałszywy obraz ministra i jego najbliższych współpracowników.

Rzuciłem się do lektury: Nie jest prawdą, że samochód, którym jechał minister spowodował wypadek pod Toruniem. Przeciwnie był on w tym wypadku poszkodowany przez inne samochody. Według MON to samochody powodują wypadki, nie ludzie. Czy powołując się na to oświadczenie można przed sądem tłumaczyć się z każdego drogowego wykroczenia?

Rozumiem również, że MON formułuje tak kategoryczne stwierdzenia na podstawie zakończonego przez prokuraturę dochodzenia. Nie? więc oczywiście może się mylić… Ale nawet przez chwile nie przeszło mi to przez myśl…

Mało tego. Samochód, według MON, może być w wypadku poszkodowanym(!). Bidulka. Żeby tylko rozstroju nerwowego do końca nie dostał. Nawet jeśli uznamy to za specjalne określenie prawników wojskowych odkomenderowanych do zadań specjalnych w Centrum Operacyjnym MON, to zastanawiać może owo poszkodowanie przez inne samochody. Zmówiły się łajzy i rzuciły się na tego jednego? Ten przed nim gwałtownie zahamował, a ten za nim gwałtownie przyspieszył, wzięły go w kleszcze? Rany, chciały go zabić! Samochód oczywiście, nie pasażera…

Kolejnym, drugim i ostatnim, kłamstwem i przeinaczeniem, których miało być pełno w wielu artykułach GW jest to o bohaterskim kierowcy ministra, który jakoby miał być funkcjonariuszem WSW, BOR przed 1989 r. i Nadwiślańskich Jednostek Wojskowych. Taki stan rzeczy potwierdzają wszystkie akta osobowe w tym akta Instytutu Pamięci Narodowej. Dlaczego jego akta w ogóle w INP się znajdują, to tym już cisza. A przecież, gdyby nie…

Ciekawsze jest jednak, że to dzięki profesjonalizmowi i poświęceniu kpt. K. Bartosika, który wziął na siebie skutki uderzenia w kierowany przez siebie samochód, minister obrony narodowej nie poniósł żadnych obrażeń podczas wypadku spowodowanego przez inny samochód. Mamy kolejnego do Złotego Medalu za Zasługi dla Obronności Kraju. A może od razi Virtuti Militari jakiejś niższej klasy?

Niczym Superman wyprężył pierś i przyjął skutki uderzenie, niczym Spiderman owinął swego ubóstwianego szefa pajęczynowym kokonem bezpieczeństwa, niczym Kapitan Ameryka swą niezniszczalną tarczą zasłonił… Miła ta praca w Centrum Operacyjnym MON. Podstawowa lektura to komiksy amerykańskie i stąd to słownictwo i wzorce do naśladowania. Tylko dlaczego nie Kajko i Kokosz i inni wierni woje Mirmiła?…

Najśmieszniejsze jest to, że w opinii Centrum Operacyjnego MON głównym celem owych pełnych kłamstw i przeinaczeń artykułów jest pozbawienia ministra obrony narodowej skutecznej i profesjonalnej ochrony. A potem pewnie wystawienie go na cel zamachowców.

Oddział Mediów Centrum Operacyjnego MON potrafi również zachwycić. W komunikacie z 6 lutego jest taki fragment dotyczący osób odpowiedzialnych m.in. za przestępstwo polegające na Podżeganiu do popełnienia przestępstwa polegającego na publicznym formułowaniu fałszywych oskarżeń o popełnienie czynów zabronionych przez osobę posiadającą status osoby publicznej, czemu celowo nadano charakter świadectwa osoby rzekomo biorącej udział w wydarzeniach, które w rzeczywistości nie miały miejsca.

Kilkanaście razu czytałem i za diabła nie rozumiem, o co chodzi. A może właśnie o to? Żeby postraszyć, zastraszyć, zniechęcić? A może górę bierze aptekarska precyzja słowa nieobecnego ciałem, ale z pewnością nieustającego w modłach za swego szefa, resort, cały kraj i naród nawet, pierwszego żołnierza „dobrej zmiany” w MON.

JERZY WYSŁAWSKI